REKLAMA

Ministerstwo samotności: o lękach, które zatruwają życie

Dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą. Po co się truć wytworami wyobraźni, skoro rzeczywistość i tak nas zaskoczy?

ministerstwo samotności

Jest takie piękne opowiadanie Tove Jansson (słynnej twórczyni sagi o Muminkach) zatytułowane: „O Filifionce, która wierzyła w katastrofy”. Jest to historia pewnej Filifionki (kto ciekawy, co to za stworek, zachęcam do lektury Muminków), którą dręczył lęk przed nieuniknioną katastrofą. Wyobraźnia podsuwająca małej Filifionce wizje strasznych sztormów czy trąb powietrznych, niszczących wszystko na swojej drodze, nie dawała jej wytchnienia. Zatruwała dosłownie każdą chwilę życia. I, wyobraźcie sobie, pewnej nocy ta katastrofa rzeczywiście nadeszła. Huragan zdmuchnął dom Filifionki, porywając ze sobą wszystkie nagromadzone przez lata zdjęcia rodzinne, bibeloty, serwetki i wazoniki. Filifionka, początkowo śmiertelnie przerażona, nad ranem odkryła, że już się nie boi. Co więcej, że odczuwa ulgę. Stało się to, czego tak trwożliwie wyczekiwała, ale przecież ona sama przeżyła. Straciła wszystko, ale trudno – to tylko rzeczy. Nic gorszego już nie może się wydarzyć, więc można wreszcie odetchnąć z ulgą.

Przypomina mi się ta historia, kiedy obserwuję szalejącą dookoła zarazę. Jeszcze całkiem niedawno mówiliśmy o tym, ilu ludzi w dzisiejszych czasach cierpi na zaburzenia lękowe. Ilu młodych ma tzw. depresję klimatyczną, bojąc się zagłady w wyniku globalnego ocieplenia. Wizje postępującej degradacji świata albo przeciwnie, nagłych katastroficznych wstrząsów, odbierają im całą radość życia. A katastrofa przyszła z całkiem innej strony. Skradała się cichutko i nagle uderzyła. Ziścił się scenariusz filmu Soderbergha „Contagion – Epidemia strachu”. Nasze życie się zmieniło i nie wiemy, jakie będą tego konsekwencje.

Ale zauważcie: nie krzyczymy w obłędzie, nie histeryzujemy, tylko krok po kroczku robimy, co możemy w tej sytuacji, staramy się ogarniać nasze codzienne sprawy, dbamy o siebie i naszych bliskich. Prędzej czy później to wszystko minie. Będziemy może opowiadać o tym dzieciom, tak jak mi babcia opowiadała o okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej, a ja się dziwiłam, jak coś tak strasznego w ogóle dało się przeżyć.

Ale, zauważcie, w ciężkich czasach człowiek rzadko konfrontuje się z całą grozą rzeczywistości. Musi tylko uporać się z małym fragmentem własnej rzeczywistości, kroczek po kroczku. I kiedy już się to wszystko skończy, to mam nadzieję, że sporo z nas przestanie się tak bardzo przejmować tworami wyobraźni. Rzeczywistość zawsze jest inna niż to, czego się obawialiśmy. Ale skoro daliśmy radę, to damy też w przyszłości.

ZOBACZ TEŻ: 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA