Na razie falstart. Pierwszy odcinek 2. sezonu "The Morning Show" zawodzi

Uwielbiam "The Morning Show", ale po premierze pierwszego odcinka drugiego sezonu wcale nie jestem już tak pewien, że kontynuacja tego serialu to dobry pomysł. Oto recenzja bez spojlerów.

The Morning Show The Morning Show

Czekałem, czekałem i się doczekałem. Ale dostałem nie to, na co tak długo czekałem. Taką piosenkę nuciłem w piątkowy wieczór już po premierze pierwszego odcinka drugiego sezonu "The Morning Show". Pierwszy sezon skradł moje serce, oczy i umysł, o czym zdążyłem świat niejednokrotnie już poinformować, na przykład tutaj. Nic więc dziwnego, że na wieść o kontynuacji miesiące temu spadłem najpierw z krzesła, by podnieść się silniejszym i tak długo na nią czekać.

REKLAMA

Natomiast pytanie, czy ta historia potrzebowała ciągu dalszego, pozostaje otwarte. Z jednej strony finał sezonu był na tyle kapitalny, że nikt nie obraziłby się, gdyby był to finał opowieści w ogóle. Niektóre wątki co prawda nie doczekały się domknięcia, ale co z tego, widz jest przecież inteligentny, widz sobie dopowie, albo będzie żył z tą całkiem przyjemną przecież niepewnością pod płaszczem. Z drugiej strony - oczko w głowie Apple TV+ po prostu musiało mrugnąć jeszcze raz. Zbyt dużo środków, zbyt duży sukces, zbyt wiele gwiazd i blichtru w jednym miejscu, by tak to zostawić. No, po prostu nie dało się.

Mamy więc start drugiego sezonu, a ja jestem rozdarty. Podzielony na trzy trochę odrębne części odcinek nie jest zły, to nie tak. Jest... dziwny, może właśnie dlatego, że w tak krótkim czasie próbuje przestawić tak wiele wajch. Mamy tu bowiem bezpośrednie rozwinięcie akcji po finale poprzedniego sezonu. Mamy widok pustych ulic Nowego Jorku wiosną 2020 roku. Mamy też wgląd w bezpośrednie chwile tuż przed przełomem 2019/2020.

I to ten trzeci wątek wydaje się najciekawszy. Bo o ile znów poczuć można zastrzyk adrenaliny, gdy obserwuje się głównych bohaterów tuż po Tej Niesamowitej Akcji, O Której Nic Nie Powiem, Bo Nie Chcę Spojlerować, o tyle to ich zmęczone, mniej pewne siebie i przyszłości twarze tuż przed Nowym Rokiem wydają się najciekawsze. Cory Ellison (Billy Crudup) nie jest już tak diaboliczny i przekonany o swoim geniuszu, Bradley Jackson (Rise Whiterspoon) wydaje się być zmęczona telewizją śniadaniową, pragnie czegoś więcej, być może nawet prawdziwego Dziennikarstwa, a Alex Levy próbuje poradzić sobie z wizerunkiem bogini współczesnego feminizmu, która to łatka przypięta została chyba trochę wbrew jej woli.

Wizualnie drugi sezon "The Morning Show" też jest trochę inny. W ogóle chwilami można odnieść wrażenie, że ogląda się jednak zupełnie inną produkcję. Co jest doświadczeniem dziwnym, z jednej strony intrygującym, z drugiej trochę jednak odpychającym. Mam nadzieję, że po tym kulawym jednak wstępie, który za zadanie miał wprowadzić widza w trochę nową rzeczywistość, twórcy po pierwsze zwolnią trochę tempo (ten odcinek wali na złamanie karku), a po drugie rozpoczną już tę nową opowieść, zostawiając wątki otwarte w startowym sezonie raczej na drugim planie. Jasne, dobrze byłoby wiedzieć, jak wydarzenia opowiedane przez dziesięć odcinków pierwszego sezonu wpłyną na bohaterów i ich losy, mam jednak nieodparte wrażenie, że wszystko, co naprawdę istotne, w temacie drugiej fali ruchu #metoo zostało w "The Morning Show" już opowiedziane.

Teraz czekam raczej na to, w jaki sposób twórcy serialu skomentują pandemię koronawirusa, bo że będzie to temat wiodący w drugim sezonie "The Morning Show" wiemy już od jakiegoś czasu. Zresztą sytuacja jest tu bardzo ciekawa, bo podobno lwia część scenariusza drugiego sezonu ze względu na COVID-19 została przepisana, tak samo jak pierwszy sezon zmienił w zasadzie zupełnie swój wydźwięk po wybuchu afery Weinsteina i spółki.

Jeśli twórcy skomentują pandemię w równie błyskotliwy sposób, co akcję #metoo, wybaczę im ten niemrawy i odrobinę chaotyczny start.

Aha, ten tekst nie powstałby, gdyby Apple TV+ nie zdecydowało się emitować swoich seriali w sposób klasyczny, tj. tydzień po tygodniu. To jest jednak fajne, gdy seriale nie debiutują od razu pełnymi sezonami - można wówczas pozastanawiać się, podyskutować, w jakim kierunku podąży akcja, jak zmienią się bohaterowie itd., bo po prostu jest na to czas. Lubię to. Do zobaczenia więc za tydzień.

Zobacz również:
Wolimy jechać, biegać, siedzieć i stać niż chodzić bez sensu. Tylko że chodzenie zawsze ma sens. I to nie byle jaki. Chodź, nie pożałujesz.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA