REKLAMA

Nierówności płci w sporcie - dlaczego kobiety mają gorzej?

W szkole jest jeszcze w miarę OK. Dopiero później okazuje się, że ćwiczymy rekreacyjnie coraz mniej, mniej też wiążemy ze sportem nasze zawodowe plany. A później, jeśli już na sport się zdecydujemy, płacą nam mniej. I jeszcze wmawiają nam, że to nasza wina.

Nierówności w sporcie fot.shutterstock.com

Ćwiczymy mniej rekreacyjnie. Jest nas mniej w sportowych związkach. Stanowimy mniejszość w reprezentacji na kolejnych igrzyskach olimpijskich. I zarabiamy, będąc sportsmenkami, zdecydowanie mniej niż faceci. Wszystkie to wiemy. Tylko nie widzimy w tym większego problemu. Sport to przecież domena mężczyzn, nierówności w sporcie ze względu na płeć były, są i będą.

I to jest właśnie ten największy kłopot – one są tak oczywiste, że niemal przezroczyste, więc nie zwracamy na nie uwagi. Wydaje się, że nie możemy z nimi wygrać. Tylko czy aby na pewno?

Trzy twarze nierówności

Zarabiamy mniej niż mężczyźni, pracując tyle samo, w dodatku to my częściej zajmujemy się domem i dziećmi. Nic więc dziwnego, że nawet na rekreacyjne uprawianie sportu nie mamy często ani czasu, ani siły (a mimo to i tak je znajdujemy, brawo my!).

To właśnie brak czasu stanowi największą barierę w uprawianiu sportu przez kobiety według raportu „Bariery równouprawnienia płci w sporcie” dr Renaty Włoch z 2014 roku, przygotowanym dla Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Sport, nawet ten rekreacyjny, staje się dla nas luksusem, o który musimy walczyć. Na szczęście na tej płaszczyźnie coraz częściej zwyciężamy.

To jednak tylko jedna, ta najbardziej oczywista odsłona nierówności płci w sporcie. Nasza sytuacja jest gorsza niż mężczyzn przede wszystkim w sporcie wyczynowym, a także w ogóle w całym systemie sportowym.

ZOBACZ TEŻ: Przemoc wobec kobiet - niech wstydzą się sprawcy, nie ofiary

Męski świat

O ile na obowiązkowe lekcje wuefu, jeśli tylko nie ma wyraźnych przeciwwskazań zdrowotnych, chodzą całe klasy, o tyle w szkołach sportowych według raportu „Bariery równouprawnienia płci w sporcie” uczy się mniej niż połowa dziewcząt. Ich procentowy udział jeszcze bardziej maleje w szkołach mistrzostwa sportowego.

W 2019 roku działało w Polsce 70 polskich związków sportowych oraz 535 okręgowych związków sportowych. To ponad 750 tys. zawodników. Kobiety stanowiły niecałe 20% z nich (źródło: dane GUS).

Im bardziej „wyczynowe” staje się więc uprawianie sportu, tym mniej w tym sporcie kobiet. Na taki stan rzeczy składa się mnóstwo czynników. Po części wynika on na pewno z braku mechanizmów antydyskryminacyjnych (np. zakaz molestowania, zakaz dyskryminacji ze względu na płeć) w polskich organizacjach sportowych. Autorzy raportu zdecydowali się przyjrzeć statutom oraz regulaminom dyscyplinarnym dwudziestu organizacji i tylko w trzech z nich znaleźli jakiekolwiek regulacje antydyskryminacyjne. Zabrakło natomiast spisu dobrych praktyk, mających na celu wyeliminowanie dyskryminacji ze względu na płeć, co jest normalną praktyką na Zachodzie.

O molestowaniu w sporcie w Polsce nie mówi się prawie wcale, można być jednak pewnym, że jest ono zjawiskiem nawet jeśli nie powszechnym, to dosyć częstym. Wiele kobiet zagryza po prostu zęby, wiele próbuje walczyć, ale spora ich część, będąc wielokrotnie poniżana, po prostu się poddaje i ze sportu rezygnuje na kolejnych etapach szkolenia czy kariery (wśród polskich zawodniczek dominują juniorki; w 2019 roku według GUS juniorki stanowiły niemal 77% wszystkich zawodniczek).

Polski sport w ogóle jest wyjątkowo zmaskulizowany. Mniejsza liczba zawodniczek niż zawodników to jedno, ale trzeba też pamiętać, że (powołuję się znów na raport „Bariery równouprawnienia płci w sporcie”) kobiety stanowią tylko 13% członków zarządów polskich związków sportowych zajmujących się dyscyplinami olimpijskimi. Wśród trenerów jest ich jeszcze mniej, bo kobiety stanowią tylko 12% wszystkich trenerów. Nieco lepiej, ale wciąż beznadziejnie, wygląda sytuacja, jeśli chodzi o sędziów – kobiety to „aż” 16,6%. W tak męskim świecie, w którym nie ma antydyskryminacyjnych przepisów, kobietom jest po prostu trudno.

Dwa błędne koła

Zwłaszcza że kobiety zarabiają w sporcie zdecydowanie mniej – wystarczy spojrzeć na zestawienie zarobków Leo Messiego i niemal tysiąca siedmiuset piłkarek (zawodnik FC Barcelona zarabia rocznie dwa razy więcej niż one!). Kobiety trenują też w gorszych warunkach, mają gorsze zaplecze i dostęp do specjalistów.

ZOBACZ TEŻ: Piłka nożna kobiet - czy panie dorównają panom?

Mniejsze zarobki wiążą się bezpośrednio ze słabszą formą i „widowiskiem”. Uprawiające sport kobiety bardzo często muszą wykonywać jeszcze regularną pracę, a to z kolei oznacza, że mniej czasu mogą poświęcić swojej dyscyplinie. To przekłada się na ich poziom sportowy, a poziom sportowy na atrakcyjność ich występów.

Idąc dalej, wiąże się to z mniejszą bazą kibiców, którzy to przecież pośrednio decydują o zarobkach sportowców. Kobiety wpadają więc w błędne koło, z którego wydostać mogą je tylko odgórne regulacje, dotyczące finansowania zaplecza szkoleniowego czy wysokości zarobków.

To nie przypadek, że poziom sportowy i pensje kobiet w UFC, czyli największej federacji mieszanych sztuk walki na świecie, są tak wysokie i tak bliskie poziomowi i dochodom uzyskiwanym przez mężczyzn. Jej szef, Dana White, po prostu w którymś momencie zdecydowała się zainwestować w walki kobiet, dbając przede wszystkim o poziom sportowy właśnie. Reszta pojawiła się po chwili, napędzając koło tak inne od tego, o którym wspominałam przed chwilą.

Co musimy zrobić

Nierówności w sporcie ze względu na płeć dostrzec trudno ze względu na ich powszechny charakter, ale gdy już się tego dokona, porażają one swoją skalą. Różnice w zarobkach między kobietami i mężczyznami wysuwają się naturalnie na plan pierwszy, ale nie mniej istotne są tu trudności z dostępem do technicznego zaplecza, brak antydyskryminacyjnych praktyk czy mniejsza przestrzeń w mediach poświęcona kobiecemu sportowi.

To dziedzina tak mocno opanowana przez facetów, że bez określonej polityki i twardych regulacji dotyczących równości płci nasza sytuacja szybko się nie zmieni. Możemy oczywiście i musimy głośno o tym mówić, domagać się dostępu nie tylko do infrastruktury, ale też władzy w organizacjach i związkach sportowych oraz promowania kobiet w sportowych zawodach, musimy natomiast nadal walczyć o równość. Rzecz tak oczywistą na świecie w XXI wieku i tak nieoczywistą w XXI wieku w świecie sportu.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA