[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Kayla Itsines: Możesz mieć mnóstwo followersów, ale czy ludzie Cię szanują?

Wygląda na to, że 2019 to będzie jej rok. I chce, żeby to był świetny rok dla nas wszystkich. Trenerka, multimilionerka i fitnessowy gigant otwiera się przed WH, mówiąc o wyzwaniach zdrowotnych, planach ślubnych i o tym, dlaczego nie uznaje jogi.

Kayla Itsines (fot. Pete Pedonomou)

Beżowa papka ułożona w pojemnikach na żywność, uśmiechnięci seniorzy, dzieci w kąpieli – brzmi jak wkład dziadków w rodzinną grupę na WhatsAppie, a w rzeczywistości to wycinek z instagramowego feedu Kayli Itsines. Nie tego, które z trenerki uczyniło fitnessową supergwiazdę, jest wizytówką jej biznesu i łączy ją z ponad 11-milionową rzeszą followersów, ale jej prywatnego konta (z 216 odbiorcami). Wrażenie tym bardziej zaskakujące, gdy widzimy 27-latkę na jej trzeciej sesji okładkowej dla Women’s Health. W niemiłosiernie wysokim kucyku, z wyrzeźbionym brzuchem i sprężystymi nogami, wygląda jak połączenie samuraja i królowej Amazonek. Patrząc, jak utrzymuje się w wykroku zawieszona nad ziemią w prostokątnej ramie tak długo, że zaczynasz się bać, trudno sobie wyobrazić, że jest taka... zwyczajna. Jej wygląd jest imponujący, a to i tak mizerne określenie na skalę jej sukcesu w fitnessowym biznesie. Treningowa aplikacja Sweat, która została pobrana już 30 milionów razy, jest najbardziej kasowym produktem w kategorii zdrowie i fitness Apple’a (szacuje się, że w 2018 roku przyniosła Kayli i jej partnerowi biznesowemu oraz narzeczonemu w jednym – Tobiemu Pearce’owi – około 60 milionów funtów.

Kayla regularnie plasuje się w czołówce najbogatszych Australijczyków i zyskuje uznanie w licznych międzynarodowych rankingach. Magazyn „Time” umieścił ją w zestawieniu 25 najbardziej wpływowych ludzi w sieci. Znalazła się w dziesiątce fitnessowych influencerów według „Forbesa”. W trakcie robienia makijażu do naszej sesji dowiedziała się, że Sweat została nagrodzona przez Business South Australia 2018 Export Awards w dziedzinie handlu elektronicznego. A jednak Kayla zawsze podkreślała, że nie myśli o sobie jako przedsiębiorcy i wciąż ma takie przeświadczenie. „Po prostu robię to, co zawsze robiłam – wyjaśnia prosto. – Mam swoich klientów, trenuję ich na swój sposób, umieściłam to z Tobim w e-booku i potem wrzuciliśmy to do internetu”. Ta powściągliwość jest raczej ujmująca niż irytująca. „Czuję, że nie zmieniłam, nie zrewolucjonizowałam żadnego produktu ani niczego nie wynalazłam... – zamyśla się na chwilę. – Myślę, że odkryłam jakąś społeczność kobiet i robię rzeczy takie jak boot campy, które nas jakby stworzyły i które, jak sądzę, ta społeczność pokochała. Ale cóż, »przedsiębiorcza«, »szefowa«… – wzdraga się i na chwilę milknie. – Trzeba pamiętać, że to nie ja sama, ale razem z Tobim wykorzystujemy swoje mocne strony, więc to raczej on jest od strony biznesowej, a ja jestem częścią tej społeczności: skupiam się na niej, na boot campach, na byciu trenerem personalnym i pomaganiu kobietom. Nie jestem ignorantką: mogłabym wkroczyć i się tego nauczyć, ale my wolimy wykorzystywać swoje mocne strony”.

ZOBACZ TEŻ: Ćwiczenia na całe ciało - trening bez sprzętu z Kaylą Itsines

Popularność

Sukces – czym on jest, a czym nie dla Kayli? „Przerażające jest to, że może się pojawić z dnia na dzień” – mówi, podając przykłady takich virali, jak Alex z sieci Target czy przystojnego więźnia Jeremy’ego Meeksa. „Jednak sława i sukces to dwie różne rzeczy. Sukces się utrzymuje i wymaga to ciężkiej pracy. Dosłownie krew, pot i łzy” – dodaje. Wydaje się rozdrażniona tym, że w social mediach trudniej odróżnić rzeczy wartościowe od reszty. „Chcę mieć pewność, że ludzie wiedzą, że ciężko pracujemy i nasi odbiorcy mogą traktować nas poważnie” – mówi. Nie ma wątpliwości, że etyka pracy i kontrola jakości są dziś bardziej istotnie niż kiedykolwiek – o ile można zbudować wizerunek, markę i całą resztę, to reputacja nie bierze się znikąd. „Możesz mieć mnóstwo followersów, ale czy możesz sprzedać produkt? – pyta. – Czy ludzie cię szanują? I czy masz właściwych followersów?”. To znaczy mniej gości z podejrzanymi profilami i zamiłowaniem do „belfies” w sportowej bieliźnie albo pęczniejących biustów w topach, a więcej świadomych zdrowia, aktywnych kobiet, które – jak z dumą odnotowuje Kayla – stanowią większość jej followersów. „Mam na ich punkcie obsesję” - ekscytuje się, łapiąc za telefon i pokazując niektóre wiadomości. Nic dziwnego: o ile zdjęcia „przed i po” na jej profilu promują efektywność jej programów, o tyle wyładowane emocjami konwersacje w wiadomościach prywatnych między nią i jej fankami potwierdzają autentyczność jej społeczności.

Zmiany, zmiany

W odróżnieniu od legionów jej wielbicielek (które same nazywają się „Armią Kayli”’) nasza dziewczyna z okładki nie przeszła radykalnej metamorfozy swojego ciała. Pociąg do sportu i zdrowego, domowego jedzenia miała od dzieciństwa. Grała w koszykówkę i netball (na pozycji skrzydłowego, środkowego i rzucającego obrońcy). Czy uważa, że te godziny spędzone na parkiecie i w szatni nauczyły ją czegoś, co wykorzystuje, będąc bizneswoman? „Tak, na przykład działania w zespole, pokazywania się, punktualności, dawania z siebie wszystkiego – uważa. – Uświadomienia sobie, że nie chodzi tylko o ciebie, ale o wspólną wygraną”. Według standardowego programu treningowego Kayla zaczyna dzień od codziennego spaceru ze swoimi psami rasy husky – Acem i Juniorem – i robi w tygodniu 3 własne treningi Stronger.

„To na przykład ściąganie wyciągu górnego z obciążeniem 44 kg w połączeniu z 15 pompkami, a po nich wykroki w marszu z 20-kg gryfem na plecach i wchodzenie na ławeczkę z obciążeniem własnego ciała lub wykroki z wyskokiem – wyjaśnia. – Zwykle są ciężary, wysoka intensywność, ciężary, wysoka intensywność: po prostu czuję, że to działa na moje ciało”. Cóż, zwykle, bo od jakiegoś czasu jest inaczej: Kayla jest w zaawansowanej ciąży, w której przez pierwsze 16 tygodni czuła się fatalnie i, jak przyznała, męczyła się, nawet rozwieszając pranie. „Nie chciałam rezygnować z treningów, ale zmodyfikowałam je. Ćwiczę z mniejszym obciążeniem i odpuściłam wszystkie ćwiczenia z podskokami i te na brzuch. Robię więcej mniej intensywnych treningów i np. dużo spaceruję”.

Kiedy pozowała do naszej sesji okładkowej, krągłości jeszcze nie było widać, ale na Instagramie na bieżąco można śledzić update sylwetki influencerki. Czy boi się, że ciąża zmieni jej ciało? „Jestem bardzo podekscytowana tą ciążową podróżą i przyjmuję wszystkie zmiany, które przyjdą w tym cennym okresie mojego życia. Podczas ciąży celem nie jest bycie fi t, utrata wagi czy tłuszczu, ale utrzymanie zdrowia i zabezpieczenie dziecka – właśnie na tym się teraz koncentruję”. Zawsze wiedziała, co jest dla niej najlepsze, nie za bardzo wychodzi jej nawet czerpanie inspiracji od innych trenerów, co otwarcie przyznaje. Chociaż oczywiście próbowała różnych rzeczy, np. pilatesu. „Po zajęciach zapytałam, co mogę robić lepiej, a instruktor odpowiedział: »Nic – rozwaliłaś system i nawet się nie spociłaś«, więc wiedziałam, że to nie dla mnie”. Joga? Wyzwanie, ale zdecydowanie za wolne dla tej fanatyczki wysokiej intensywności.

REKLAMA

REKLAMA

#bezfiltra

Nawet najbardziej zadbane ciało wciąż jest zawodnym ludzkim mechanizmem, który miewa awarie, jak ta, która dopadła Kaylę w 2016 roku. „Miałam zapalenie pęcherza, nie wiadomo skąd, i to było bolesne. Nie mogłam wyjść z domu – wspomina. – To był dla mnie ciągły stres”. Ale z typowym dla niej podejściem, że „się da”, zidentyfikowała problem i zaczęła wzmacniać problematyczny obszar specyficznymi ćwiczeniami, dodając w tygodniu 20 minut treningu na brzuch i core. „Przyjmujesz pozycję przysiadu albo siadasz na ławce ze stopami na szerokość barków i dłońmi opartymi na biodrach – wyjaśnia. – Następnie napinasz mięśnie dna miednicy, jakbyś chciała zatrzymać strumień moczu. Wstajesz, utrzymujesz napięcie przez 10 sekund, wracasz do przysiadu lub na ławkę i rozluźniasz mięśnie. Powtarzasz to 10-20 razy. To nudne, bo musisz cały czas o tym myśleć”. W tym czasie badania wykazały, że Kayla wciąż ma problem z endometriozą (podobnie jak mniej więcej jedna na 10 kobiet na świecie), mimo że 2 lata wcześniej miała operacyjnie usuwane ogniska choroby.

ZOBACZ TEŻ: Endometrioza: czym jest i jak się ją leczy?

„Nie jest to dla mnie dotkliwe. Nie byłam z tego powodu hospitalizowana. Od operacji w 2014 roku nie odczuwałam bólu miesiączkowego. A wcześniej? Było naprawdę źle” – przyznaje. I nie chodzi tylko o nieprzyjemne doznania. „Z różnych stron ciągle napływały informacje: »Możesz mieć problemy z płodnością… Możesz wylądować w szpitalu... Ból może promieniować do nóg... Możesz nie być w stanie normalnie funkcjonować«. A ja tylko myślałam: »Co? Co to jest?«”. Kayla otwarcie mówi o swoim zdrowiu. „Po 10 latach łykania tabletek odstawiłam je 3 lata temu i poczułam się znacznie lepiej – przyznaje. – Pomyślałam: »Poważnie, co ja robię każdego dnia?«”. Jej rozmyślania okazały się typowe dla współczesnych, świadomych swojego zdrowia kobiet: zaczęła rozmawiać o antykoncepcji i jej wpływie z innymi kobietami, w tym swoimi klientkami. „One też przyznawały, że odstawienie tabletek to najlepsze, co zrobiły – wspomina. Poszła w ich ślady, ale ma świadomość, że to nie jest rozwiązanie dla każdego. „Poczułam się jak kompletnie inna osoba. Bywałam rozdrażniona bez powodu – przyznaje. – Albo serce mi łomotało i zastanawiałam się, o co się tak wściekam. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy odstawiłam tabletki”.

REKLAMA

Rodzinne sprawy

Bycie partnerem biznesowym osoby, z którą dzieli się też dom, łóżko i przyszłość, mogłoby wielu przerażać, ale nie Kaylę. Przy kolacji nie ma kłótni o to, kto robi zakupy („Sprawia nam to przyjemność!”), są za to do omówienia ważne projekty: nieuchronnie zbliżającego się (w 2020 roku) ślubu i dziecka będącego już w drodze: córeczka państwa Pearsów ma się urodzić wiosną. O ślubie nie pozwala zapomnieć niedyskretny pierścionek od Harry’ego Winstona, który na chwilę zdjęła do naszej sesji, żeby nie odwracał swoim blaskiem uwagi od sportowej stylizacji. „Przyjaciółka przyszła do mnie po zaręczynach, bo płakałam, i powiedziała: »Harry Winston!«. Zapytałam: »Kto to? Czy on tu jest?«. Wyśmiała mnie: »Nie odzywaj się. Już lepiej siedź cicho«”.

Wielki dzień planowali zorganizować we Włoszech, ale potem Kayla zmieniła plany. „Zapytałam Tobiego: »Nie chcesz rozstawić ślubnego namiotu w naszym ogrodzie, żeby tam powiedzieć sobie tak«? Odpowiedział: »Brzmi nieźle«” – uśmiecha się. To miało być „wielkie greckie wesele” Kayli w ogrodzie, ale nie wiadomo, czy plany znów się nie zmienią po tym, jak Tobi zrealizował jej wizję, organizując przepiękne przyjęcie zaręczynowe, które było totalną niespodzianką dla jego narzeczonej. Jedno jest pewne: będzie bardzo rodzinnie. Każda rozmowa z Kaylą zbacza na temat rodziny. Zapytana o to, co pomaga jej ogarnąć się w gorsze dni, odpowiedziała: „Idę do domu dziadków. Bez telefonów, bez internetu. Oni nawet nie mówią po angielsku”. To by rzeczywiście się zgadzało z feedem na jej prywatnym profilu na Instagramie. Niezwykły, zwyczajny backstage życia królowej fitnessowej branży

Chcesz dołączyć do 30-milionowej armii dziewczyn ćwiczących z Kaylą? Zdobądź darmowy kod do aplikacji SWEAT

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij