[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.1

Rak młodych kobiet [historia prawdziwa]

Kobiety na całym świecie boją się raka szyjki macicy, jednak w Polsce na leczenie trafiają zbyt późno – co druga w stadium bardzo zaawansowanej choroby. Ten rak atakuje nie tylko starsze, ale i bardzo młode kobiety. Warto się badać i zwracać uwagę na wszelkie sygnały płynące z organizmu. Tak jak Kinga Cebulska, która zachorowała w wieku 29 lat.

Kinga Cebulska fot. Kamil Majdański

Kiedy patrzy się na tę ciemnowłosą, pełną życia dziewczynę, trudno uwierzyć w to, co przeszła. Choć jest bardzo drobna, w jej uśmiechu i głosie da się wyczuć olbrzymią siłę. To w jaki sposób mówi o chorobie i jak traktuje to, co ją spotkało, budzi podziw. Kinga nie ma oporów w opowiadaniu o nowotworze, choć to sprawy intymne, bolesne. Dzieli się swoją historią, żeby przestrzec inne kobiety i namawiać je do badań cytologicznych. Uczestniczy w działaniach fundacji Kwiat Kobiecości - przed świętami Bożego Narodzenia odwiedziła jako św. Mikołaj chore na nowotwór kobiety w szpitalu. Chce im pokazywać, że można się z niego wyleczyć. W styczniu tego roku Kinga wróciła do pracy. Prowadzi firmę, zajmuje się promocją i marketingiem. Teraz ma w planach powiększenie zespołu pracowników, wynajęcie większego lokalu, a w głowie mnóstwo planów i nowe zlecenia. Rano, przed pracą, zawozi do żłobka i przedszkola trzyletniego synka i dwuletnią córkę. Wcześniej spędziła trzy lata na urlopie macierzyńsko-chorobowym. Już rok temu, gdy młodsza córka kończyła 10 miesięcy, chciała wrócić do pracy, ale rak pokrzyżował jej plany.

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

„Zawsze byłam pod stałą kontrolą lekarską, mam świetną panią ginekolog – opowiada. – Nie miałam problemu z zajściem w ciążę, porodami. Regularnie, raz do roku robiłam cytologię. Ale nagle dostałam plamienia. Na początku myślałam, że to związane może być z miesiączką, przemęczeniem. Jednak plamienie pojawiało się coraz częściej, nie tylko po okresie, ale w różnych sytuacjach. Myślałam o założeniu implantu antykoncepcyjnego, ale wiedziałam, że plamienie to wyklucza. Nie miałam innych objawów, nie bolał mnie brzuch, plecy, dobrze się czułam. Miesiączkowałam normalnie i regularnie, w dodatku wciąż karmiłam córkę piersią. Szybko zgłosiłam się do mojej ginekolog”. To był styczeń ubiegłego roku. Lekarka po zbadaniu Kingi i zrobieniu USG od razu mówi: „Będę szczera. Nie podoba mi się ta zmiana, wydaje mi się, że to nowotwór”.

REKLAMA

Wysyła ją na biopsję. Ponieważ Kinga leczy się prywatnie, udaje się załatwić badanie tego samego dnia. Tydzień czeka na wynik, ale jakoś nie skupia się nad tym, nie traktuje tego zbyt poważnie. Jest zajęta dziećmi, codziennym myśleniem, że trzeba zrobić obiad, nakarmić, przewinąć, poczytać dzieciom książeczkę. Razem z mężem mają w głowie plany na przyszłość, poszukują działki pod budowę i projektują dom. Kinga kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że to może być poważne. „Mam niecałe 28 lat, kto w takim wieku choruje? Jeśli nawet jakiś rak, to pewno łagodny, pójdzie na operację i szybko wrócę do domu” - wypiera czasem pojawiające się niespokojne myśli.

DIAGNOZA

Wieczorem, po tygodniu, dzwoni lekarz, żeby następnego dnia odebrała wynik. Oznajmia, że potwierdziła się diagnoza, a Kinga przyjmuje to spokojnie. Już wie, że będzie musiała się poddać leczeniu, jednak wciąż nie dochodzi do niej groza tej sytuacji. W przychodni dostaje skierowanie na szereg badań, m.in. rezonans, tomografię i pieczątkę „Szybka Terapia Onkologiczna”.

Badania wykonuje szybko, bo w ciągu tygodnia. „Codziennie byłam o siódmej rano w szpitalu i robiłam badania – wspomina. – Wstawałam o świcie i o 9 rano byłam z powrotem w domu. Jadłam śniadanie z dziećmi, a mąż wychodził do pracy. Potem zajmowałam się domem, dziećmi, czas biegł szybko i nie skupiałam się na myśleniu o chorobie”. Lekarz ze szpitala kieruje Kingę na konsylium, które wypada w dniu jej 28. urodzin. Tam dowiaduje się, że lekarze chcą jej zrobić operację usunięcia guza razem z macicą. Zapytała, ile będzie trwało leczenie i pobyt w szpitalu. Specjaliści mówią o dwóch tygodniach i pytają, czy uda jej się wszystko przygotować do zabiegu i odstawić córeczkę od piersi w ciągu 10 dni.

Po konsylium wsiadam do samochodu i pierwszy raz zaczynam płakać. Wizja pobytu w szpitalu mnie przerażała. Może to głupie, ale najbardziej było mi przykro, że nie będę na pierwszych urodzinach córeczki. Nie zrobię jej tortu. Było też takie ukłucie, że już nigdy więcej nie będę mogła mieć dziecka: małych stópek, rączek. Zawsze chcieliśmy z mężem mieć dwoje, udało się i jestem z tego powodu szczęśliwa. Ale to uczucie, że nie będę już nigdy w ciąży, było trudne”. Przed pójściem do szpitala mała Gosia robi jej prezent – stawia pierwsze samodzielne kroki. To osładza myśl o operacji i daje nadzieję, że to wszystko szybko minie i znów wróci do dzieci. Niestety, w szpitalu jest tylko dzień: kilku lekarzy robi jej badania ginekologiczne. Ona czuje, że coś jest nie tak.

Guz jest na tyle duży i nacieka na narządy wewnętrzne, że lekarze nic chcą się podjąć operacji. Wysyłają ją na oddział radioterapii i chemioterapii stacjonarnej. Idzie w szlafroku przez podwórko. Tam po rozmowie z lekarką dowiaduje się, że ma przyjść na planowanie terapii. Na pytanie, ile to potrwa, dowiaduje się, że dwa miesiące. I to bez możliwości wychodzenia ze szpitala.

„Wtedy po raz pierwszy poczułam, że rozpadam się na kawałeczki – wspomina. – Na korytarzu mijałam chore w trakcie terapii. Większość to kobiety w średnim wieku. Zaczęłam płakać, nie mogłam się uspokoić. Zadzwoniłam do męża. Potem długo rozmawiałam z moją ginekolog. Ona tłumaczyła mi na spokojnie diagnozę i na czym będzie polegała terapia. Trochę się opanowałam w drodze powrotnej, nie chciałam, żeby dzieci widziały, że płaczę”.

SZPITAL

Na pierwszą chemię jej organizm reaguje fatalnie. Ma prawie 40 stopni, dreszcze, drgawki. Badania wykazują, że tak reaguje, bo jest szczupła i drobna, a sześciogodzinny wlew płynów za bardzo wychładza jej organizm. Druga dawka podobnie. Kolejną dawkę lekarze zmieniają na carboplatyne – jest jej mniej, a kroplówki trwają krócej. To znosi na tyle dobrze, że czuje się coraz lepiej. Podczas całej chemioterapii poddaje się również radioterapii. Niestety, radioterapia powoduje różne zmiany wewnętrzne i nie można we Wrocławiu wykonać brachyterapii. Dodatkowo po radioterapii ma problem z jelitami.

Onkolodzy wysyłają ją na konsultację do Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Tam lekarze stosują specjalistyczną brachyterapię – naświetlania bezpośrednio do guza pod narkozą. Z dziećmi podczas obu terapii widzi się głównie na Skypie. Nie może ich uściskać, ucałować, bo jest nieodporna na bakterie i wirusy. Kinga trudno znosi rozstanie. Dzieci też, szczególnie starszy syn. Konsultuje z psychologiem, jak całą sytuację wytłumaczyć dzieciom. Gosia na szczęście jest jeszcze mała. Kiedy mama wraca na weekend do domu, syn jest obrażony. Mówi, że go zostawiła. Wtedy czuje się bezsilna i zrozpaczona.

„Moim celem była walka głównie dla nich, a tu się okazuje, że oni nie chcą się ze mną nawet bawić. Wiedziałam, że to chwilowe, ale byłam słaba, smutna i trudno mi było to znieść. Gdy leczyłam się już w Poznaniu, dzieci mogły mnie odwiedzać. Przyjeżdżali w weekendy z mężem”. Pacjentki, z którymi się spotykała na oddziałach, często miały żal do losu, pytały: „Dlaczego mnie to spotkało?”. Kinga tak nie czuła: przyjęła chorobę jako coś, co się wydarzyło, i traktowała ją jak anginę. Chciała ją wyleczyć, poddać się wszelkim możliwym terapiom i wyzdrowieć. Wiedziała, że musi jak najszybciej wrócić do dzieci. Mąż Kingi bardzo wspierał żonę. Rozmawiał, pocieszał, choć nie mógł godzinami z nią siedzieć w szpitalu, gdyż to na nim spoczywała troska o dzieci, dom i praca zawodowa. „Byłam pełna podziwu, jak on sobie poradził. Oczywiście były babcie, dziadkowie, ciocie do pomocy, ale mąż sprawdził się nadzwyczajnie”.

NARESZCIE W DOMU

Do domu Kinga wraca w końcu czerwca. Jest osłabiona, musi unikać słońca, często boli ją głowa. Po chemioterapii nie wypadły włosy. Bardzo ją to cieszy, bo nie chciałaby szokować dzieci. Męczą ją biegunki, częste bóle jelit, więc musi bardzo dbać o odpowiednią dietę. W trakcie terapii lekarze wygasili jej funkcje jajników, dlatego przechodzi przyspieszoną menopauzę. „W Poznaniu zalecono mi terapię hormonalną, bo miałam wszystkie książkowe objawy menopauzy: co trzydzieści minut napady gorąca, poty, zmiany nastrojów. Teraz biorę tabletki i mogę funkcjonować w miarę normalnie” – opowiada. Kinga chodzi na kontrolę lekarską raz w miesiącu, a co trzy miesiące odwiedza obie poradnie onkologiczne: we Wrocławiu i Poznaniu.

„Gdy czekam na wyniki badań, rezonansów, zawsze jest we mnie strach. Boję się, że rak może wrócić. Ale czuję się coraz lepiej i wiem też, że ten strach powoli minie. Choć nigdy na pewno mnie nie opuści tak do końca”. Z badań wyniknęło, że raka spowodował wirus HPV. Dziś lekarze mówią, że być może dwie ciąże i długie karmienie mogły być zbyt obciążające dla jej drobnego organizmu i ten – osłabiony – został zaatakowany przez ukrytego wirusa. Dlatego Kinga postanowiła działać. Chce opowiadać kobietom swoją historię i namawiać je do cytologii. „Mam nadzieję, że pójdą na badania: młodsze i starsze. Przecież mało kto myśli, że nawet 25-latka może mieć nowotwór. A jednak to się zdarza! Trzeba pokonać go szybko, bo przecież mamy dla kogo żyć ! Trzeba żyć dla siebie, ale i dla naszych bliskich” – dodaje.

BADAĆ SIĘ I SZCZEPIĆ

Zgłaszanie się na badania profilaktyczne nie gwarantuje, że nie rozwinie się rak. Jednak na pewno stwarza szanse na wykrycie stanów przedrakowych lub raka we wczesnym etapie rozwoju. Wkrótce Polskie Towarzystwo Ginekologii i Położników oraz Polskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej wydadzą rekomendacje dotyczące najnowszego programu profilaktyki. Takim nowoczesnym narzędziem będzie robienie co-testingu, czyli dwóch badań cytologii i testu wirusologicznego w kierunku HPV. Nie każdy przypadek raka szyjki macicy jest wywołany przez HPV, ale blisko 99 proc. raków rozwija się na podłożu infekcji HPV. Dlatego te narzędzia pomogą wykryć stany przedrakowe we wczesnej fazie. Uważam, że najlepszą profilaktyką są szczepienia przeciw HPV. Są one całkowicie bezpieczne: nie leczą wirusa, tylko mu zapobiegają. W Polsce niestety nie są one refundowane przez NFZ. Czasem bezpłatne szczepienia organizują niektóre samorządy lokalne. Bezwzględnie należy szczepić dziewczynki między 9. a 12. rokiem życia. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest zaszczepienie każdej kobiety przed rozpoczęciem inicjacji seksualnej. Szczepić mogą się również kobiety, które rozpoczęły współżycie i nie mają w badaniach potwierdzonej infekcji HPV.

ZWRÓĆ NA TO UWAGĘ

W Polsce notuje się najwyższy wskaźnik zachorowalności na raka szyjki macicy wśród wszystkich państw europejskich: choruje około 15 kobiet na 100 tysięcy. Okazuje się, że 60 proc. kobiet, u których wykryto raka szyjki macicy, nie miało nigdy w życiu robionego badania cytologicznego. Warto wiedzieć, że na samym początku nowotwór szyjki macicy nie daje żadnych objawów. Do najczęstszych jego symptomów można zaliczyć:

  1. BÓLE Nie lekceważ bólu w okolicy krzyżowo-lędźwiowej ani dyskomfortu w dole brzucha.
  2. NIEPOKOJĄCE MIESIĄCZKI Jeżeli wcześniej miałaś regularne miesiączki, to nagłe zmiany w tym trybie powinny Cię skłonić do wizyty u ginekologa. Sygnałem ostrzegawczym są też krwawienia międzymiesiączkowe.
  3. UPŁAWY Szczególnie niepokojące są upławy o nieprzyjemnym zapachu.
  4. KRWAWIENIA Do charakterystycznych objawów zalicza się też krwawienie podczas stosunku albo tuż po.

Sprawdź też artykuły dotyczące: faktów i mitów na temat raka piersi oraz sposobów zapobiegania różnym nowotworom.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij