[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.2

Kochaj siebie samego [historia Alżbety Lenskiej]

Gdyby nie wypadek, wciąż pewnie martwiłaby się, że za mało pracuje, że powinna być lepsza jako aktorka, matka, żona. Ale tąpnęło nią. Tak mocno i skutecznie, że raz na zawsze postanowiła rozstać się z perfekcjonizmem, pokochać siebie taką, jaka jest, i cieszyć się każdą chwilą. I czuje się spełniona i szczęśliwa jak nigdy przedtem.

Biorąc udział w 3. edycji "Agenta" (jeszcze nie celebryckiej), Alżbeta Lenska musiała zejść sześćdziesiąt metrów wzdłuż wodospadu i stanąć na dachu samolotu lecącego z szybkości ok. 200 km na godzinę. Aktorka wspominała potem, że czuła przede wszystkim ból, z powodu uderzania powietrza o ciało. Szesnaście lat później, gdy w jej głowie pękł tętniak, także poczuła ból, który skojarzył jej się z gwałtownym uderzeniem migreny. Przed operacją mózgu wysportowana trzydziestosześciolatka została poinformowana przez lekarza, że może nie przeżyć. Na szczęście operacja się udała. Aktorka serialowa („Ojciec Mateusz”, „Kryminalni”, „Pierwsza miłość”) i teatralna z rozwagą wraca do dawnego życia. Od jesieni ubiegłego roku prowadzi w Super Polsacie program „Pozytywka. Supermagazyn”, poświęcony osobom z niepełnosprawnościami i ich aktywności zawodowej, kulturalnej czy sportowej. Niedawno wystartował jego drugi sezon.

ZOBACZ TEŻ: Modelowanie mózgu: jak zmienić swoje nawyki

Od września Alżbeta znowu gra w warszawskim Teatrze Komedia, gdzie można ją zobaczyć w spektaklu „Kontrabanda” (to właśnie w przerwie tego przedstawienia doszło do wypadku). Pracuje również nad dwoma kolejnymi spektaklami. No i zagrała u Patryka Vegi. „Tylko mały epizod” – wyjaśnia, ale określa swoje podejście do zawodu tak: „Nawet w złym świecie warto być dobrym”. Kilka miesięcy po operacji postanowiła także odnowić przysięgę małżeńską. Poznanego na planie serialu „Anioł stróż” aktora Rafała Cieszyńskiego poślubiła w roku 2007. Mają dwójkę dzieci. Ze swoim szczęściem nie obnoszą się po pismach plotkarskich. Podzielili się nim ze światem dopiero wtedy, gdy już było pewne, że Alżbeta odzyska zdrowie. Jak na dzisiejsze czasy i tak są powściągliwi: dają o sobie znać tylko na Instagramie. 

REKLAMA

REKLAMA

Bez chwili do stracenia

„Jestem wdzięczna za to, co przydarzyło mi się rok temu. Dzięki temu czuję się szczęśliwa w każdej chwili i żadnej chwili nie zamierzam tracić” – mówi Woman’s Health Alżbeta Lenska. Dodaje, że wierzy w dobrą energię i w to, że w ogromnym stopniu pozytywne myślenie zależy od nas samych. „Kiedyś bardziej myślałam o innych. Myślenie o sobie wydawało mi się egoistyczne” – mówi aktorka. Doskonale pamięta, że kiedy znajdowała się na granicy życia i śmierci, myślała przede wszystkim o Rafale i dzieciakach. Podobnie było w domu. Czytała tysiące książek na temat tego, co i jak mówić do dzieci. Zastanawiała się, co jako matce jej wypada, a czego robić jej nie wypada. Analizowała każdy swój ruch. Po nocach gotowała rodzinie zdrowe posiłki. Wszystko dla innych. Wszystko jak najlepsze.

ZOBACZ TEŻ: McDonald’s rezygnuje z plastiku

Z drugiej strony, sama czuła się coraz bardziej zmęczona i wypalona. Wciąż się zamartwiała, że dostaje nie najlepsze role albo że za mało pracuje. Strofowała samą siebie, że powinna być lepsza jako aktorka, matka, żona. „Marta, mój neurochirurg i niesamowita, pełna empatii kobieta, uświadomiła mi, jak ważne jest dbać o siebie. Mówiła: »Twój mózg jest jak komputer, który nigdy nie przestaje pracować. To Ty musisz dać mu dobrą energię, uśpić w odpowiednim czasie, wyczyścić chaos na pulpicie. Każde urządzenie się przegrzeje, jeśli tego nie dostanie. Tyle że w naszym przypadku serwisu naprawczego nie ma«. Wzięłam się za siebie i zaczęłam szanować tak, jak dotąd szanowałam innych”.

Jedz, módl się i kochaj

W filmie „Jedz, módl się i kochaj”, ekranizacji bestsellerowej książki Elizabeth Gilbert, Julia Roberts odkrywała spokój i szczęście w prostych, codziennych rzeczach. Alżbeta też poznała ich wielką moc. Najwspanialszy czas Beci, jak nazywają ją przyjaciele, to ubiegłoroczne wakacje. Chodziła wolno jak ślimak, piła dużo wody, nie oglądała telewizji, żeby nie przemęczać swojego wewnętrznego komputera. Świeciło słońce, Rafał i dzieci byli blisko. Nie musiała się nigdzie spieszyć, każdy robił to, na co miał ochotę, a i tak wszyscy garnęli się do siebie. „Było jak w raju. Gdy wspominam ostatnie wakacje, często myślę, że »slow life« to najlepsze antidotum na dzisiejsze czasy. Trzeba zwolnić i pobyć ze sobą”. Alżbeta Lenska często przywołuje słowa swojej ukochanej lekarki, która zachęcała ją do modlitwy albo medytacji, do zdrowego jedzenia i do ruchu. Dlatego kiedy tylko może, stara się rozpocząć dzień od medytacji, następnie obowiązkowo przyrządza sobie pyszną jaglankę z masłem orzechowym i owocami, a potem idzie się poboksować. Najdosłowniej. 

REKLAMA

Mam tę moc

Dostała jeszcze jedno ważne zalecenie lekarskie: ma się obserwować. Wie już na pewno, że pewnych aktywności powinna unikać. „Dobrze, że skok ze spadochronem i nurkowanie mam już za sobą, więc nie muszę sprawdzać, jak by to było” – mówi żartobliwie. I dodaje, wciąż się śmiejąc:„Jest jednak pewien problem: moja praca nie jest i nigdy nie będzie slow”. Godziny pracy na planie serialu, przemieszczanie się na różne zdjęcia, teatr wieczorami i do tego jeszcze program telewizyjny. Ale nie ilość obowiązków jest najtrudniejsza do uniesienia, lecz fakt, że Alżbeta Lenska po prostu to kocha!

Uwielbia nieprzewidywalne sytuacje, poznawanie nowych ludzi, uczenie się nowych ról, odkrywanie nowych miejsc. Musi (to słowo już wróciło do jej słownika) czuć adrenalinę. „Dlatego każdego dnia szukam momentów, w których mogę wyhamować. Nauczyłam się częściej czytać wieczorem, słuchać muzyki zamiast oglądać film, świadomie obniżać poziom stresu, robić taki detoks dla umysłu. No i wróciłam do trenowania boksu”. Ta przygoda zaczęła się dawno temu, a zaraził ją mąż. „Nie chciałam być gorsza od niego, bo jak to: faceci mogą boksować, a ja mam być tą, która nie wie, jak trzymać gardę i wyprowadzić dobry prosty?”. Początki były trudne, męczące i słabe technicznie, ale nie odpuszczała. Treningi z Piotrkiem Bartnickim, uznanym pięściarzem, stały się żelaznym punktem w jej życiu przed wypadkiem. Potem miała półroczną przerwę, w czasie której odliczała dni do chwili, gdy znów włoży rękawice.

ZOBACZ TEŻ: Czy przerwa w związku ma sens?

„Boks sprawia, że czuję się niesamowicie silna i odważna. Czuję, że mam moc. Kiedyś chłopaki śmiały się z tego, że boksuję jak kobieta, a teraz mówią »„Tyyy, nieźle!«. Opłacało się!”. Bardzo lubi także snowboard, a to dlatego, że miała wielu kolegów instruktorów. „Z Katowic, gdzie mieszkałam, do Szczyrku mieliśmy bardzo blisko, dlatego często wyskakiwaliśmy na weekendy” – opowiada. Będąc już po przejściach, czuła lęk przed powrotem na deskę, ale musiała spróbować. „Wyjechałam więc w góry z całą rodziną i kiedy ruszyli ze stoku w dół, wzięłam głęboki oddech i powiedziałam sobie: »Spokojnie, dasz radę!«. Trudno mi opisać radochę, jaką miałam po zjeździe! Po stokach nie mknę jak błyskawica, wolę być »pozytywną snowboarderką«. No i podobno jestem pierwszą babką, która zjechała podczas nocnego zjazdu z pochodniami”. 

Wyjść ze strefy komfortu

Po operacji zgoliła głowę. I zrobiła to publicznie, pokazując filmik na Instagramie. „Chciałam udowodnić, że to nie włosy, piękny wygląd, perfekcyjna sylwetka są najważniejsze, lecz fakt, że jesteśmy, a każdy z nas jest niepowtarzalny”. Gdy włosy zaczęły odrastać, przekroczyła kolejną barierę, farbując je na blond. „W swoich ciemnych włosach czułam się bardzo bezpiecznie. Ale przecież tyle niebezpieczeństw mnie spotkało, więc taki ruch to zabawa” – śmieje się aktorka. I dodaje: „Każda z nas na różne sposoby powinna próbować wychodzić ze swoich stref komfortu. To sprawia, że żyje się mocniej, a żyje się przecież tylko raz”.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij