Jillian Michaels: waga nie świadczy o wartości człowieka

Ostatnim razem, gdy Jillian spotkała się z WH, ostrzegała przed bagatelizowaniem zagrożeń zdrowotnych związanych z otyłością. W ciągu kilku tygodni wybuchła globalna pandemia, która w nieproporcjonalnie dużym stopniu dotknęła osoby z nadwagą. Teraz Jillian opowiada nam o życiu po COVID-19, o konsekwencjach poprawności politycznej i o tym, że waga nie świadczy o wartości człowieka.

Jillian Michaels  FOT. DON FLOOD

Jillian Michaels pojawiła się na naszej okładce w styczniu 2021 r. Pozowała na schodach swojego domu na plaży w Malibu, w strojach, które odsłaniały spore fragmenty jej pięknie wyrzeźbionego ciała. Oprócz tego podzieliła się swoimi poglądami na temat zdrowia i sprawności fizycznej. Każdy, kto zna Jillian, wie, że nie ukrywa swoich przekonań, nawet jeśli to, co ma do powiedzenia, może nie spodobać się opinii publicznej. Ten dzień w Malibu nie był wyjątkiem. Niepokoił ją sposób, w jaki obecnie mówi się o wadze, rozmiarze i inkluzywności. „Myślę, że nasze starania, aby być poprawnym politycznie, zaszły za daleko. Narażamy ludzi na niebezpieczeństwo. Nie chcemy nikogo wykluczać i szanować to, że ludzie mają różne kształty i rozmiary, ale otyłość nie jest czymś, co powinno być gloryfikowane”.

Jillian Michaels – dzieci, partnerka, przeprowadzka

Kiedy ponownie spotykamy się z Jillian, wiele się u niej zmieniło. Jest poniedziałkowe popołudnie, a 48-letnia mama dwójki dzieci jest w kuchni swojego domu na plaży w Malibu. Wita nas z entuzjazmem, jak dawno niewidzianych przyjaciół, i przeprasza, że zanim przejdziemy dalej, musi sobie zrobić kawę (codziennie o tej samej porze wypija drugą filiżankę). To był pracowity dzień pakowania, ponieważ mieszkająca od zawsze w Kalifornii Jillian przygotowuje się do przeprowadzki do odległego o prawie 4500 kilometrów Miami wraz z córką Lukensią (Lou), lat 10, i synem Phoenixem, lat 8, które dzieli z byłą partnerką Heidi Rhoades.

Jillian cieszy się na przeprowadzkę z kilku powodów: cieplejsza woda, która opływa plażę w Miami, oraz fakt, że Lou (adoptowana z Haiti w wieku dwóch lat) i Phoenix (poczęty dzięki dawcy nasienia z Ameryki Płd.) będą mieli możliwość życia w miejscu, w którym poznają więcej międzynarodowych kultur – także tych, z których się wywodzą. Dołączy do nich partnerka Jillian, Deshanna Marie Minuto, z którą zaczęła się spotykać po tym, jak w 2018 r. zakończył się jej dziewięcioletni związek z Heidi. W późniejszym okresie dołączy do nich także Heidi. Ale jest też inna motywacja do opuszczenia Kalifornii. „Odkryłam, że to miejsce, które kiedyś postrzegałam jako tak tolerancyjne, wcale takie nie jest – wzdycha, powołując się na „cancel culture”, która według niej panuje w jej rodzinnym stanie. – Szukam miejsca, które jest nieco bardziej tolerancyjne dla odmiennych opinii”.

Jillian Michaels o zagrożeniach związanych z otyłością

Jillian nadaje ton rozmowie, mając świadomość, że chętnie wysłucham jej aktualnej opinii na temat otyłości – jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów zdrowotnych w ostatnim czasie. A konkretnie, jak rozumiemy ten problem w świecie postcovidowym. Nie trzeba było długo czekać, aby ten temat się pojawił. „Pamiętam, jak wszyscy pisali i mówili: »Możesz być zdrowa w każdym rozmiarze«. A potem pojawił się COVID i okazało się, że chyba jednak nie”.

COVID przypomniał nam, że osoby z nadwagą i otyłością są bardziej narażone na rozmaite schorzenia

Wszystkie badania wskazywały na silny związek między otyłością a podwyższonym ryzykiem śmierci z powodu COVID-19. Te statystyki pokrywają się z obrazem sytuacji na świecie. Ostatnie badanie, przeprowadzone przez Światową Federację Otyłości (World Obesity Federation, WOF), wykazały, że 90% zgonów z powodu COVID-19 miało miejsce w krajach, gdzie jest wysoki współczynnik otyłości. Pytamy Jillian, czy jej zdaniem pandemia była sygnałem alarmowym, przypominającym o konieczności zwalczania otyłości. Nie jest przekonana. „Myślę, że zmiany zachodzą w sposób indywidualny – zaczyna. – COVID jest jak ostrzeżenie na pudełku papierosów. Istnieje wiele powodów, dla których ludzie się zmieniają, i jeśli Bóg pozwoli, będzie to jeden z nich”. Jillian ma tylko nadzieję, że COVID pomoże światu poważnie potraktować otyłość, jako ewidentne zagrożenie zdrowotne.

Bez oceny

Jeśli nie zgadzasz się z tym, że trzeba więcej i głośniej przypominać o zagrożeniach związanych z otyłością, nie jesteś sama. Podejście Jillian jest często ostro krytykowane, zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy to kultura związana ze zdrowiem i dobrym samopoczuciem bardzo się zmieniła. Od koncentrowania się na metryce i opanowaniu własnego ciała przeszła do koncentrowania się na emocjach i dobrym samopoczuciu, odrzucając tradycyjne zasady na rzecz samodzielnego definiowania dobrego zdrowia (oraz tego, jak je osiągnąć). Ale Jillian – która obszernie opowiedziała o swoich zmaganiach z wagą i zaburzeniami jedzenia w wieku nastoletnim – sprzeciwia się poglądowi, że mówienie o medycznych zagrożeniach związanych z otyłością może kogoś urazić. Jest osobą, która miała nadwagę, która poświęciła swoje życie pomaganiu ludziom w odzyskaniu zdrowia. „Oczywiście chcę, aby ludzie żyli jak najdłużej, jak najzdrowiej i jak najszczęśliwiej – wyjaśnia. – Zdrowie jest naszym największym bogactwem, jest platformą, na której dopiero można budować nasze życie... Ale to przecież wcale nie oznacza, że ktoś, kto ma nadwagę, nie może być piękny, mądry, zabawny”. Wiele osób aktywnie działających na rzecz samoakceptacji mówi o tym, że nie można utożsamiać wartości człowieka z jego wagą. To właśnie one najczęściej krytykują stanowisko Jillian. Ale bądźmy precyzyjni. „Słuchajcie, tu nie ma żadnej oceny, tylko fakty. A fakty są takie, że otyłość jest zagrożeniem dla zdrowia tak samo, jak palenie papierosów. Jeśli zdecydujesz, że chcesz to zmienić, mamy na to sposoby – mówi. – Nie chodzi o to, że waga czyni cię mniej wartościową osobą, nic z tych rzeczy! Myślę, że z powodu tak wielu osądów, marginalizacji i uprzedzeń wobec osób z nadwagą mamy teraz do czynienia z odwrotem od odchudzania, ale te dwie rzeczy to zupełnie inne problemy”.

SPRAWDŹ: Zaakceptowanie siebie to moje największe osiągnięcie [rozmowa z Kasią Wolską]

Jillian Michaels – fitness bez ograniczeń

Niezależnie od tego, czy zgadzasz się z jej podejściem, czy nie, nie da się zaprzeczyć, że w branży tak kapryśnej, jak fitness, Jillian ma ogromną siłę przebicia. Życiowa misja, która zaprowadziła ją od programu „The Biggest Loser” do napisania ośmiu bestsellerowych książek o zdrowiu i założenia platformy zdrowotnej The Fitness App, nie jest niczym innym, jak tylko konsekwentnym działaniem. I choć rynek osób zajmujących się fitnessem jest prawdopodobnie bardziej zatłoczony niż kiedykolwiek, oryginalna influencerka fitness wciąż inspiruje 100-milionową społeczność, do której dociera za pośrednictwem swoich podcastów, aplikacji, transmisji na żywo i mediów społecznościowych. Chociaż jej społeczność obejmuje wszystkie grupy wiekowe i płciowe, jestem ciekawa, czy budowanie i utrzymywanie formy jest dla Jillian trudniejsze teraz, gdy zbliża się do szóstej dekady życia. „Nie mam żadnych problemów – mówi z dumą. – Mogę robić wszystko, a nawet jeszcze więcej niż w wieku dwudziestu czy trzydziestu lat. Wszyscy się starzejemy, to jest nieuniknione. Ale można całkowicie spowolnić tempo, w jakim nasze ciało się zmienia.

Wbrew temu, co ludzie myślą, bycie zdrowym jest bardzo proste: wystarczy przestrzegać zasad.

Jest to w zasięgu naszych możliwości”. Koncepcja treningu dostosowanego do wieku wyraźnie ją denerwuje. „Ludzie przychodzą do mnie i mówią: »Potrzebuję treningu dla 60-latka«, a ja odpowiadam: »O czym ty mówisz? Nie ma żadnego treningu dla 60-latków. Są treningi dla początkujących i dla zaawansowanych... Wszystko, co musisz wziąć pod uwagę, to jaki jest Twój poziom sprawności fizycznej, jaki jest Twój cel sprawnościowy i czy masz jakieś schorzenia lub urazy«”. Fałszywe przekonania na temat ograniczeń wydają się Jillian denerwować. „Weźmy na przykład rozpowszechniony pogląd, że ciąża to nie czas na treningi, bo nie musisz sobie wtedy niczego udowadniać. Ale przecież, jeśli tylko czujesz się na siłach, fitness w ciąży służy i matce, i dziecku”. Dostrzegając lukę na rynku treningów prenatalnych, Jillian postanowiła stworzyć program ćwiczeń, aby wspierać przyszłe mamy od pierwszego trymestru aż do porodu.

Jillian Michaels – reżim treningowy i dieta

Jeśli chodzi o sam reżim Jillian, to obecnie trenuje w swoim salonie cztery razy w tygodniu po 30 minut. „Trenuję w obwodach metabolicznych (łącząc trening interwałowy i oporowy) na przemian górne i dolne partie ciała. Wykonuję wiele ćwiczeń z ciężarami tak często, jak to możliwe, a dodatkowo HIIT – wyjaśnia. – Jeden obwód może składać się z pompek, wykroków z obciążeniem i krokodylków; drugi może składać się zeskoków ze stolika do kawy (nie próbujcie tego w domu) na skrzynię i z powrotem na stolik oraz z wypychania bioder z pozycji leżącej na jednej nodze. Zasadniczo wykorzystuję elementy wszystkich treningów, które tworzyłam przez dziesięciolecia, ale dodałam też skakankę i jazdę na rowerze szosowym, ponieważ sprawia mi to przyjemność” – mówi.

Jillian Michaels FOT. DON FLOOD

A w dni, gdy motywacja siada? „Gdy nie mam nastroju, robię 100 skipów, a potem 30-sekundowe deski, czasem w seriach po 200”. Czy przyzwyczaiła się do fitnessu w salonie przez czas trwania pandemii? „Ćwiczenia w domu stały się tak wygodne, że powrót do życia, jakie znaliśmy, był dziwnym uczuciem. Ale okres zamknięcia zmienił nasze nawyki. Teraz to jest jak mieszkanie w mieście z bardzo kosmopolitycznymi restauracjami, tylko w wersji fitness. Będziemy ćwiczyć w domu, na świeżym powietrzu, w grupie; będziemy próbować wszystkiego”. Jillian w kuchni rezygnuje z żywności nafaszerowanej konserwantami i niewymawialnymi składnikami na rzecz „dobrych węglowodanów”, czyli węglowodanów złożonych (słodkie ziemniaki, quinoa i chleb pełnoziarnisty). Typowe dzienne menu to organiczny jogurt grecki z wiśniami i pistacjami na śniadanie, sałatka grecka z chlebem pita i hummusem na lunch, jajko na twardo i jabłko na przekąskę oraz sushi z sałatką z wodorostów na kolację. „Moja filozofia to nie przejadać się i kierować się zdrowym rozsądkiem przy wyborze jedzenia” – mówi. I dodaje: „Nie jedz gówna, które nie jest jedzeniem”. To jedna z interesujących cech Jillian: czasem jej zdania brzmią jak gotowe hasła motywacyjne na Instagram, ale z drugiej strony ona wie z własnego doświadczenia, że rzeczywistość jest bardziej złożona. Zwłaszcza dla osób, które mają lub miały zaburzenia odżywiania. Później musimy zachowywać się jak niepijący alkoholik. „Problemy będą zawsze, trzeba się tylko nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Nie piję, nie palę, nie umawiam się z palantkami; od zawsze, od dziecka, moim żywiołem było jedzenie i nauczyłam się nim zarządzać – mówi. – Bycie zdrowym jest proste. Zauważyliście, że nie użyłam słowa »łatwe«? To prosta nauka, ale trudna do wykonania dla tych, którzy się z nią zmagają”. Jeśli przesłanie Jillian „Jestem z Tobą w okopach” może w pewien sposób tłumaczyć jej trwały sukces, to podobnie jest z jej całkowitym przekonaniem, że przy odrobinie wskazówek i ciężkiej pracy jesteś w stanie zrobić wszystko.

Życie według Jillian Michaels 

Dzieci

Kiedy są małe, nigdy nie możesz odpocząć, ponieważ ciągle się martwisz, ale 10 i 8 lat to świetny wiek. Są tak niesłychanie zabawne, że przykuwają całą moją uwagę, dlatego nie daję się zbytnio wkręcać w jakieś bzdury.

Paliwo

Kocham kawę do tego stopnia, że zainwestowałam w firmę produkującą organiczne napoje cold brew. Codziennie aplikuję sobie dwa razy po 200 mg kofeiny. Pierwszą kawę piję o 7 rano, dodając do niej łyżkę śmietanki. Drugą kawę o 14. To wzmacniacz wydajności, dlatego trening planuję na mniej więcej 45 minut później.

Słońce

Uwielbiam je, ale dosłownie chowam się przed słońcem dla ochrony skóry. Dlatego też suplementuję witaminę D.

Trening

Mam własną linię sprzętu treningowego. Jedyny wyjątek, jakiego używam spoza mojej linii, to skakanka Crossrope.

Nauka

Uwielbiam słuchać matematyka zajmującego się teorią strun (idea, że podstawowe cząstki materii nie są punktowe, lecz mają ciągłą naturę), Briana Greene’a, w podcastach, ponieważ wyjaśnia pojęcia w sposób, który można zrozumieć. Czasami słuchasz czegoś 15 razy i myślisz: „Co, do diabła?”.

Plan

Stworzyłam coś, co nazywam „zasadą 12 godzin”. Jeśli masz 168 godzin w tygodniu, śpisz 8 godzin w nocy, pozostaje Ci 112 godzin na jawie. Jeśli spędzasz 50 h tygodniowo, pracując, i drugie tyle, zajmując się obowiązkami domowymi, pozostaje Ci 12 godzin. Planuję te 12 godzin starannie (sesje fitness, nadrabianie zaległości, strzyżenie włosów) i tak znajduję równowagę.

ZOBACZ TEŻ: Natalie Portman - jestem mamą. Teraz to moja najważniejsza praca

REKLAMA