[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Od czego zależy nasza samoocena? [pewność siebie pod lupą]

Dlaczego u niektórych samoocena jest krucha jak porcelana, a u innych tworzy pancerz ochronny, którego nic nie przebije? Zastanawiamy się, czy możemy mieć na to wpływ.

Był sierpień 2016 roku. Podczas gdy Ty najprawdopodobniej pływałaś sobie po jeziorze na nadmuchiwanym flamingu, robiąc sobie wakacyjne selfie, 26 kobiet i 14 mężczyzn poddawało się eksperymentowi w laboratorium University College w Londynie. Cel był wzniosły: neurologowie Geert-Jan Will i Robb Rutledge dążyli do opisu zjawiska, które dotyczy zarówno dyrektorów generalnych, jak i nastolatek. Badacze chcieli zajrzeć ludziom do głów, aby zobaczyć, na czym dokładnie polega samoocena, jak działa i od czego zależy.

Wcześniej badacze za pomocą kwestionariuszy stworzyli profile osobowościowe uczestników, uwzględniając m.in. ich najgorsze cechy, największe obawy i największe życiowe porażki. Teraz badani, leżąc nieruchomo na plecach, aby umożliwić aparaturze do rezonansu magnetycznego uchwycenie bez żadnych zakłóceń aktywności mózgu, przechodzili eksperyment, dzięki któremu życie reszty ludzkości miało stać się lepsze. Badanie, mówiąc w wielkim skrócie, dotyczyło reakcji na opinie innych na nasz temat (łapki w górę, łapki w dół pod naszym profilem). Według dr Nathaniela Brandena, autora wydanej w Polsce książki „6 filarów poczucia własnej wartości”, realistyczna samoocena przekłada się na szczęśliwsze związki, szczęśliwsze życie, odporność i odwagę w podejmowaniu różnych życiowych wyzwań. Jak mieć więcej tej nieuchwytnej, ale dodającej skrzydeł właściwości? Właśnie na to pytanie naukowcy próbowali sobie i nam odpowiedzieć.

ZOBACZ TEŻ: Dyskomfort pobudza kreatywność [nowe badania]

Fakty naukowe

W połowie lat 90. XX wieku Mark Leary, profesor psychologii i neuronauki na uniwersytecie Duke, sformułował teorię socjometru, aby wyjaśnić, dlaczego poczucie własnej wartości jest przeważnie niestabilne. Socjometr miałby być takim wbudowanym w psychikę instrumentem ostrzegawczym, na który mają wpływ aprobata i dezaprobata innych. Socjometr nieustannie sprawdza, jak jesteśmy odbierani przez ważne dla nas osoby, dzięki czemu możemy modyfikować własne zachowanie, tak aby mieć tej aprobaty więcej. Dwie dekady później mamy już ogromną ilość badań aktywności mózgu, które potwierdzają, że rejony mózgu odpowiedzialne za samoocenę są jednocześnie zaangażowane w reakcje na akceptację społeczną i odrzucenie.

REKLAMA

REKLAMA

Właśnie tego dotyczyły wspomniane wcześniej badania. Próby obniżenia samooceny przez naukowców zakończyły się sukcesem, a największy jej spadek zaobserwowano wtedy, gdy uczestnicy otrzymali kciuk w dół od osoby, którą wcześniej polubili. Podobne badanie, opublikowane w czasopiśmie „Journal of Cognitive Neuroscience”, wykazało, że mózg jest szczególnie aktywny, kiedy czekamy na czyjąś opinię o sobie. W tym konkretnym momencie dużą aktywność obserwuje się w tzw. ciele prążkowanym brzusznym – części składowej systemu nagrody w mózgu, oraz w grzbietowej korze przedczołowej, czyli obszarze, który aktywizuje się, kiedy próbujemy przewidzieć, co myślą inni. Im bardziej wrażliwi są ludzie na potencjalne odrzucenie, tym silniejsze reakcje mózgu występują w obu rejonach. To wyjaśnia, dlaczego nasza samoocena może spadać wtedy, kiedy czekamy na komentarze lub ocenę naszego raportu przez szefa

ZOBACZ TEŻ: Google świętuje 25-lecie Przyjaciół

Wiemy już, że samoocena działa na dwóch poziomach: jest poziom podstawowy, który jest względnie stałą cechą, oraz poziom zmienny, zależny od tego, jak oceniasz siebie w danym momencie. „Zawsze wiedzieliśmy, że ludzie różnią się pod względem poczucia własnej wartości oraz że poczucie własnej wartości zmienia się w zależności od sytuacji, ale badania te mogą pomóc nam lepiej zrozumieć czynniki, które kształtują podstawową samoocenę” – mówi profesor Leary. Geny z pewnością odgrywają znaczną rolę, ale wychowanie i doświadczenia życiowe są bardzo istotne. Ci, którzy mieli szczęście żyć w akceptujących rodzinach, byli popularni i chwaleni przez nauczycieli, mają, rzecz jasna, wyższą samoocenę niż osoby, które czuły się społecznie izolowane czy wyśmiewane. Z drugiej strony przykre doświadczenia mogą obniżyć nie tylko samoocenę tzw. zmienną, ale negatywnie wpłynąć na tę podstawową, szczególnie gdy doświadczamy serii porażek. Z badań wiemy też, że duże spadki samooceny są powiązane z problemami natury psychicznej, takimi jak depresja i zaburzenia lękowe.

Monolog wewnętrzny

Jak wpłynąć na samoocenę? Naukowcy rozważają wpływ mowy – zarówno tej używanej do rozmów z innymi, jak i wewnętrznego monologu. Słowa są nasycone emocjami. Kiedy słyszysz: kwiaty, szczeniaczki czy wojna, od razu pojawiają się konkretne, pozytywne lub negatywne emocje. Mózg przeszukuje swoją bazę danych, czyli wszystkie doznania zmysłowe, motoryczne i emocjonalne, które wystąpiły podczas przetwarzania tego słowa w przeszłości. Kiedy słyszysz określenia odnoszące się do Ciebie (głupia, tłusta, brzydka, albo przeciwnie: inteligentna, szczupła, ładna), Twój mózg nurkuje jeszcze głębiej i pojawia się ten sam efekt niezależnie od tego, czy jest to czyjaś opinia, rozmowa z kimś realnym, czy monolog toczony we własnej głowie. Czy wszystkie negatywne komentarze na własny temat tak nas bolą?

REKLAMA

Niekoniecznie: to zależy od czegoś, co w psychologii nazywa się „koncepcją siebie”, czyli zespołu przekonań na własny temat, tego, co uznajemy za ważne dla obrazu własnej osoby. Na przykład umiejętność gry w kosza może zajmować niską pozycję na liście osobistych priorytetów, ale takie cechy, jak talenty towarzyskie lub uroda, już pewnie wysoką. Okazuje się, że kobiety częściej niż mężczyźni prowadzą rozmowy oparte na wyglądzie, i to w negatywnym kontekście („Muszę schudnąć, patrz, jak mi się opina ta spódnica”, „Dzisiaj tak beznadziejnie wyglądam”). Jest to kobiecy sposób na nawiązanie więzi. „To wydaje się niewinne i nieszkodliwe, ale z badań wynika, że powtarzanie samokrytycznych osądów prowadzi do niższej samooceny” - mówi Leary. Dobra wiadomość jest taka, że możemy nauczyć się mówić o sobie inaczej. Na początek zmień motywację, koncentrując się nie na wyglądzie, tylko na osiągnięciach, zdolnościach. Ćwicz mówienie o sobie, używając pozytywnego słownictwa (jestem zabawna, pracowita, potrafi ę zorganizować konferencję, świetnie prowadzę dom).

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Co się zadziało z tymi facetami?

Spójrz w lustro i zamiast obsesyjnie krytykować określoną część ciała, pochwal się za to, co osiągnęłaś i jakim fajnym człowiekiem jesteś. Profesor Leary ma też kilka innych rad. Przede wszystkim: bądź bardziej troskliwa wobec siebie. Osoby, które traktują same siebie tak, jakby chciały być traktowane przez innych, czyli z troską, miłością i wiarą we własne siły, są mniej skłonne do osobistego traktowania porażki. Gdy napotykają problem, to po prostu starają się go rozwiązać, a nie traktują go jako powód do dokopywania sobie. Rzadziej prowadzą dołujące monologi we własnych głowach. Leary dodaje, że tak naprawdę mamy więcej poczucia własnej wartości, niż myślimy. Kiedy naukowcy pytają ludzi, jak oceniliby siebie w konkretnych wymiarach, takich jak życzliwość, uczciwość czy zdolność kierowania pojazdem, przeciętny człowiek ocenia siebie raczej wysoko. Oznacza to, że nawet jeśli nasza samoocena odnośnie wyglądu jest niska, to i tak oceniamy siebie wysoko pod względem umiejętności i cech osobowości. Dlatego warto się koncentrować na tym, co dla innych jest najpewniej istotniejsze niż nasza uroda, i warto prowadzić ze sobą akceptujące monologi, bo to najlepsza droga do podwyższenia samooceny.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij