Mam wrażenie, że wszyscy doskonale bawią się beze mnie. Czy to OK? [ministerstwo samotności]

Czy tylko ja jedna nie cieszę się na sylwestra? Zamierzam zostać w domu i pójść spać o normalnej porze. A już na pewno nie włączę TV z tą całą jarmarcznością i sztuczną wesołością.

impreza fot. shutterstock.com

Oczywiście, że nie jestem jedyna. Pod koniec grudnia mnóstwo ludzi rozczulonych świętami szykuje się z wielką ekscytacją do sylwestra. Ale istnieje też inna grupa, która najchętniej w tym czasie położyłaby się do łóżka, nakryła kocykiem i przeczekała ten wybuch ogólnoświatowej euforii. I nie jest to żaden chorobliwy objaw, który trzeba leczyć. Istnieje dużo powodów, dla których możemy mieć sceptyczny stosunek do tego rytuału Końca i Nowego Początku. W dzisiejszych czasach pewnie częste jest podejście, które można opisać tak: „W zeszłym roku cieszyłam się, że nadchodzi nowy rok, w którym ta pandemia wreszcie się skończy i zacznie być normalnie. I się rozczarowałam”.

REKLAMA

W tym roku już wiemy, że tak szybko to wszystko się nie skończy, a poza tym media straszą nas co chwila nadchodzącym kryzysem i właściwie to nie ma się z czego cieszyć. Szczerze mówiąc, boimy się nadchodzących zmian na świecie. Jednak istnieją też inne powody, takie całkiem osobiste, związane z niechęcią do noworocznych imprez. Po pierwsze, koniec roku jest związany z presją, jakiej nie odczuwamy w pozostałych okresach. W pracy trzeba pokończyć różne projekty, bilanse, rozgrzebane zadania. Trzeba to zrobić i nie ma zmiłuj, co zwiększa poziom odczuwanego stresu. Poza tym mamy wewnętrzną presję, aby jednak wprowadzić jakieś zmiany do naszego życia. Jest to tak głęboko w nas wpojone, że nawet jeśli śmiejemy się z noworocznych postanowień, to i tak gdzieś w głębi, cichutko, mamy nadzieję, że uda nam się wreszcie schudnąć albo przestać kupować pierdoły w internecie i spłacić kartę kredytową. Okres świąteczno-sylwestrowy tradycyjnie wzmaga konflikty rodzinne. Wiadomo – ma to związek ze zwiększoną ilością kontaktów, które nieuchronnie generują spory. Ludzie w rodzinach są tak samo podzieleni, jak wszyscy ludzie w Polsce, dlatego każda rozmowa zakrapiana nalewką szwagra prowadzi prostą drogą do dyskusji o polityce. Na efekty nie trzeba długo czekać. Jeśli urządzasz święta w swoim domu i chcesz zadbać o dobrą atmosferę, to już teraz sobie odpuść, napij się melisy i powiedz sobie, że nie jesteś odpowiedzialna za cudze emocje. Szkoda nerwów. Niemniej po nieudanych świętach niesmak i frustracja pozostają na długo i też zatruwają nam oczekiwanie na Nowy Rok.

Wielkie oczekiwania rodzą wielkie rozczarowania. To brzmi jak banał, ale co roku na nowo tysiące ludzi odkrywają tę starą prawdę. Im więcej czasu spędziłaś na planowaniu i przygotowaniach do imprezy, im piękniejszą sukienkę kupiłaś, im więcej wydałaś na fryzjera, tym większe masz szanse na przykre rozczarowanie. Oczekiwania dotyczą nie tylko samej imprezy, ale też tego, że będziesz szczęśliwa, zabawna, że ludzie wokół Ciebie będą się dobrze bawić. I same wiecie, jak często wychodzi zupełnie odwrotnie.

Noworoczne podsumowania przynoszą nam też wiele ponurych refleksji. Dotyka to zwłaszcza osób samotnych. Mogą mieć odczucie, że cały świat doskonale się bawi w kręgu przyjaciół, w towarzystwie ukochanych osób, a tylko Ty siedzisz sama i towarzyszy Ci smutek, samotność, złość i żal. Co oczywiście jest wielkim złudzeniem, bo, po pierwsze, takich jak Ty są miliony, a po drugie, nawet na najbardziej hucznych imprezach (a może zwłaszcza na takich) można poczuć się samotnym. Wydaje się, że kluczem do tego, aby spędzić sylwestra w miarę pogodnie, jest zmniejszenie oczekiwań. Zgodziłby się z tym każdy filozof stoik. Trzeba sobie powiedzieć jasno: istnieją niewielkie szanse, że ten sylwester zmieni coś w naszym życiu. Nie będzie balu, księcia i złotego pantofelka. Ale przecież może być zwyczajnie miło. Odpuśćmy sobie też presję, aby koniecznie zrobić wielkie postanowienia noworoczne. Odpuśćmy sobie myślenie typu „wszystko albo nic”, bo to najlepsza droga do frustracji. Po prostu – korzystając z kilku dni wolnego, poświęćmy trochę czasu, aby odetchnąć.

REKLAMA

REKLAMA