Marcowy numer Women's Health już w sprzedaży!

Żyjemy w czasach, w których walutą jest akceptacja innych. Z tym większym uznaniem patrzymy Nna kobiety, które odważyły się żyć na własnych zasadach: bez wstydu, bez potrzeby tłumaczenia się, bez szukania poklasku, bez filtrów.

nowy numer WH MPP

Naomi Wolf miała rację: w swojej książce "Mit urody", wydanej w 2002 roku, przewidziała, że mechanizmy opresji wobec kobiet, polegające na lansowaniu jednego, nieosiągalnego kanonu piękna, będą się z czasem nasilać. Ostrzegała, że mimo coraz silniejszych ruchów emancypacyjnych stereotypowe oczekiwania w stosunku do obu płci umocnią się: od mężczyzn ciągle będzie się oczekiwać siły, odwagi i przebojowości, a od kobiet – atrakcyjności. System oparty na wiecznym poprawianiu urody, ma na celu umacnianie patriarchalnej struktury społecznej i wskazanie kobietom należnego im miejsca; nawet tym, które osiągnęły zawodowy sukces lub wspięły się po szczeblach naukowej kariery, nie będzie wybaczony brak urody, zmarszczki, siwe włosy lub nadmiar kilogramów.

REKLAMA

Wystarczyło poczekać kilkanaście lat i doczekaliśmy się pokolenia rządzonego przez Facebooka i Instagram. Z badań przeprowadzonych w 2014 roku przez amerykański Pew Research Center wynika, że już wtedy 70% kobiet z pokolenia milenialsów publikowało selfie. Jest to swego rodzaju prawidłowość: milenialsi żyją w mediach społecznościowych, przez co są narażeni na pewne zawirowania z własnym ego i – jak twierdzą eksperci od psychologii społecznej – cierpią na charakterystyczne dla swojego pokolenia zaburzenia narcystyczne. Mają przekonanie o swojej wyjątkowości i skłonność do autokreacji, a co za tym idzie, są szczególnie wyczuleni na oceny innych.

Wraz z pojawieniem się Instagrama walka o wykreowanie idealnego wizerunku (nie tylko fizycznego) przybrała rozmiary epidemii. To dążenie do perfekcji zachęca do tworzenia powtarzalnych osobowości: większość z nas, chcąc podobać się innym, naśladuje istniejące już wzorce. Dawne niedoskonałe it-girls, jak Kate Moss, które tworzyły swój własny, niepowtarzalny styl, zostały zastąpione influencerkami powielającymi utarte schematy, żeby nie stracić followersów. Na szczęście, chęć bycia widzianym i akceptowanym nie zawsze zastępuje autentyczność, oryginalność, bunt i prawdziwe zaangażowanie. Z ogromnym uznaniem patrzymy na kobiety, które miały odwagę żyć na własnych zasadach: bez wstydu, bez potrzeby tłumaczenia się innym, bez filtrów, bez szukania poklasku. Wybrały prawdziwe, choć często krytykowane życie i prawdziwe emocje – jak bohaterka naszego marcowego numeru Katarzyna Zillmann.

REKLAMA

REKLAMA