Październikowy numer Women's Health już w kioskach!

Według szacunków do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującym zaburzeniem na świecie. W Polsce choruje dziś na nią około 2 milionów osób; Cw zeszłym roku lekarze wystawili ponad pół miliona zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń nastroju.

WH 10/21 fot. Kamil Majdański / MPP

Celowo użyłam słowa "zaburzenie", a nie "choroba", bo od jakiegoś czasu trwa spór między psychologami a psychiatrami dotyczącymi natury depresji. Psychiatrzy stoją na stanowisku, że depresja to choroba wywołana nierównowagą neuroprzekaźników w mózgu i należy leczyć ja farmakologicznie. Psycholodzy skłonni są twierdzić, że depresja to nie choroba, tylko stan, rodzaj doświadczenia, który jest naturalną odpowiedzią organizmu na stres, co nie znaczy, że nie wiąże się z cierpieniem i – w określonych przypadkach – wymaga stosowania leków. Taką wykładnię pokazuje raport Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego „Rozumiejąc depresję”, który ukazał się w październiku ubiegłego roku. Raport tylko wzmógł środowiskową dyskusję, która już trwała od jakiegoś czasu – z podobną tezą wystąpił znany amerykański psycholog ewolucyjny Jonathan Rottenberg w swojej głośnej książce „Otchłań. Ewolucyjne źródła epidemii depresji” (bardzo ciekawą rozmowę z autorem przeprowadzili Cveta Dimitrowa i Tomasz Stawiszyński na łamach kwartalnika „Przekrój” – dostępny za darmo w sieci). W dużym skrócie: depresja jest mechanizmem adaptacyjnym, który wykształciliśmy w trakcie ewolucji. Zwykliśmy sądzić, że w sytuacji zagrożenia uwalniają się dwa podstawowe impulsy: impuls do walki lub ucieczki. Tymczasem istnieje trzeci rodzaj reakcji, który jest powszechny w przyrodzie, np. gdy zwierzę staje się celem ataku drapieżnika: zastygnięcie, przeczekanie zagrożenia. Depresja jest właśnie taką próbą oporu wobec rzeczywistości, która jest zbyt przytłaczająca, żeby się z nią zmierzyć – trzeba ją przeczekać w zastygnięciu. Wiąże się to oczywiście z uczuciem przygnębienia, samotności, braku sprawczości, czasami z niskim poczuciem wartości, często z zaburzeniami snu, apetytu i wyczerpaniem fizycznym.

REKLAMA

Dlaczego mamy do czynienia z epidemią depresji właśnie teraz? Raport wskazuje na zjawisko naddiagnozowalności tego zaburzenia. Takie uczucia i stany, jak te opisane powyżej, miewamy również w sytuacjach rozstania z partnerem czy utraty pracy, ale nie przechodzą one w stan ciągły, więc nie należy nazywać ich depresją, a są wykazywane w statystykach. Poza tym, kultura, w której żyjemy, bardzo sprzyja zaburzeniom emocjonalnym. Najwyższe wskaźniki depresji występują wśród ludzi młodych. Ma to związek z oczekiwaniami wobec świata i ich samych. Młodzi ludzie mają ogromne aspiracje, zostali wychowani w przekonaniu, że świat stoi przed nimi otworem, a tymczasem ich możliwości bywają dużo mniejsze niż ich rodziców. Media społecznościowe upowszechniają wrażenie, że wszędzie panuje szczęście i spełnienie, tylko nas jakoś te dary losu omijają. Żyjemy w kulturze, która na każdym kroku domaga się od nas radości, przebojowości; jeżeli ktoś doświadcza spadku nastroju, to od razu wydaje mu się, że mu się w życiu nie powiodło. Ten rozjazd między oczekiwaniami a rzeczywistością jest gotową receptą na depresję.

Raport wskazuje na jeszcze jedną grupę czynników sprzyjających depresji: dostęp do światła dziennego, brak ruchu i złą dietę naruszającą równowagę mikrobiomu. Tutaj między psychiatrami a psychologami panuje zgoda: odpowiednia dieta, regularny ruch i bliskie relacje z paroma osobami są czynnikami przeciwdziałającymi depresji. To nie takie trudne, jak się wydaje. Zapraszam do lektury naszego przeciwdepresyjnego numeru.

Redaktor naczelna

Aneta Martynów

Zobacz również:
Zamiast liczyć na dietę cud last minute, przejdź 4-tygodniową cud transformację.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA