[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Przyjaźń a geny: jak wybieramy przyjaciół?

Mówią, że rodziny się nie wybiera, ale za to można sobie wybrać przyjaciół. Okazuje się jednak, że nie do końca. Z najnowszych badań wynika, że upodobanie lub niechęć do pewnych typów ludzi mamy zakodowane w DNA.

przyjaźń fot. shutterstock

Przeznaczeni sobie

Najnowsze badania potwierdzają naszą intuicję. Otóż przebadano DNA ok. 2000 par bliskich przyjaciół i okazało się, że istnieją między nimi silne genetyczne podobieństwa. Nie wdając się w naukowe szczegóły, powiedzmy tylko, że było to porównywalne z podobieństwem genetycznym między kuzynami w czwartej linii pokrewieństwa. Dla porównania: między parami przypadkowo dobranych obcych ludzi występuje bardzo niewiele podobieństw, jeżeli w ogóle.

„Te badania pokazują nam, co naprawdę tkwi u podstawy przyjaźni – mówi współautor badań, profesor socjologii, biologii ewolucyjnej i medycyny na Uniwersytecie Yale. – My nie tylko szukamy »do przyjaźni« ludzi podobnych do siebie pod względem obserwowalnych cech, zachowań, poglądów. W jakiś sposób odnajdujemy »bratnie dusze« w ludziach podobnych do nas na poziomie genetycznym”.

Jak rodzeństwo

Kiedy przyglądam się bliżej moim przyjaciołom, to muszę przyznać, że coś jest na rzeczy. Jeżeli istnieje coś takiego, jak chemia przyjaźni, czyli wyczuwanie jakimś szóstym zmysłem genetycznego kuzyna, to mogę śmiało powiedzieć, że właśnie tego doświadczyliśmy. Można to porównać do miłości od pierwszego wejrzenia, ale odbywa się na poziomie znacznie głębszym niż tylko zainteresowanie zewnętrznymi cechami.

Pierwszy raz zobaczyłam Elkę na zajęciach na uczelni – obie miałyśmy dużo nieobecności (pewnie dlatego się wcześniej nie poznałyśmy) i jako warunek zaliczenia przedmiotu miałyśmy razem wykonać jakiś projekt. Poszłyśmy razem na drinka w celu omówienia projektu i już dwie godziny później Elka miała nową współlokatorkę w wynajmowanym mieszkaniu (tzn. mnie). A potem ani przez sekundę nie żałowałyśmy tej decyzji.

Z Kasią było tak, że „wyswatali” nas nasi znajomi. Mówili mi ciągle: „Wiesz, mamy tak koleżankę, Kasię, jest strasznie podobna do ciebie, musicie się poznać”. No i jak się w końcu poznałyśmy, to faktycznie zaiskrzyło od razu. Jak zaczęłyśmy gadać, to nie możemy przestać do tej pory. Ciekawe tylko, co takiego dostrzegli ci nasi znajomi, bo zewnętrznie Kaśka jest moim przeciwieństwem.

Chłopaki to moi koledzy z podwórka, więc polubiliśmy się już tak dawno temu, że nawet nie pamiętam, kiedy stało się dla nas oczywiste, że jesteśmy jak trzej muszkieterowie. To magia czy chemia?

„Wiemy już, że w procesie ewolucji ludzie wykształcili podświadome mechanizmy wyboru partnera seksualnego najbardziej optymalnego dla nas pod względem genetycznym – mówi badaczka dr Alycia Scott. – Podobny gust muzyczny albo pasja do podróżowania mogą służyć jako znakomity starter do rozmowy, ale pociąg do drugiej osoby, który trwa dłużej niż impreza, zasadza się na istnieniu tej właśnie »chemii«”.

Na chemię z kolei wpływa wiele czynników – np. odmienny system immunologiczny (pożądany, aby wzmocnić odporność ewentualnego potomka), pociągający zapach itd. Tak to się dzieje w przypadku wyboru partnera seksualnego, natomiast przyjaźń, zdaniem Alycii Scott, to trochę inna historia. W końcu dzieci z tego nie będzie (chociaż zdarza się i tak), więc wybór właściwej osoby na przyjaciela ma trochę inny cel. Jak wskazują badania, te kryteria zmieniają się z wiekiem.

Jako dzieci na ogół poznajemy naszą BFF przez przypadek. Po prostu zostajemy posadzone przy tym samym stoliku w przedszkolu i tyle wystarczy, żebyśmy stworzyły koalicję. Eksperci uważają, że te przyjaźnie stanowią jedne z pierwszych poważnych wyborów w naszym życiu, dlatego trwają tak długo bez względu na to, jak różne życie prowadzimy.

Amerykański psychiatra Harry Stack Sullivan zbadał, że „pierwsza przyjaźń” pojawia się w naszym życiu, kiedy mamy mniej więcej osiem i pół roku. To mniej więcej wtedy, gdy razem z Maćkiem i Darkiem ratowaliśmy wspólnie jeże na naszym podwórku. W miarę jak dorastamy, nasza zdolność przyjaźni ewoluuje. Miłość do jeży odchodzi w zapomnienie, ale za to zaczynają się liczyć bardziej inne sprawy

To oznacza, że nasi przyjaciele z podwórka mogą mieć mniej z nami wspólnego, jeżeli chodzi o materiał genetyczny (gdy patrzę na to, jak potoczyło się życie kilku moich psiapsiółek ze szkoły, to jestem skłonna w to uwierzyć), niż ci, których poznajemy jako osoby dorosłe.

Pamiętaj, że babską przyjaźń trzeba pielęgnować! Zobacz, o czym warto pamiętać, aby mieć wokół siebie życzliwe, przyjacielskie grono.

Zmysł przyjaźni

Czym więc jest ten szósty zmysł, którym wyczuwamy chemię przyjaźni? Profesor Christakis podczas swoich badań odkrył, że przyjaciół łączy upodobanie do pewnych zapachów. Profesor tłumaczy to tak, że częściej przebywamy w miejscach, w których wyczuwamy ulubione zapachy, co zwiększa prawdopodobieństwo, że spotkamy tam kogoś, z kim się będziemy dobrze dogadywać.

Na przykład – uwielbiasz zapach kawy i dlatego pewnie lubisz przebywać w Starbucksie. Tam spotykasz ludzi, których też przyciągnął w to miejsce ulubiony zapach (no chyba że chodziło tylko o free Wi-Fi). I całkiem możliwe, że się z kimś zaprzyjaźnisz. Zaznaczmy, że te zapachy, które lubimy, wcale nie muszą być tak silne, jak zapach kawy. Możemy nawet sobie nie zdawać sprawy, że je czujemy, a mimo wszystko lubimy przesiadywać w miejscu, które tak pachnie, chociaż do końca nie wiemy, dlaczego.

Ciemna strona

„Ta Ania ma na ciebie zły wpływ” – pewnie niejednokrotnie słyszałaś od rodziców coś w tym rodzaju. Albo opinię o kimś, że wpadł w „złe towarzystwo”. No cóż, wygląda na to, że najwięcej prawdy jest w powiedzeniu, że ciągnie swój do swego. Do innych ludzi przyciąga nas podobieństwo w zakresie różnych cech, nie tylko tych pozytywnych. Osoby, u których występuje marker genetyczny receptora dopaminy DRD2 (nauka wiąże jego obecność z podatnością na uzależnienia), mają tendencję do zaprzyjaźniania się z osobami, u których występuje ten sam zestaw genów.

Z drugiej strony osoby, które nie mają tych genów, raczej wiążą się z ludźmi, u których ten gen też nie występuje. Kiedy przypominam sobie znajomych z dzieciństwa, to zaczynam wyraźnie widzieć tę prawidłowość. Koleżanka, o której losach dowiaduję się za każdym razem, gdy przyjeżdżam do rodziców, miała – od kiedy pamiętam – talent do wynajdowania „złego towarzystwa”. Gdziekolwiek by się nie pojawiła, gdzie by nie zamieszkała, to natychmiast w jej otoczeniu pojawiali się ludzie z poważnymi problemami. Kiedyś myślałam, że jest po prostu głupia albo, delikatnie mówiąc, nie umie prawidłowo oceniać rzeczywistości i ludzi. Teraz już wiem, że to te nieszczęsne geny.

No dobrze, ale jak się mają te odkrycia naukowe do obecnie najpopularniejszego narzędzia zdobywania znajomych – Facebooka? Naukowcy są pod tym względem zgodni: media społecznościowe pozbawiły nas tego ewolucyjnie ukształtowanego mechanizmu dobierania sobie przyjaciół na podstawie wysyłanych przez nich subtelnych sygnałów.

To niekoniecznie musi być dla nas złe – dzięki temu zamiast zamykać się w gronie ludzi podobnych do nas, mamy możliwość spotkania (albo chociaż przyjrzenia się w ten czy w inny sposób) ludzi, których styl życia czy poglądy są zupełnie odmienne od naszych. Aczkolwiek po pewnym czasie i tak posty wyświetlane nam przez FB zawężają się tylko do tych najbardziej przez nas lubianych, czyli krótko mówiąc, znów zamykamy się w naszym kółeczku podobnych sobie.

Podążaj za instynktem

Posiadanie dużego grona znajomych w mediach społecznościowych tworzy w naszej psychice złudzenie „ożywionego życia towarzyskiego”, ale bez spotkań w realu to źródełko satysfakcji prędzej czy później wysycha. Aczkolwiek, jak wynika z badań, i tak odgrywa pozytywną rolę w utrzymywaniu znajomości ze starymi przyjaciółmi, którzy mieszkają w innych miastach czy krajach i które bez FB dawno by umarły śmiercią naturalną.

Spotykając się z dawno niewidzianym przyjacielem czy przyjaciółką, nie musimy sobie przez pierwsze pół godziny relacjonować detalicznie, co się w naszym życiu wydarzyło, bo przecież wiemy to z Facebooka. Możemy więc od razu przystąpić do poruszania istotnych tematów.

Krótko mówiąc, media społecznościowe wspierają pradawne mechanizmy, dzięki którym łączyliśmy się w przyjacielskie paczki. Fakt, że jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani na szukanie przyjaciół, świadczy o tym, jak istotna jest dla nas taka grupa bliskich ludzi.

Znalezienie sobie sojuszników było dla naszych przodków niemal tak samo istotne, jak znalezienie partnera, aby mieć z nim dzieci. To dlatego tak źle znosimy samotność – i to nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Pamiętacie Toma Hanksa w filmie „Cast Away – poza światem”, który na bezludnej wyspie zrobił sobie przyjaciela z piłki? Jego stratę przeżył bardziej niż stratę zapasów. No właśnie – bo przyjaciele to sól naszego życia.

ZOBACZ TEŻ: 12 zasad złotej przyjaźni.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij