Oscary 2021 - kobiety wymiotły konkurencję

Tegoroczne Oscary były inne pod każdym względem. Skromność (jak na Hollywood) ceremonii nie każdemu przypadła do gustu, jednak feministyczne zacięcie tegorocznej gali zasługuje na szczere oklaski.

Oscary 2021 fot. CHRIS PIZZELLO/AFP/East News

Przekładana kilkakrotnie 93. ceremonia rozdania Oscarów odbyła się wreszcie w nocy z 25. na 26. kwietnia. I mimo wahań organizatorów, finalnie wzięli w niej udział żywi ludzie, nie twarze na telebimach. Oczywiście liczba zaproszonych na galę gości została mocno okrojona, a miejsce wręczenia nagród przeniesione z Dolby Theatre na historyczną stację kolejową Union Station – jednak wciąż można było poczuć klimat hollywoodzkiej gali. Może w bardziej ludzkim wydaniu.

REKLAMA

Święto kobiet

Dużo mniej napuszona i strojna impreza wreszcie zaczęła przypominać święto kina, nie mody. I choć sama uwielbiam oglądać oscarowe kreacje haute couture, niezwykle doceniam fakt, że tym razem istotniejszy od wyglądu nominowanych artystek był ich talent. W tym roku aktorki, reżyserki i producentki wreszcie przestały być głównie ozdobą ceremonii – a stały się jej esencją. I tak na przykład, nagrodzona w najważniejszych kategoriach – za najlepszą reżyserię oraz najlepszy film – Chloe Zhao na gali pojawiła się w dwóch warkoczykach, dzianinowej sukience i białych sneakersach. Żadnych piórek, cekinów ani dekoltów do pępka. Wyglądała, jak zapracowana, choć stylowa kobieta w czasach pandemii – i to było świetne.

Chloe Zhao nie była jedyną kobietą uhonorowaną statuetką w najważniejszych kategoriach. Oscara otrzymały m.in. Emerald Fennell za najlepszy scenariusz oryginalny (jej „Obiecująca. Młoda. Kobieta” to niezwykle ważny głos w kwestii przemocy seksualnej; i kawał świetnego kina), H.E.R. za najlepszą piosenkę oryginalną czy Ann Roth za najlepsze kostiumy. Jednak prawdziwego szumu narobiła gwardia wyjątkowo licznie, jak na Oscary, nagrodzonych… starszych pań. Tak, ten wieczór należał do seniorek.

Starsze panie w natarciu

„Frances McDormand pożarła tegoroczną imprezę.” – stwierdził relacjonujący galę krytyk, Tomasz Raczek - Gdybym miał wspominać, co działo się podczas rozdawania Oscarów w 2021 r., to bym powiedział: była Frances McDormand i byli pozostali.” Trudno odmówić mu racji. Uhonorowana za pierwszoplanową rolę kobieca w „Nomadland” 63-letnia antygwiazda od dawna sieje postrach wśród hollywoodzkich celebrytów. Nie znosi blichtru, mówi, co myśli i w nosie ma to, jak wygląda. Nigdy nie przejęła się krytyką swojej urody i nie dała namówić na operację plastyczną. Ba! Na znak protestu przestała farbować włosy i robić makijaż – nawet na planie filmowym. Ostatecznym dowodem niech będzie jej oscarowa fryzura i brak make-upu.

Mimo tego charyzmatyczna aktorka „totalnie panowała nad towarzystwem” – jak powiedział Tomasz Raczek. Choć jej przemówienie, rozpoczęte cytatem z „Makbeta” a zakończone wyciem wilka (do którego namawiała też obecnych na Sali gości), było najkrótszym z wygłoszonych tego wieczoru, wywarło na publiczności ogromne wrażenie. Aktorka zachęciła w nim, żeby obejrzeć oscarowe filmy na jak największym ekranie – najlepiej w kinie, gdy tylko je otworzą. Czy chodziło jej o to, żeby nie rozmieniać się na drobne i zamiast serwować sobie pandemiczną serialową papkę, zmusić mózg do skupienia się na jednej historii, bez scrollowania fejsa w trakcie? Bardzo możliwe. W końcu, siedząc w domu, robimy naraz wszystko i nic – gubiąc granice między czasem na pracę, rozrywkę, refleksję.

Dużo lżej, choć nieskończenie uroczo, swój występ potraktowała zdobywczyni nagrody za drugoplanową rolę kobiecą, Yuh-Jung Youn. Bezpretensjonalna 73-letnia Koreanka, wcielająca się w babcię w filmie „Minari” zaczęła swoją przemowę od… podrywania Brada Pitta. Zapytała go, gdzie był do tej pory i dlaczego nie pojawił się w Tulsie, gdzie nagrywano film. Następnie pogratulowała swoim rywalkom wspaniałych ról, przyznając, że to chyba łut szczęścia albo amerykańska gościnność sprawiły, że to właśnie jej przyznano statuetkę. Na koniec podziękowała swoim dorosłym synom. „Mamusia ciężko pracowała i takie są efekty” - śmiała się.

Dalej było jeszcze lepiej. O rok starsza od wychwalającej jej role Koreanki Glen Close, mimo że nie dostała statuetki, stała się gwiazdą nieoficjalnej części imprezy. 74-latka podczas muzycznego quizu rozpoznała piosenkę "Da Butt", a następnie… zaczęła do niej twerkować. Kto zna Glen Close jedynie z roli disney’owskiej Cruelli De Mon, musi to zobaczyć!

Dobra zmiana

Być może to tylko zabieg marketingowy, jednak tegoroczne Oscary wydawały się bardziej ludzkie, skupione na realnych problemach i mniej nadęte niż zwykle. Przez pandemię wielkie hollywoodzkie blockbustery nie doczekały się swoich premier, co pozwoliło stanąć do wyścigu o statuetkę bardziej kameralnym, niezależnym filmom, często prezentowanym publiczności na platformach streamingowych. Covid przytłumił rozbuchane wielomilionowe produkcje, dając głos dotąd pomijanym w oscarowym wyścigu grupom – kobietom, mniejszościom etnicznym, seniorom. To było dobre rozdanie.

Zobacz również:
Ten krótki, ale intensywny trening obwodowy nie tylko modeluje talię, spłaszcza brzuch i redukuje tzw. boczki, ale również wzmacnia mięśnie głębokie, stabilizuje kręgosłup i zapobiega bólowi pleców.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA