Pary jednopłciowe - kiedy opowieść o rodzinie jest trochę inna niż ta, którą znamy

Tworzą rodziny i wychowują dzieci. O tym, co chcą przekazać swoim synom i córkom, z czym mierzą się na co dzień, co ich zachwyca, a co trudzi w procesie rodzicielstwa, opowiadają pary jednopłciowe.

Pary jednopłciowe fot. Getty Images

„W oczekiwaniu na cesarskie cięcie myślałam: »Wreszcie nasze największe marzenie się spełnia«” – opowiada Katarzyna (31 lat) z Łodzi. Gabrysia przyszła na świat w kwietniu ubiegłego roku – zaraz po tym, gdy ogłoszono pierwszy lockdown. Z powodu obostrzeń jej partnerka Kamila (39 l.) nie mogła wejść do kliniki, by zobaczyć malutką. W domu chodzi więc nerwowo z pokoju do pokoju i po raz kolejny sprawdza, czy wszystko jest aby na pewno przygotowane. Rozwiesza na ścianach powitalne karteczki: „Witamy w domu, Gabrysiu”. „Kiedy na drugi dzień przyjechałam do kliniki odebrać dziewczyny i pielęgniarka po raz pierwszy pokazała mi naszą córeczkę, aż uklękłam ze wzruszenia. Była taka maleńka – 2800 g. Niemal nie było jej widać w tym foteliku. Bałam się wziąć ją na ręce” – wspomina Kamila.

REKLAMA

Kontrowersje

Ich związek od początku budził komentarze, ale wbrew obiekcjom innych od 10 lat są nierozłączne. Razem zmagały się z depresją Kamili, a potem ze stratą po śmierci brata Kasi. Razem wybierały dawcę w banku nasienia, a potem płakały, gdy serce ich pierwszego dziecka przestało bić. Kiedy zdecydowały się, że to Kasia podda się kolejnej inseminacji, tak naprawdę w ciąży mentalnie były obie. Wspólne wizyty na każdym badaniu, wsłuchiwanie się w rytm serca, obawy, czy aby na pewno dziecko rozwija się prawidłowo. Wybieranie imienia, śpiewanie do brzucha i nasłuchiwanie, co się w nim dzieje. I w końcu powitanie córeczki na świecie. Nim zdecydowały się na macierzyństwo, starały się rozważyć wszystkie za i przeciw, głównie z perspektywy dziecka. W rozmowach często biorą udział rodzice i siostra Kamili, będący ogromnym wsparciem dla ich związku.

„A jak dziecku będą dokuczać, że ma dwie matki zamiast ojca?” – wysuwa najpowszechniejszy argument tata. „Powodów do dyskryminacji mogą być tysiące. Nie łudźmy się: dziecko może być wyśmiane przez rówieśników nie tylko dlatego, że ma dwie mamy”. A co, kiedy ich córka spyta, gdzie jest jej tata? „Powiemy prawdę: że go nie znamy. I że są różne modele rodziny. Czasem dzieci wychowują się bez ojców czy matek, co nie zawsze oznacza, że brakuje im miłości. Będziemy my, dziadkowie, przyjaciele” – dodają. Przed porodem poszły do notariusza. Jeśli coś przytrafiłoby się Kasi, w świetle prawa Kamila nie ma żadnych praw do dziecka czy do informacji na jego temat. „Jako biologiczna matka złożyłam oświadczenie woli, by Kamila mogła podejmować wszelkie decyzje związane z Gabrysią” – wyjaśnia.

Niestety, w razie najgorszego pismo nie jest wiążące. Ostateczna decyzja w sprawie opieki i tak należy do sądu. „A co, jeśli sąd zignorowałby moją wolę i Gabrysia trafiłaby w obce ręce?” – pyta. Podział obowiązków w domu jest jasny i powstał naturalnie. Kasia, pracująca w firmie logistycznej, jest jeszcze na macierzyńskim, więc to ona w dzień zajmuje się dzieckiem. Przed godziną szesnastą Kamila wraca z pracy, po drodze robi zakupy. W domu przejmuje opiekę nad małą: karmi ją, kąpie i usypia. Żeby Kasia mogła odpocząć. Idąc do pediatry czy rezerwując żłobek, wolą od razu wyjaśnić sytuację: „Jesteśmy parą jednopłciową. Dzieckiem zajmujemy się obie, czy to jakiś problem?”. „Skąd! Dla nas najważniejsze jest dobro i rozwój dziecka” – słyszą w odpowiedzi.

W innych sytuacjach nie lubią się afiszować. Nie uczestniczą w manifestacjach, choć doceniają walkę o prawa osób homoseksualnych. „Zamiast epatować swoją orientacją, wolimy, aby otoczenie poznało nas takimi, jakimi jesteśmy na co dzień. I samo przekonało się, że nie ma czego się bać: jesteśmy normalnymi, fajnymi ludźmi” – stwierdza Kasia. Jak na razie to podejście się sprawdza. Któregoś dnia spacerują z wózkiem po osiedlu. Naraz podchodzi do nich nieznajoma starsza kobieta: „Dziewczyny, ja was obserwuję od pewnego czasu. Widzę, że macie teraz dziecko. Kibicuję z całego serca!”. Inna sytuacja, w Dzień Matki – pukanie do drzwi, a w nich sąsiadka z drugiego piętra, która zna je od 10 lat. W ręku trzyma dwa bukieciki róż. „To od Gabrysi dla dwóch wspaniałych mam” – powiedziała. Gdy ludzie widzą konkretną sytuację, są mniej skłonni, by myśleć schematami. Dostają dużo dobra. „Najbardziej boli, że od najbliższej osoby jest tak mało zrozumienia – mówi Kasia. – Pochodzę ze wsi, gdzie każdy o każdym wie. Jestem odmieńcem w oczach innych i mamie trudno się z tym pogodzić”.

Ale obie jadą na wieś, by pokazać małą. Podczas odwiedzin dziewczynka płacze ze zmęczenia: Kamila kołysze ją i stara się utulić. „Dziecko nadal płacze. Oddaj je matce, to przestanie” – słyszy w odpowiedzi. „Gabrysia jest już u mamy. Jest nas dwie: mama Kasia i mama Kamila” – komentuje biologiczna mama dziewczynki. Czego chcą dla Gabrysi? „Żeby była szczęśliwa i zdrowa. Żeby kochała i była kochana. Czyli tak naprawdę tego, co większość oddanych rodziców pragnie dla swoich dzieci. Bo niby czym my różnimy się od nich?”.

ZOBACZ TEŻ: Areta Szpura i Agnieszka Rylska - „Chcemy pokazać, że ludzie nie muszą się wstydzić tego, kim są ani co czują"

Patchwork

„Tworzymy patchwork, którego centralnym ogniwem jest Pola” – wyjaśnia Anna Adamowicz (40 lat) z Poznania. Wraz z partnerką Agnieszką Nowak (37 l.) mają dom z ogrodem na obrzeżach miasta, wspólny kredyt i pracę w IT. Od 10 lat razem wychowują też Polę, która jest biologiczną córką Anny z poprzedniego związku. W wychowaniu dziewczynki uczestniczy również jej tata, związany obecnie z inną partnerką. Z Agnieszką poznała się w pracy. „Mój związek z ojcem Poli przechodził kryzys i się zakończył. Stopniowo relacja z Agnieszką stawała się coraz bardziej zażyła, aż w końcu zostałyśmy parą. To mój pierwszy związek z kobietą. Jaka jest moja orientacja: homo, bi? Nie mam potrzeby wpisywania się w jakiś określony format” – mówi Anna.

Od trzech lat obie są małżeństwem. Na ślubny kobierzec wkroczyły w Kopenhadze. Ubrane na biało, z bukiecikami w dłoni, w obecności duńskiego urzędnika, wyznały sobie miłość. Ceremonia zaślubin trwała około siedmiu minut. Dzięki tym siedmiu minutom, przejeżdżając granicę polsko-niemiecką, Anna i Agnieszka w magiczny sposób stają się dla siebie żonami i pozostają w związku małżeńskim; w równie magiczny sposób przestają nimi być, gdy ponownie wracają do kraju. „Ślub wzięłyśmy na wypadek wyjazdu z kraju” – mówią. Bo cały czas rozważają tę opcję. IIeż można słuchać, że osoby ich pokroju stanowią zagrożenie?

Kiedy dziewczyny zamieszkały razem, Pola miała trzy lata. Anna długo ważyła tę decyzję. „Rozumiem, że jesteś zakochana, ale żeby angażować w to dziecko?” – słyszała wokół. „Czy mam prawo wychować Polę w jednopłciowym związku?” – zastanawiała się. Ostatecznie mając do wyboru bycie samotną, nieszczęśliwą matką, a budowanie relacji opartej na miłości, trosce i wsparciu, zdecydowała się stworzyć nową rodzinę. Wspólnego życia musiały nauczyć się wszystkie trzy. Dziesięć lat temu publikacji czy gruntownych raportów dotyczących rodzicielstwa par niehetero w języku polskim nie było żadnych. Anna przeczesuje angielskie źródła, szuka innych „tęczowych” rodzin w okolicy. Na regularnych spotkaniach wymieniają się wiedzą: na temat badań dotyczących ich sytuacji, wartościowych książek, po kontakty do pediatrów, którzy nie wywracają oczami na widok dwóch kobiet z dzieckiem. Tymczasem młoda dorasta i można już z nią normalnie rozmawiać. Na przykład o tym, czym są różne modele rodziny, co to homofobia albo dlaczego na pikniku tęczowych rodzin w Sopocie ktoś wymachuje im nad głową plakatem: „Nigdy nie będziecie rodziną” czy krzyczy: „Pedofile!”. Dziś Pola ma 13 lat i chodzi do szkoły państwowej. O tym, w jakim modelu rodziny dorasta Pola, wie jej wychowawczyni i paru znajomych w klasie.

„Choć nie kryjemy się w szafie, bierzemy udział w debacie publicznej, nie chcemy, żeby Pola dostawała rykoszetem” – mówią dziewczyny. Dlatego najważniejszym elementem ich życia rodzinnego była rozmowa. Przegadały setki godzin – tematy od wrażliwości, dyskryminacji, agresji po seksualność i wyznaczanie granic. Żeby przekazać Poli rzetelną wiedzę, często musiały się same najpierw doedukować. Zależy im, by córka była niezależna, pewna siebie wewnątrz, a nie na zewnątrz. By żyła w zgodzie ze sobą i szanowała innych. W ich domu panują partnerskie relacje. Do Agnieszki Pola zwraca się po imieniu. Dziewczyny mają swoje rodzinne rytuały: wspólne śniadanie, film wieczorem czy w niedzielę morsowanie. Rok 2014: Agnieszka i Anna biorą w udział w badaniach fokusowych poświęconych rodzinom nieheteroseksualnym w Polsce. Pola po raz pierwszy spotkała wiele innych dzieci z tęczowych rodzin. Kontakt z nimi przyniósł jej ulgę. „Obserwując powszechny model rodziny i narrację w Polsce wokół par jednopłciowych, czuła się czasem jak jednorożec. Świadomość, że obok niej żyją dzieci w podobnych środowiskach, dało Poli ukojenie i większą pewność siebie” – mówi jej mama. – »Nie pozwolimy lesbijkom czy gejom na adopcje dzieci« – słychać w Polsce oburzone głosy. Tymczasem obecnie żyje tu około 100 tysięcy dzieci w jednopłciowych związkach” – dodaje.

W ubiegłym roku, podczas jednej z pierwszych demonstracji Strajku Kobiet w Poznaniu, Młoda, jak nazywają Polę w domu, weszła na scenę i oznajmiła przed 10 tysiącami zebranych: „Obecna Polska to nie jest kraj, w którym chcę dorastać, dziewczynom odbiera się tu prawo wyboru”. Zaangażowanie w sprawy społeczne ma po mamie. Anna działa w poznańskim stowarzyszeniu Grupa Stonewall, które walczy o prawa osób LGBT+. Pola to obserwuje i gen aktywizmu powoli uaktywnia się i u niej. Przy tym wszystkim Pola jest typową nastolatką: z komórką w ręce, nieładem w pokoju i okazjonalnym fochem – przekonuje jej mama. Nieraz, w złości, pada argument: „To wszystko przez was. Jestem inna!”. Ale po chwili w przypływie dobrego nastroju Pola oznajmia, że jest wdzięczna losowi. Bo otacza ją wiele kochających osób, na których wsparcie może liczyć. „Jest mama, Agnieszka, jest tata i jego partnerka” – wylicza Młoda i stwierdza, że jest szczęściarą.

REKLAMA

REKLAMA

Tata i tata

„Jestem gejem, więc ojcem nie będę, choćbym chciał – myślałem kiedyś” – wyjaśnia Jan, który 20 lat temu wyjechał z Polski. Jego partner, Alexander z Niemiec, również uważał, że rodzicielstwo i homoseksualizm się wykluczają. „Chociaż on miał łatwiej, bo dorastał w Niemczech, a jego rodzice sami przez długi czas byli rodziną zastępczą” – dodaje Jan. Obaj ponad 11 lat temu stworzyli rodzinę zastępcza dla Daniela. Chłopiec po urodzeniu przez kilka miesięcy przebywał w szpitalu i domu dziecka. Potrzebował wsparcia w rozwoju, miał problemy z sercem i płucami. „Brutalnie mówiąc, nie było chętnych, którzy chcieli się nim zaopiekować” – wyjaśnia Jan. Jego biologiczny ojciec był nieznany, a mama cierpiała na poważną chorobę i nie mogła zająć się synem. Pierwszy raz, gdy zobaczyli Daniela, był w bardzo ciężkim stanie. „Ale kiedy zdołał uśmiechnąć się do nas, pomyślałem: »Chłopie, wierzę w ciebie. Ty dasz radę i my też«” – dodaje. Choć opiekunki w domu dziecka starały się ich zniechęcić: nie miały nic przeciwko homoseksualistom, ale trudno było im sobie wyobrazić dwóch facetów zajmujących się rocznym, potrzebującym specjalnego podejścia, dzieciakiem.

Z Alexandrem poznali się w Krakowie jeszcze w czasach studenckich. Po miesiącu Jan zdecydował przenieść się z Polski do Berlina.

W 2005 roku zawarli związek partnerski, a później wzięli ślub w kościele ewangelickim, który udziela tu błogosławieństwa parom jednopłciowym. „To było ważne wydarzenie dla nas obydwu. Jesteśmy religijni. Na ceremonię przyjechali nasi rodzice” – wspominają. Nim mały Daniel trafił do nich, Jan i Alexander przeszli kilkumiesięczny proces weryfikacyjny. Fakt, że są parą jednopłciową, nie miał znaczenia. Pracownicy podkreślali, że dla dziecka nade wszystko ważna jest obecność osoby bliskiej, którą może obdarzyć zaufaniem, na której zawsze może polegać i która go bezwarunkowo kocha. Płeć czy tożsamość płciowa nie ma tu znaczenia. Jan, który przygotowuje się do służby pastora w kościele ewangelickim, i jego partner Alexander, pracujący na uniwersytecie, nie chcą idealizować Berlina, ale życie rodziny jest tu naprawdę łatwiejsze. „Nie budzimy zdziwienia, nie mówiąc o negatywnych reakcjach” – mówią. Jeden z nich odwiedzał z Danielem perfumerię. Przy wyjściu ekspedientka wręczyła chłopcu próbkę damskich perfum: „To dla mamusi”. Jan skomentował: „Daniela wychowujemy razem z drugim tatą”. Ekspedientka bez mrugnięcia okiem sięgnęła po męskie perfumy i odpowiedziała: „W takim razie próbka dla drugiego tatusia”.

W ich dzielnicy około 25% wszystkich rodzin zastępczych to rodziny jednopłciowe. Danielowi nie przyszło nigdy do głowy, by o tym dyskutować. Wie, że ma dom i że jest kochany. W jego klasie połowa dzieci żyje w rozwiedzionych związkach; on sam przyjaźni się z koleżanką mającą dwóch ojców. Chłopiec jest dwujęzyczny: z Janem rozmawia po polsku, z Alexem po niemiecku. Do pierwszego zwraca się „tata”, drugiego nazwa „papą”. Gdy pojawia się temat wychowywania dzieci przez pary jednopłciowe, wielu ludzi jakby traci rozum. Powtarzają na przykład, że dziecko powinno mieć mamę i tatę. No, dobrze, a co, jeżeli jednak nie ma? „Pamiętam nasze wizyty w domu dziecka. To był dramat! Całe sale niekochanych dzieci! – dodaje partner Jana. Po ponad 11 latach rodzicielstwa wciąż czują się wdzięczni i obdarzeni czymś wielkim. „Daniel sprawia, że jesteśmy blisko życia. Wiele nas uczy! Jak to dziecko, cieszy się z małych rzeczy, jest spontaniczny i swoim zachowaniem wpaja nam motto: żyj tu i teraz!” – wyjaśnia jego ojciec.

Obecnie syn ma 12 lat i wchodzi w fazę samostanowienia. Nie pyta o pozwolenie, sam chce decydować, jak długo i co robi. „Mamy się więc na baczności” – dodaje Alexander z uśmiechem. Samokontrola nad mediami przerasta chłopca. „Wprowadziliśmy nagrody za odrabianie zadań domowych. Ograniczamy czas spędzany na telefonie lub niestety zabieramy komórkę, by choć na trochę wrócił do rzeczywistości, do ruchu i interakcji z innymi. Dlatego w telefonie domowym wpisał mój numer pod nazwą »Władca świata« – śmieje się Jan. – Jakie wartości wpajamy synowi? Pochodzimy z kochających i szanujących się wzajemnie rodzin, to daje dobry fundament. Chcemy, by nasz syn wyrósł na miłosiernego człowieka, wolnego i zintegrowanego wewnętrznie. Żeby stawiał sobie pytania, jak godnie żyć i jak iść swoją drogą. I żeby pamiętał, że na tej drodze znajdzie się zawsze inny dobry człowiek”.

ZOBACZ TEŻ: Gwiazdy, które otwarcie mówią o tym, że są biseksualne

Zobacz również:
Nie musisz od razu rzucać się na głęboką wodę i ścigać największe fale, by czerpać korzyści z wodnych aktywności. Niezależnie od Twoich umiejętności, jeden z poniższych sportów wodnych z pewnością przypadnie Ci do gustu. I wiesz co? Zamiast zastanawiać się, czy warto spróbować, po prostu to zrób. To lato może być Twoje!
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA