[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Marcowy numer Women's Health już w sprzedaży!

Wiosenne oczyszczanie zacznijmy od detoksu od krytykanctwa.

Elsa Pataky

Gdy byłam nastolatką, mój tato mi powtarzał: „Cokolwiek będziesz w życiu robić – wypasać owce czy budować rakiety kosmiczne – rób to najlepiej, jak potrafisz. Tylko wtedy będziesz mogła być dumna ze swojej pracy”. Chyba musiał to samo mówić mojej siostrze, bo ta wybrała zawód dla entuzjastów: jest nauczycielką języka francuskiego. Zasuwa na dwa etaty (w Polsce pensje nauczycieli w porównaniu do ich zarobków w innych krajach OECD są najniższe), co nie przeszkadza jej regularnie tłuc się autobusem do Brukseli i brać udział w unijnych szkoleniach i warsztatach dla wychowawców trudnej młodzieży.

Moja koleżanka dziennikarka przez różne zawirowania losu zaczęła niedawno pracę w bibliotece. Pracę, którą – jak sama twierdzi - można by uznać za wymarzoną, gdyby nie zarobki jeszcze gorsze od nauczycielskich. Postanowiła zatem – między czytaniem, katalogowaniem a wypożyczaniem książek – napisać tekst do Women’s Health „Tam nie chcesz pracować. 10 najgorszych stanowisk”. Oprócz zawodu bibliotekarki wymieniła m.in. sprzątaczkę, kasjerkę, szwaczkę czy opiekunkę socjalną – zajęcia wymagające umiejętności, zaangażowania, nierzadko poświęcenia, a opłacane grubo poniżej średniej krajowej i – co gorsza – niecieszące się społeczną estymą. Artykuł kończył się pytaniem, dlaczego 90% źle opłacanej i niedocenianej pracy w Polsce wykonują kobiety.

Tekst zamieszczony na naszym FB w ciągu kilku chwil wywołał burzę. Zostałyśmy oskarżone o brak szacunku dla pracujących kobiet, o szowinizm, o oderwanie od rzeczywistości (w trochę mniej eleganckich słowach), a sama sprawczyni została wyzwana od bezczelnych i nienarzekających na brak kasy redaktorek. Mamy uzasadnione podejrzenia, że autorki tych komentarzy nie przeczytały tekstu, zatrzymując się na tytule, wstępie i nagłówkach, co nie przeszkodziło im zająć stanowiska w dyskusji – jeżeli wylanie wiadra pomyj na czyjąś głowę można nazwać dyskusją. Potem zadziałała zasada kuli śnieżnej: do zadawania ciosów dołączały komentatorki, które nawet nie wiedziały, o jaki tekst chodzi. Postanowiliśmy usunąć post.

Dzięki internetowi każdy z nas może stać się osobą publiczną. Każdy ma głos i może go użyć, wyrażając swoją opinię. To od nas zależy, czy będzie to opinia konstruktywna czy zwykła pyskówka. W badaniu opublikowanym w „Journal of Personality and Social Psychology” poproszono uczestników, aby pogrupowali innych według cech pozytywnych i negatywnych. Okazało się, że im lepiej badana osoba oceniała innych ludzi, tym szczęśliwszą i spełnioną osobą sama była. Z kolei ci, którzy byli krytyczni w ocenie innych, przejawiali zachowania aspołeczne i byli mniej stabilni emocjonalnie. Badacze są zgodni, że krytykujący stosują metodę negatywnych porównań. Skoro mówię, że ktoś coś robi źle, to twierdzę tym samym, że ja to robię lepiej. Wyzłośliwiając się na innych, próbują podnieść swoją samoocenę. Ale to nie działa. Bo koncentrując się na brzydocie świata, sami się tą brzydotą zatruwamy.

Dlatego Women’s Health proponuje, by wiosenne oczyszczanie zacząć od detoksu od krytykanctwa. Zanim wyrazimy negatywną opinię, zastanówmy się, dlaczego dana osoba czy zjawisko tak nas wkurza, dlaczego mamy z tym problem. Bo osądzając wszystkich dookoła, skupiając się na błędach i wadach, a zalety pomijając milczeniem, tak naprawdę szkodzimy samym sobie. Tracimy związki, przyjaciół i poczucie zadowolenia z życia. Nie warto.

Redaktorka naczelna Women's Health

Aneta Martynów

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij