REKLAMA

Katarzyna Nosowska "Powrót z Bambuko" [recenzja książki]

„Chyba jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak wolna. Wolność, jak się okazało, lubi wszystkiego mniej. Wolnośc jest eremitą, źle się czuje w tłumie. Wolność wbrew pozorom nie przepada za dyskusją, ceni milczenie, nie zależy jej na poklasku, o nic nie rywalizuje. Lubi ciszę, nie przypina sobie dzwonków do kapelusza, nie wali kijem w garnek, żeby było słychać, gdy nadchodzi.”

Katarzyna Nosowska fot. Shutterstock.com

Czytałyście poprzednią książkę Nosowskiej „A ja żem jej powiedziała”, która powstała jako efekt fenomenalnego sukcesu śmiesznych filmików autorki na Instagramie? Jeśli nie, to koniecznie trzeba to nadrobić, naprawdę warto. Ale Powrót z Bambuko to nie jest kontynuacja tamtej książki. To coś dużo poważniejszego i ważniejszego. I, choć, podobnie jak tamta, ta książka jest napisana z werwą, lekko i zabawnie, ale potrafi poruszyć do głębi swoją szczerością. 

Niedawno oglądałam wywiad z Nosowską na kanale youtubowym jakiejś dziennikarki. Pani prowadząca miała raczej temperament publicystyczny i koniecznie chciała wkręcić Kasię w rytualne narzekanie na społeczeństwo, na świat, że nie jest taki, jaki powinien być, że podcina nam skrzydła, itd. Ale Kasia się nie dała, bo jest dzisiaj w zupełnie innym miejscu i dzięki temu w tej rozmowie można było usłyszeć naprawdę szczere i autentyczne słowa. Cała jej nowa książka jest o tym, że jeśli nam jest w życiu źle, niewygodnie, cierpimy, dostajemy niezasłużone baty od losu, to musimy coś zmienić, a jedyne na co naprawdę mamy wpływ, to my sami. Musimy zacząć grzebać w sobie, doszukać się prawdy, zrozumieć, dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni, zaufać sobie, zaopiekować się sobą, wziąć odpowiedzialność za siebie i za to, co nas spotyka, i dorosnąć. Nie zmienimy nic poprzez narzekanie, bo w ten sposób dalej tkwimy w pozycji dziecka, które tupie nogą i obraża się na świat. A świat ma to gdzieś. 

Szukasz kogoś, kto Ci powie, jak żyć? 

Kasia Ci tego nie powie, bo Kasia nie zamierza zostać coachem. I to też trzeba docenić w czasach, kiedy co druga znana osoba uważa, że ma prawo (a może nawet i obowiązek) udzielać wszystkim porad, jak żyć, nawet jeśli sama wiedzie życie dalekie od ideału. Ale w sumie nic dziwnego, skoro istnieje takie zapotrzebowanie na coachów. Ludzie są tacy zagubieni, że szukają trochę na oślep kogoś, kto im podpowie, jak odnaleźć sens w tym wszystkim. Nosowska, jeśli już coś radzi, to jej rady są bardzo proste: nie znajdziesz ukojenia dla własnego niepokoju i tęsknoty duszy na zewnątrz siebie. Po prostu zatrzymaj się, poszukaj prawdy o sobie i zacznij żyć zgodnie z tym, co odkrywasz. I to okazuje się najtrudniejsze. Bo w dzisiejszych czasach, pewnie bardziej niż kiedykolwiek, większość z nas przybiera jakieś maski, pokazuje światu kłamstwa na własny temat. Już nie chcę powtarzać banałów, że to wina mediów społecznościowych itp., nieważne czyja to wina i nie chodzi o to, żeby kogokolwiek, czy cokolwiek obwiniać. Chodzi o to, żeby się od tego kłamstwa uwolnić, bo prawdziwą wolnością jest pokazanie prawdy o sobie. Jak pisze Nosowska: „Nie mogę oprzeć  się wrażeniu, że wzrost liczby samobójstw, tłok w gabinetach psychiatrycznych, na kozetkach u psychologow, uzależnienia, rozwody – to wszystko są skutki choroby popromiennej, na którą cierpimy po eksplozji bomby atomowej zakłamania. Co złego jest w naturalności? Czemu tak bardzo odstręcza nas słabość, pomyłka, plama, zagniecenie, zmarszczka, prawda? Czemu od faktów wolimy komentarze? O kim możemy powiedzieć: Naprawdę go znałem? Kto może tak powiedzieć o nas? Komu złożysz kwiaty na grobie, kto w nim spocznie? Człowiek? Twoje o nim wyobrażenie? Awatar, którego posłał w świat? Nad kim zapłaczesz? 

Życzę nam zbiorowego oprzytomnienia. Zaufania, które pozwoli bez lęku podwinąc rękawy i obnażyć delikatną skórę przed żywym człowiekiem, a on uczyni to samo przed nami i żadnemu z nas w wyniku tego aktu nie stanie się krzywda.”

Wszyscy jesteśmy częścią tej samej układanki

W czasach, kiedy wszyscy jesteśmy tak bardzo podzieleni, kiedy okopujemy się we własnej bańce i z najwyższym trudem znosimy ludzi, którzy myślą inaczej, Kasia pokazuje, o co między innymi chodzi w tym całym samorozwoju. Właśnie o spokojną akceptację. Dla własnej inności i inności innych ludzi. O to, żeby spojrzeć na innych z czymś w rodzaju czułości, zobaczyć w nich poranione dzieci, które szukają miłości i akceptacji, czyli mniej więcej tego samego, co my. Bo tak naprawdę jesteśmy do siebie bardzo podobni. Pisze: „Może zagubienie i samotność, jakie odczuwamy, są zagubieniem i samotnością kawalka, którego przeznaczeniem jest złączenie się z innymi kawalkami w całość?” I jeszcze: „Ludzie marzą, by na świecie zapanowała zgoda rozumiana jako triumf jednynej wspólnej prawdy. O święta naiwności! Jeżeli wszystko jest kwestia percepcji, to wyczekiwanie w historii tej planety momentu, gdy ludzkość spojrzy jednym okiem na nieskończonośc zdarzeń, jest absurdem. A może wystarczy, że zgodzimy się co do jednego – że nie ma nic złego, zagrażającego nam w akceptacji tego, że ludzie myślą inaczej? Ba, mają do tego prawo, wszyscy mamy.”

ZOBACZ TEŻ: Demi Moore "Intymnie - moje wspomnienia" [recenzja książki]

 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA