Konwencja stambulska: dlaczego jest dla nas tak ważna?

Kilka miesięcy temu, jeden z najważniejszych polityków w kraju, minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, zapowiedział wypowiedzenie przez Polskę tzw. konwencji stambulskiej, czyli konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Powód? Po pierwsze, zdaniem konserwatywnych polityków, w Polsce panuje kult kobiety (czego symbolem ma być całowanie kobiet w rękę na powitanie) i Polki nie potrzebują dodatkowej ochrony, po drugie, konwencja uderza w tradycyjny model polskiej rodziny i kościół katolicki. O znaczeniu konwencji rozmawiamy z dr Marcinem Anaszewiczem.

Sylwia Spurek, Marcin Anaszewicz fot. Karolina Harz

Czy Pana zdaniem prawa kobiet w Polsce są dobrze chronione? Jak wygląda sytuacja Polek na tle innych państw europejskich?

Niestety z perspektywy praw kobiet Polska jest średnio europejskim państwem, bo lista spraw niezałatwionych od lat jest bardzo długa i żaden rząd po 89 roku nie traktował ich priorytetowo. To nie jest problem ostatnich 5 lat. Brak dostępu do legalnej i bezpiecznej aborcji, brak systemu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, brak dostępu do leczenia niepłodności metodą in vitro, głodowe emerytury kobiet, brak mechanizmów wspierających godzenie ról rodzinnych i zawodowych, w parlamencie, rządzie, na kluczowych stanowiskach kobiety stanowią cały czas mniejszość... Mógłbym długo wymieniać, ale sytuacja nie wygląda dobrze. Oczywiście problem przemocy wobec kobiet to szczególna patologia, bo jak nazwać sytuację, kiedy kobieta w XXI w. nie może czuć się bezpiecznie we własnym domu, a Prezydent, doktor nauk prawnych zresztą, mówi, że umowy międzynarodowej, jaką jest Konwencja Antyprzemocowa nie trzeba przestrzegać…

REKLAMA

Co nam gwarantuje konwencja stambulska, a nie gwarantuje polskie prawo? Czy istnieją takie obszary życia społecznego, które, dzięki konwencji, są objęte międzynarodową ochroną?

Dr. Sylwia Spurek [doktorka nauk prawnych, w latach 2015-2019 zastępczyni rzecznika praw obywatelskich, od 2019 r. eurodeputowana - przyp. red.], nazywa Konwencję Antyprzemocową kartą praw kobiet doświadczających przemocy ze względu na płeć. Konwencja, jak każdy międzynarodowy akt prawny dotyczący praw człowieka, pokazuje standardy. Te standardy dotyczą prowadzenia profilaktyki, w tym kampanii podnoszących świadomość społeczną i edukacji antydyskryminacyjnej, bo przecież przemoc wobec kobiet jest najbardziej drastyczną formą dyskryminacji ze względu na płeć. Dotyczą tego, że szkolenia z zakresu przemocy wobec kobiet dla policji, pomocy społecznej, prokuratorek i prokuratorów muszą być specjalistyczne, bo to osoby pierwszego kontaktu dla ofiar przemocy. To standardy prowadzenia postępowań karnych oraz penalizacji zachowań, które powinny być kryminalizowane w każdym państwie. To standardy pomocy i wsparcia dla ofiar oraz programów korekcyjnych dla sprawców. Te wszystkie standardy każde państwo musi wdrożyć do swojego prawa. Polska ratyfikowała Konwencję w 2015 r., ale jej nie wdraża. Nadal nie mamy kompleksowego systemu specjalistycznej pomocy dla ofiar, nie dostosowaliśmy definicji gwałtu do konwencyjnych standardów, nie mamy w przepisach wyraźnego zakazu stosowania przemocy ekonomicznej.

Czy może Pan wskazać fragment konwencji, która uderza w kościół katolicki?

Nie, bo tam nie ma takiego fragmentu. Konwencja uderzy w te osoby, w taki system, w takie praktyki, które utrwalają stereotypy, umacniają sztuczne role kobiet i mężczyzn, i konserwują przemocowe zachowania. Z tego, co pamiętam, to w treści konwencji słowo kościół nie występuje ani razu. Ale twórcy i twórczynie tej Konwencji wprowadzili wyraźne postanowienie, że przemoc nie może być usprawiedliwiana względami kulturowymi, zwyczajowymi, religijnymi, czy tradycją. Konwencja mówi również, że nikt nie może być pozbawiony ochrony przed przemocą, że nikt nie może być dyskryminowany w dostępie do tej ochrony na przykład ze względu na: płeć, rasę, kolor skóry, poglądy, pochodzenie, orientację seksualną, tożsamość płciową, wiek, czy wreszcie ze względu na religię. Nie mam pojęcia, dlaczego kościół widzi w Konwencji, której celem jest ratowanie życia ludzi, tyle zła. Oczywiście celem Konwencji jest walka z dyskryminacją kobiet oraz walka o równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Warto przypomnieć, że źródłem przemocy wobec kobiet jest stereotypowe przekonanie, że mężczyzna może sprawować kontrolę i władzę, a kobieta ma obowiązek się podporządkować. I z takim modelem społeczeństwa, rodziny, relacji między ludźmi Konwencja walczy. Czy to może komuś zagrażać? Czy w normalnym państwie to powinno budzić emocje i opór?

Co konwencja mówi o tradycyjnym modelu rodziny opartym na patriarchacie, w którym to mężczyzna jest głową i żywicielem, a kobieta opiekunką i panią domu?

Wprost nic, ale mówi o tym, czym jest przemoc, jakie ma formy, do czego prowadzi. Mówi o tym, że przemoc jest formą dyskryminacji kobiet. Konwencja mówi, że drogą do eliminacji przemocy jest budowanie społeczeństwa opartego na równości i szacunku. Oczywiście taki model jest sprzeczny z systemem, w którym kobietom i mężczyznom narzuca się tradycyjne role dotyczące modelu rodziny i pozycji kobiet w rodzinie i społeczeństwie, a takie społeczeństwo dla kościoła i prawicy jest emanacją ich politycznej filozofii. Idea równości kobiet i mężczyzn nie ma nic wspólnego z narzuconym tradycyjnym modelem rodziny. Bo jeżeli naszym celem jest równość kobiet i mężczyzn, to znaczy, że ludzi mogą decydować, czy tworzą związki z innymi, czy nie, a jak tworzą, to mają prawo decydować, jak ten związek ma wyglądać. Jeżeli mówimy o równości, to kobieta może decydować, czy chce mieć dzieci, czy ich nie chce, a kiedy zajdzie w ciążę, to ma mieć prawo do decyzji o przerwaniu ciąży. Równość zakłada, że kobieta decyduje o swoich studiach, zawodzie, o tym, jak wygląda i jak się zachowuje. Decyduje o wszystkim, co dotyczy jej ciała, życia, przyszłości. W takim modelu nie ma miejsca na dyskryminację, nierówność, dominację. I narzucony tak zwany tradycyjny model rodziny tworzy doskonałe fundamenty do przemocy. I Konwencja z takim modelem zrywa.

 

REKLAMA

REKLAMA

Dlaczego Pana zdaniem konserwatywni politycy i przedstawiciele kościoła tak zaciekle bronią tzw. polskiego modelu rodziny?

Bo najczęściej nie znają niczego innego. Chodzą do kościoła, słuchają księdza, nie czytają, nie podróżują, mam wrażenie, że żyją w innym świecie. Część z nich traktuje to jako polityczną taktykę. Część koniunkturalnie, najczęściej dla realizacji osobistych korzyści, wspiera kościół i taki model społeczeństwa. Pewnie jest też część osób, która wierzy, że tak powinien wyglądać świat. Motywację moglibyśmy tutaj mnożyć, ale na końcu jest ten sam rezultat – przemoc, strach, tragedie ludzi. Ofiarami myślenia w kategoriach tradycji, tradycyjnej rodziny są nie tylko kobiety. To zabija wolność osób LGBT+, bo oni i one też nie mieszczą się takim rozumieniu świata. Ale tracą na tym również mężczyźni heteroseksualni, którzy chcą tworzyć normalne związki, rodziny oparte na zdrowych fundamentach, chcą wychowywać dzieci, dzielić obowiązki domowe. Ale najbliższe otoczenie, które żyje w matrixie, tradycji, im na to nie pozwala. Przykładem mogą być chociażby urlopy rodzicielskie, z których korzysta tylko 1% facetów [w Polsce - przyp. red.]. Czy to jest normalna sytuacja? W tak rozumianej tradycji nie mieści się ani wolność kobiety, ani związki partnerskiej, już nie mówiąc o równości małżeńskiej.

Czy konwencja stambulska porusza również kwestię praw osób LGBT+?

Konwencja jest o ludziach, o każdym i każdej, która doświadcza przemocy i może stać się ofiarą. Konwencja jest o przyczynach przemocy, o społeczeństwie, które tworzy klimat do przemocy. Konwencja jest o tym, co musimy robić, aby z przemocą walczyć. Osoby LGBT+ nie występują literalnie w Konwencji. A Konwencja zakazuje dyskryminacji w dostępie do ochrony przed przemocą.

Jakie mogą być konsekwencje dla kobiet w Polsce, gdy nasz rząd wypowie konwencję stambulską?

Na początek wyjaśnijmy jedno. To być może zabrzmi pesymistycznie, ale na polski rząd kobiety nie mają co liczyć. I to nie jest tylko kwestia ochrony przed przemocą. Zanim rząd Polski, czy inny wypowie Konwencję Stambulską, swoje działania powinna podjąć Unia Europejska. Aktualnie zbieramy podpisy pod listem Sylwii Spurek, który skierowała do Ursuli von der Leyen w sprawie przemocy wobec kobiet, w sprawie ratyfikacji przez UE Konwencji Stambulskiej, w sprawie uznania przez UE przemocy wobec kobiet jako przestępstwa unijnego. Przewodnicząca KE rok temu obiecała to załatwić i czas jej o tym przypomnieć. Podpisy zbieramy w ramach tegorocznej Kampanii 16 Dni przeciw Przemocy wobec Kobiet na stronie o symbolicznej nazwie – trzymamstronekobiet.pl. Chcemy zainteresować tą sprawą jak najwięcej osób, w tym jak najwięcej mężczyzn, bo ich głos w sprawie przemocy wobec kobiet jest praktycznie niewidoczny. Wracając do pytania. Wypowiedzenie Konwencji to w pierwszej kolejności sygnał do Policji, prokuratury, sądów, że w Polsce nie ma woli, aby chronić kobiety przed przemocą. Za wypowiedzeniem Konwencji mogą pójść zmiany prawne, które już dzisiaj w jakimś stopniu chronią kobiety, a mogą komuś wydawać się jako zagrażające tradycji, rodzinie, kościołowi. Dlatego tak ważne jest zaangażowanie ludzi, podpisywanie apelu, wrzucenie filmików, zdjęć i głośnie mówienie: trzymam stronę kobiet.

dr Marcin Anaszewicz

Prawnik, politolog, doktor nauk społecznych, obrońca praw człowieka, feminista i weganin, Prezes REV Institute, prywatnie partner dr. Sylwii Spurek.

Zobacz również:
Samo chodzenie czy bieganie nie wystarczy, aby dobrze przygotować się na wyprawę w góry. Żeby zrobić to solidnie, trzeba podnieść kąt.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA