REKLAMA

Niemiecki supermarket będzie pokazywał ceny żywności powiększone o koszty klimatyczne

W jednym z berlińskich marketów sieci Penny umieszczono etykiety z cenami uwzględniającymi koszty klimatyczne, czyli "podatek" od masowej i niezrównoważonej produkcji żywności.

Penny market fot. Shutterstock.com

Badacze z Uniwersytetu w Augsburgu obliczyli, że cena niektórych produktów, zwłaszcza tych pochodzenia zwierzęcego, jak mięso i nabiał, powinny być znacząco wyższe niż te, które aktualnie obowiązują. Według nich w cenie powinno się uwzględniać koszty, jakie ponosimy w związku z działaniami mającymi na celu naprawę szkód, które wyrządza środowisku masowa produkcja żywności. Według nich cena mięsa mielonego powinna wzrosnąć niemal trzykrotnie, a mleka oraz sera żółtego - dwukrotnie.

„Szkody wyrządzone środowisku nie są obecnie wliczone w cenę żywności. Obarcza się nimi ogół społeczeństwa i przyszłe pokolenia” - mówi Tobias Gaugler. To właśnie on i jego zespół podjęli się obliczenia rzeczywistych kosztów, jakie generuje produkcja żywności. Głównymi czynnikami są: emisja gazów cieplarnianych, nadmierne nawożenie gleb oraz wzrost zapotrzebowania na energię.   

„Obecne ceny detaliczne żywności nie odzwierciedlają lub w niewielkim stopniu odzwierciedlają koszty wpływu azotu, gazów cieplarnianych i wytwarzania energii na środowisko. Koszty szkód są nadal ponoszone, tylko ukryte. Nasze obliczenia pokazują jasno, jak te koszty się prezentują. Przy czym nie uwzględniliśmy innych ważnych aspektów, takich jak dobrostan zwierząt, które zostały pominięte z powodu braku odpowiednich danych" - dodaje Gaugler.

Projekt realizowany jest we współpracy z siecią supermarketów Penny. W jednym z berlińskich marketów można zobaczyć efekty badań zespołu z augsburskiego uniwersytetu. 

Pod uwagę wzięto osiem produktów marki własnej marketu. Według obliczeń naukowców cena mięsa pochodzącego z tradycyjnego chowu powinna wzrosnąć aż o 173%. Oznacza to mniej więcej tyle, że 500 g paczka mielonego mięsa kosztowałaby nie 2,79 euro (ok. 13 zł), a 7,62 euro (ok. 35 zł). Za karton mleka należałoby zapłacić o 122% więcej, cena sera gouda wzrosłaby o 88%, a kulka mozzarelli podrożałaby o 52%. 

Podwyżki cen nie ominęłyby również działu ze świeżymi owocami i warzywami. Za pomidory i ziemniaki trzeba by zapłacić o 12% więcej, a cena bananów wzrosłaby o 19%. 

Najmniejszy wzrost odnotowanoby na dziale z żywnością ekologiczną. Tego typu produkty z założenia kosztują nieco więcej, więc z pozoru oszczędność byłaby niewielka. Nie zmienia to jednak faktu, że żywność produkowana w sposób zrównoważony i możliwie przyjazny środowisku, więc koszty, o których mowa w badaniu byłyby odpowiednio niższe. Na plus należy zaliczyć również jakość produktów oraz sposób ich pozyskiwania.

Naukowcy liczą na to, że podwójne etykiety przyczynią się do zmiany nawyków zakupowych obywateli, ale liczą również na to, że „rewolucja” zadziała również w drugą stronę. Podnoszenie cen żywności o koszty środowiskowe, przykładowo poprzez opodatkowanie emisji CO2 oraz nawozów azotowych w rolnictwie, niejako zmusiłoby ludzi do przeorganizowania lodówek. „Korekty cen na rynkach żywności najprawdopodobniej doprowadziłyby do zmian ukierunkowanych na produkty roślinne oraz ekologiczne, co w znacznym stopniu zmniejszyłoby szkody dla środowiska” - mówi współautorka badania, Amelie Michalke.

Za ideą podwójnych cenówek stoi potrzeba uświadomienia klientom, że ich wybory mają realny wpływ na stan środowiska i klimatu. Stefan Magel, dyrektor zarządzający grupy Rewe, do której należy sieć marketów Penny, twierdzi, że ta inicjatywa pozwoli im świadomie podjąć decyzję o zakupie. „Jako firma na bardzo konkurencyjnym rynku niewątpliwie jesteśmy częścią problemu. Wierzę jednak, że dzięki temu krokowi możemy przyczynić się do jego rozwiązania” - mówi Magel. Pozytywny odbiór pomysłu pozwoliłby na zwiększenie liczby oznakowanych produktów oraz rozszerzenie inicjatywy na większą ilość sklepów.

ZOBACZ TEŻ: Nowojorski zegar odlicza czas do katastrofy klimatycznej

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA