Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Paulina Chruściel o roli w "Singielce", patentach na zdrowie i szczęście

Paulina Chruściel, ceniona aktorka teatralna i gwiazda popularnego serialu „Singielka”, dzieli się z nami patentami na to, jak dobrze czuć się w swoim ciele i w swoim życiu.

Paulina Chruściel, gwiazda z okładki Women's Health fot. Piotr Porębski

W serialu „Singielka” grana przez nią Elka jest zdradzona, zaokrąglona i trochę zaniedbana. Desperacko poszukuje męża, chce stracić kilogramy i zyskać pewność siebie.

W życiu Paulina Chruściel mocno wierzy w siebie i pielęgnuje niezależność. Nie biega o 6 rano do siłowni, bo to nie rozmiar ubrań decyduje, czy dobrze czujesz się ze sobą, lecz balans między ciałem a duchem.

Wyrozumiała

Do głównej roli w cieszącym się ogromną popularnością serialu musiała przytyć. A i tak każdego dnia przez rok wkładała na siebie kilkukilogramowy, elastyczny strój, który miał ją bardziej powiększać przed kamerą.

Pod szerokimi, czarnymi spodniami nosiła więc sztuczne pośladki i plastikowy brzuch. „Moje ciało jest narzędziem pracy i choć staram się o nie dbać jak najlepiej, wiem, że czasem rola będzie wymagać ode mnie, bym je zmieniała” – podkreśla Paulina Chruściel, serialowa Elka.

Jako nastolatka miała swoje kompleksy: za grube nogi, za małe piersi – jak każda dziewczyna. „Dziś jednego dnia czuję się ze sobą wspaniale, innym razem mam mnóstwo zastrzeżeń”.

„Ciało jest nierozerwalnie związane z umysłem. Jeśli będziesz czytać, zwiedzać, rozwijać się, myśleć – będziesz się czuć lepiej w swojej skórze”.

Ale przecież  jak mówi Paulina  piękny, apetyczny wygląd to nie rozmiar 34, to nie przysłowiowy sześciopak czy fryzura w aktualnych trendach. Ważniejsze jest to, by emanowała z nas radość, harmonia.

„Pamiętam fantastyczny rysunek Marty Frej z dziewczyną czytającą leniwie na kanapie i mówiącą: »Jak to nie ćwiczę? Właśnie teraz – mózg i mięśnie Kegla«” – opowiada Paulina. Dbanie o siebie nie jest obowiązkiem, ale przyjemnością.

Nie wyobraża sobie pielęgnacji bez systematycznych peelingów. Uwielbia też masaże. „Tajski natychmiast poprawia kondycję skóry, ale również samopoczucie, dobrze robi na głowę” – wyjaśnia.

A kosmetyki? Nigdy nie kupuje kremów za 500 zł, bo wie, że równie dobre znajdzie na niższych półkach. Najbardziej kocha polskie marki. „Mam to po babci, która zawsze mówiła, że najlepsze kosmetyki są u nas. Wszystkie znajome Francuzki przyjeżdżały do nas po kremy” – tłumaczy.

 

Paulina Chruściel, gwiazda z okładki Women's Health fot. Piotr Porębski

Zorganizowana

Przyznaje, że zdecydowanie nie jest typem sportsmenki, która całe dnie spędza w siłowni i wyciska siódme poty. „Być może wielu ludziom wydaje się, że my, aktorzy, mamy dużo czasu na to, by dbać o siebie, ale to nieprawda.

Mój tryb życia jest nieregularny: wstaję codziennie o 5.30, pracuję po 12 godzin, każdego dnia uczę się na pamięć 20 stron tekstu, do tego dochodzi spektakl w teatrze. Jestem aktorką, matką, żoną, księgową, jednoosobową działalnością gospodarczą. Mój zawód ma ogromny wpływ na styl życia, jaki prowadzę” – mówi Paulina.

Dlatego jeśli musi odreagować i naładować akumulatory, robi to, co pozwala jednocześnie zadbać o głowę i ciało: idzie na pływalnię. Bo basen ją wycisza i relaksuje, a jednocześnie pozwala utrzymać ciało w formie.

 

Paulina Chruściel, gwiazda z okładki Women's Health fot. Piotr Porębski

Rozsmakowana

Przez całe dzieciństwo, które spędziła na wsi w wielopokoleniowym domu, przyglądała się, jak dziadek wędził szynkę, a babcia prowadziła zielnik i robiła najlepszy na świecie pasztet z gęsich wątróbek, który Francuzi nazywają „foie gras”.

Przywykła, że na stole zawsze jest zielona sałata, świeża fasola, a zapachy w kuchni przyprawiają o zawrót głowy. „Organicznie przejęłam te smaki i staram się przenieść je do swojej kuchni”.

To babcia rozkochała ją w naturalnych przyprawach i aromatach. „Gotowała tradycyjnie, ale z niesamowitym wyczuciem. Na stole było zawsze smacznie i dużo.

"Gdy mój mąż opowiadał mi, że w PRL-u jako prawdziwe dziecko Ursynowa stał po »cokolwiek « w tak długiej kolejce, że zdążył przeczytać »Trylogię« Sienkiewicza, zawsze mu współczuję, bo moje dzieciństwo kojarzy mi się z zastawionym po brzegi stołem i przepysznymi potrawami, a kartki pamiętam tylko na witaminę C i VisolVit” – wspomina aktorka.

Tak rozpieszczona kulinarnie nigdy nie stosowała diety, a w jej kuchni w naturalny sposób stałe miejsce znalazły świeże, sezonowe warzywa, owoce i naturalne soki. Nawet gdy – tak jak ostatnio – nie ma czasu gotować, bo cały dzień spędza na planie, pilnuje, by dieta cateringowa, z której korzysta, była oparta na zdrowych i świeżych produktach.

 

Paulina Chruściel, gwiazda z okładki Women's Health fot. Piotr Porębski

Uważna

Miała może 9, może 10 lat, gdy po raz pierwszy wystąpiła na szkolnej akademii w podstawówce, recytując wiersz „Rwanie bzu” Juliana Tuwima. Bardzo dobrze pamięta oklaski, jakie dostała. I pochwałę od nauczycielki.

„Koledzy mi mówili, że byłam świetna, a nauczycielka od tej pory coraz częściej proponowała występy. Chyba wtedy po raz pierwszy ktoś zauważył we mnie aktorski talent” – opowiada Paulina

I choć później poszła do liceum, o którym mówiło się, że wychodzą z niego lekarze i informatycy, a po drodze była slawistyka na Uniwersytecie Warszawskim, tamto wspomnienie wracało i było jednym z powodów, dla których postanowiła zdawać na studia aktorskie.

„Dziś myślę, że warto bacznie przyglądać się ludziom, których spotykasz na swojej drodze, i słuchać tego, co o Tobie mówią. Kto wie, być może któryś z nich pomoże Ci odnaleźć Twój potencjał” – zastanawia się Paulina.

 

Niezależna

Choć nie pochodzi z rodziny o aktorskich tradycjach, a sama siebie początkowo widziała bliżej nauk ścisłych, postanowiła pójść pod prąd. „Zawsze miałam w sobie taką przekorę, by coś zrobić inaczej, na przekór oczekiwaniom innych”.

Dlatego też - jak mówi - stosunkowo późno wyszła za mąż, urodziła dziecko, zrezygnowała z uniwersytetu na rzecz akademii teatralnej. „Może dlatego, że wychowałam się w tradycyjnej rodzinie, patriarchalnej, postanowiłam zostać aktorką. Postrzegałam je jako bardzo niezależne” – mówi.

Przyznaje szczerze, że z domu nie wyniosła takiej świadomości, takiego duchowego singla. W zasadzie ciągle się tego uczy. Pamięta czas, gdy urodziła dziecko i jak większość kobiet próbowała się zaszufladkować, myśląc, że od teraz jest przede wszystkim żoną i matką.

To był bardzo trudny okres, bo coś się w niej buntowało, jakiś wewnętrzny głos domagał się więcej. „Sporo czasu zajęło mi, by powiedzieć sobie: stop. Tu jest dom i rodzina, ale ty masz prawo iść też w innym kierunku, robić również coś, co będzie tylko twoje.

"Dziś wiem, że czasem muszę pobyć sama ze sobą, wyszperać ulubione książki i pisma, założyć trencz, kalosze i pójść na spacer albo wyjechać nad morze na kilka dni. I przemielić to wszystko, co siedzi mi w głowie.

Niektórzy nawet śmieją się i nazywają mnie socjopatycznym dzikusem. A ja myślę, że jestem zdecydowanie rodzinna. Nie wyobrażam sobie życia bez męża, dziecka, ale jednocześnie bez niezależności nie umiałabym konstruować swojego świata”.

WH 10/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij