Nie tylko Daniel Craig. Oni też grali Bonda

Daniel Craig w Jamesa Bonda wcięlił się pierwszy raz w świetnym "Casino Royale" z 2006 roku, a teraz swoim fenomenalnym występem w "Nie czas umierać" z rolą się żegna. Pytanie, kto zostanie następnym Bondem i czy na pewno będzie to mężczyzna, pozostaje otwarte. Sprawdź za to, kto Bondem już był. Oto nasz ranking.

Bond fot. MGM/materiały prasowe

Oficjalnie było ich sześciu. Oficjalnie, bo nie każdy film o Jamesie Bondzie należy przecież do tak zwanego kanonu, ale to temat na zupełnie inny artykuł. Teraz przypomnijmy sobie, kto słynne "Bond. James Bond" wypowiadał i z jakim robił to skutkiem. Przed Tobą nasz ranking aktorów wcielających się w rolę najsłynniejszego agenta Jej Królewskiej Mości.

REKLAMA

James Bondfot. MGM/materiały prasowe

Numer sześć: Roger Moore

To nie jego wina, że zagrał w kilku najgorszych Bondach w historii. Do samej kreacji przyczepić się jednak nie sposób. Roger Moore angaż do roli Bonda zawdzięczał swojej roli w serialu "Święty", a w Bonda - choć początkowo musiał producentom serii odmówić - wcielił się aż siedem razy. Pierwszym bondowskim filmem Moore'a był obraz "Żyj i pozwól umrzeć" Guy'a Hamiltona z 1973 roku. To Bond co najmniej... dziwny. Handel heroiną, voodoo, Jane Seymour jako dziewczyna Bonda... - cóż, istny pokaz scenopisarskiej wyobraźni. Pamiętać jednak należy, że fantazję scenarzystów w kolejnych filmach z Rogerem Moorem ponosiła jeszcze bardziej, wysyłając go nawet w kosmos.

Jakim Bondem był Roger Moore? Czarującym, dowcipnym, celnym i zaskakująco mało agresywnym. Co niespecjalnie musi dziwić, skoro aktor przyznał się, że odczuwa lęk przed bronią palną. To typ urzędnika, biurokraty, który w dodatku zupełnie nie wygląda na swój wiek. W momencie debiutu w roli superszpiega Roger Moore miał.. 46 lat.

Zanim Rogera Moore'a zobaczyliśmy ostatni raz w roli Jamesa Bonda w filmie "Zabójczy widok" Johna Glena z 1985 roku, ten wystąpił jeszcze w "Człowieku ze złotym pistoletem" (1974), "Szpiegu, który mnie kochał" (1977), "Moonrakerze" (1979), "Tylko dla Twoich oczu" (1981) oraz "Ośmiorniczce" (1983).

James Bondfot. MGM/materiały prasowe

Numer pięć: George Lazenby

Jedyny Australijczyk w zestawieniu, co nie byłoby niczym niezwykłym, gdyby nie fakt, że producenci serii zawsze dbali o to, by Bond był tak brytyjski jak to tylko możliwe. George Lazenby szpiegiem był tylko raz, ale za to z jakim przytupem! Wystąpił w kilcie, czyli jakby inaczej tego nie nazywać, w spódnicy. Ale to jeszcze nic! Bond Lazenby'ego to jedyny Bond, który wziął ślub. Co prawda jego małżeństwo nie trwało długo, ale fakt pozostaje faktem.

George Lazenby w rolę Jamesa Bonda wcięlił się w filmie "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" z 1969 roku w reżyserii Petera R. Hunta. I tu ciekawostka: Australijczyk podpisał umowę na jeden tylko film, choć producenci widzieli go w siedmiu kolejnych obrazach. Ten uznał jednak - za namową swojego agenta - że filmy o Bondzie to kino przestarzałe i schyłkowe, nie ma więc sensu wiązać się z serią na dłużej. Ciekawe, czy do dziś pluje sobie w brodę.

James Bondfot. MGM/materiały prasowe

Numer cztery: Timothy Dalton

Zagrał Jamesa Bonda dwa razy, odbierając rolę George'owi Lazenby'emu. Pojawił się na ekranie w filmie "W obliczu śmierci" z 1987 roku w reżyserii Johna Glena oraz dwa lata później w "Licencji na zabijanie" tego samego reżysera. To Bond męski, interesujący, z czarującym uśmiechem, ale również taki, który wie, jak przywalić czy użyć kałacha. Jego kreacji najbliżej do tego co niecałe dwadzieścia lat później na ekranie pokazał Daniel Craig.

I jeszcze ciekawostka: w castingu do roli pokonał... Pierca Brosnana, który sam następnie wcięlił się w ikoniczną postać.

James Bondfot. MGM/materiały prasowe

Numer trzy: Pierce Brosnan

"Goldeneye" Martina Campbella z 1995 roku to jeden z najlepszych filmów w serii. Świetna czołówka ze znakomitym utworem śpiewanym przez Tinę Turner, "nasza" Izabella Scorupco, bardzo ciekawa intryga - Pierce Brosnan miał farta, że jako agent Jej Królewskiej Mości zadebiutował w tak udanym obrazie.

Brosnan okazał się Bondem wielowymiarowym (no, prawie), szarmanckim, ale i twardym, dowcipnym, ale bez przesady. To elegant, szpieg pełen klasy, ze skupionym spojrzeniem i ciętą ripostą zawsze w gotowości.

Brytyjski aktor Jamesem Bondem był po "Goldeneye" jeszcze trzy razy w filmach: "Jutro nie umiera nigdy" Rogera Spottiswoode'a z 1997 roku, "Świat to za mało" Michaela Apteda z 1999 roku oraz "Śmierć nadejdzie jutro" Lee Tamahor'ego z roku 2002.

James Bondfot. MGM/materiały prasowe

Numer dwa: Sean Connery

Dwa? Jak to numer dwa? Sean Connery JEST Jamesem Bondem, on tę postać stworzył! Tak, zgadzamy się z tym i Seana Conner'ego w roli superszpiega uwielbiamy, choć za złe mamy mu sporo jego niesamowicie seksistowskich zachowań (ale o tym kiedy indziej). Pozostaje jednak faktem, że ze sposobem, w jaki zagrał Bonda Connery mierzyć musieli się wszyscy wymienieni w tym tekście aktorzy. Connery faktycznie był Bondem, a nie go grał. Filmy z jego udziałem są świetnie napisane i skrojone, dzięki czemu ogląda się je bardzo dobrze nawet dziś.

Connery zadebiutował jako Bond w 1962 roku w filmie "Dr. No" Terence'a Younga. W 1983 roku wystąpił w obrazie "Pozdrowienia z Rosji" tego samego reżysera. Kolejny raz szpiegiem został rok później w "Goldfingerze" Guya Hamiltona. W 1965 roku Connery grał Bonda w "Operacji Piorun", w której na stółek reżysera powrócił Terence Young. W 1967 roku wystąpił w "Żyje się tylko dwa razy" Lewisa Gilberta, a w 1971 roku w "Diamenty są wieczne" Guya Hamiltona. Tutaj powinniśmy zakończyć, bo przecież na początku tego tekstu umówiliśmy się, że wspominać będziemy o Bondach kanonicznych. Nie sposób jednak nie powiedzieć, że Sean Connery do roli wrócił jeszcze po 12 latach od debiutu obrazu "Diamenty są wieczne", czyli w obrazie "Nigdy nie mówi nigdy" z 1983 roku w reżyserii Irvina Kershnera; w filmie, który był remakiem... "Operacji Piorun". Tak, Connery zagrał dwa razy Bonda w niemal identycznym filmie o Bondzie. Takie rzeczy tylko w kinie.

James Bondfot. MGM/materiały prasowe

Numer jeden: oczywiście Daniel Craig

Na wieść, że po przostojniku Pierce'ie Brosnanie Bonda grać będzie Daniel Craig, reagowano wyzwiskami typu kartofel czy klon Putina. Z politowaniem Craiga nazywano nie Bond, a Blond. Tymczasem naszym skromnym zdaniem to najlepszy agent Jej Królewskiej Mości w historii. To Bond ludzki, wilowymiarowy. Jednocześnie cholernie silny i świetnie zbudowany, ale i słaby, ponoszący porażki. To Bond, który okazuje emocje, a te targają nim w każdej niemal scenie innej niż scena akcji.

Daniel Craig wystąpił po raz pierwszy w roli Jamesa Bonda w "Casino Royale" Martina Campbella (reżysera "Goldeneye") z 2006 roku. Aktor szpiegiem był jeszcze w filmach "Quantum of Solace" Marca Forstera z 2008 roku, "Skyfall" z roku 2012 oraz "Spectre" z roku 2015. Dziś na ekranach debiutuje piąty i ostatni film o Bondzie z jego udziałem. "Nie czas umierać" to pożegnanie aktora z rolą.

A Ty którego odtwórcę roli Jamesa Bonda lubisz i wspominasz najlepiej? Daj nam znać w komentarzach.

Zobacz również:
Wybuch pandemii przez ograniczone możliwości treningowe i utrudniony dostęp do sprzętu sprawił, że pojawił się boom na skakankę. Wcześniej kojarzona z treningiem bokserskim albo rozgrzewką, teraz pokazała się jako pełnoprawne narzędzie treningowe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA