[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Jestem konsekwentna, ale potrafię też odpuszczać [rozmowa z Pauliną Sykut-Jeżyną]

Czasem na Instagramie czyta protesty młodych matek, krzyczących: „Chcę czasu dla siebie!”. Nie identyfikuje się z nimi. Zamiast protestować woli taki czas po prostu znaleźć. I znajduje. Na rodzinę, pracę, bieganie czy zwykłe zakupy. „To wykonalne, jeśli będziesz wierna sobie i temu, co chcesz osiągnąć w życiu” – mówi WH Paulina Sykut-Jeżyna.

paulina sykut-jeżyna women's health "Mam swoje lęki, ale też pewność, że niczego mi nie brakuje".

Wyznaczam sobie priorytety

W czasie spotkania z WH jej piętnastomiesięczna córeczka Róża wierci się na kolanach mamy, czasem śmieje się głośno lub popłakuje. „Przepraszam, ale właśnie zaczęła mnie całować po plecach” – śmieje się Paulina. Macierzyństwo jest dla niej bezwzględnie na pierwszym miejscu, ale nie zrezygnowała z pracy ani swoich pasji. „Zawsze wiedziałam, co chcę robić, jaką ścieżką podążać. Nikt mi nie zaplanował życia, nigdy nie spełniałam niczyich marzeń – realizuję swoje”. Przyznaje, że czasem jest to szalone i nieco pogmatwane, jak choćby teraz, gdy udzielając wywiadu, musi jednocześnie nosić dziecko na rękach. „Ale jeśli już się na coś zdecydujesz, to trzeba to robić konsekwentnie. Zawsze to wiedziałam”.

W 2006 roku wystąpiła w „Idolu”. „To było wówczas jedyne miejsce, w którym mogłam się pokazać, w jakiś sposób zrealizować swoje marzenie o karierze wokalistki” – wspomina. Dla dziewczyny z małego miasta, która miała aspiracje związane z estradą, to była trudna decyzja, wymagająca niesamowitej odwagi. Na przesłuchania do Warszawy jechała – jak mówi - z drżącym sercem. Ale nie z kompleksami, mimo że spotkała na miejscu ludzi, którzy już wtedy śpiewali w Teatrze Roma, znali się, funkcjonowali w środowisku artystów. „Nigdy nie byłam dziewczyną taką hop do przodu. Ale z drugiej strony wiedziałam, że chcę spróbować, że bardzo mi na tym zależy, zatem to moja wielka szansa”. „Idola” nie wygrała, ale szansę wykorzystała. I choć – jak mówi – była wówczas pełna lęków, to wiedziała, że w porównaniu do innych niczego jej nie brakuje. Pewność tę – jak wspomina – zawdzięcza mamie, która dzieci wychowała sama, po tym, gdy ich tata wcześnie zmarł. I choć – jak szczerze opowiada – do dziś czuje brak ojca, to jednocześnie nie czuje się „wybrakowana”.

„Mama o to zadbała – mówi dumnie. – Wychowywała w poczuciu, że jesteśmy wyjątkowi i jeśli sami nie będziemy o tym przekonani, to inni w tę wyjątkowość również nie uwierzą”. Mama prowadzała dzieci na kółka zainteresowań, wyłapując ich talenty i predyspozycje. Przekonywała, że w życiu trzeba iść swoją ścieżką, nie działać pod naciskiem, że coś trzeba lub wypada. Bo tylko w ten sposób, mimo zakrętów po drodze, robimy swoje. Ostatnio Paulina zrobiła to, co kocha najbardziej – wróciła do śpiewania. Wraz z innymi matkami nagrała płytę dla rodziców i dzieci – „Mamusianki”.

Jestem konsekwentna

W 2012 roku za cel wybrała triathlon. Startowała obok Magdaleny Boczarskiej, Marcina Dorocińskiego, Piotra Adamczyka czy Macieja Dowbora. Portale napisały wtedy: „Dowbor padł, Adamczyk zasłabł, a Sykut... się popłakała”. Ze zmęczenia i wzruszenia, bo triathlon ukończyła. „Zostałam ambasadorką tej imprezy, bo po prostu chciałam to zrobić”. Gdy miała program poranny w telewizji, musiała wstawać o 4.30, a potem w ciągu dnia mieć czas i siłę nawet na dwa treningi: basen, rower lub jogging. Tak ekstremalny wysiłek wymagał również pilnowania snu, diety, słowem reżimu i dyscypliny. Wyzwanie dla perfekcjonistów? „Nie znoszę tego słowa, tak jak nie znoszę perfekcjonizmu. Jeśli podejmuję jakiekolwiek wyzwanie, to nie dlatego, że dążę do jakiegoś ideału, najlepszej wersji mnie samej lub że komuś czy też sobie chcę coś udowodnić. To raczej kwestia konsekwencji i tego, że do czegoś się zobowiązałam, dałam słowo, a lubię wywiązywać się z obietnic”.

Ostatnio postanowiła przebiec sierpniowy maraton w Warszawie. Przyznaje, że po urodzeniu dziecka musiała odpuścić sport, choć będąc jeszcze w ciąży, pływała regularnie, ale z rozwagą. Pół roku po urodzeniu córki wróciła do joggingu. „Kupiłam specjalny wózek do biegania z Różą. Robimy razem kilometry po lesie, który mamy nieopodal domu”. Podkreśla wielokrotnie, że dziecko w żaden sposób nie przeszkadza w realizowaniu pasji, zwłaszcza gdy jest to pasja sportowa. Gdy chce poćwiczyć w domu, bierze córkę na ręce i robi z nią przysiady. „To naturalne, dodatkowe obciążenie sprawia, że jeszcze lepiej pracuję nad mięśniami” – śmieje się. Czasem jednak idzie pobiegać sama. Nie dlatego, by oderwać się od obowiązków domowych, ale po to, by usłyszeć ciszę. „Nigdy w czasie biegu nie zakładam słuchawek. Muzyka by mi przeszkadzała. Gdy już jestem sama, lubię pomyśleć, odreagować. To są chwile oczyszczania głowy, które przywracają psychiczną równowagę”.

Czasem odpuszczam

To było jakieś 10 lat temu, gdy po raz pierwszy pomyślała, że sylwetce należy pomóc. „Nie przytyłam jakoś drastycznie, ale »boczki«, które pojawiły się po raz pierwszy w talii, zaczęły irytować” – wspomina. Na siłownię zaciągnął ją wówczas jeszcze narzeczony. „Inspirował i motywował, bo sam nie potrafi żyć bez ruchu. A razem łatwiej jest ćwiczyć”. Tak zaczęła się jej przygoda ze sportem. O „boczkach” zapomniała szybko, ale sportu z głowy wyrzucić już nie potrafiła. „Kocham bieganie – podkreśla Paulina. – Pozwala wziąć kilka świeżych oddechów, daje »power« do działania, poprawia nastrój, a sylwetkę rzeźbi tak, że wszystko, co na siebie włożysz, wygląda świetnie” – zachwala dziennikarka.

Dziewczyny na portalach społecznościowych zachwalają z kolei jej styl i wyczucie w kwestii mody. „Lubię podglądać światowych projektantów, ale nie muszę nosić ich ciuchów. Wystarczy, że mnie inspirują – mówi WH. – Nie korzystam z rad, bo rzeczywiście mam tę łatwość w podejmowaniu decyzji: wpadam do sklepu, rzucam okiem i już wiem, co mnie interesuje”. Nigdy nie poszukiwała swojego stylu, zawsze chodziła w tym, w czym po prostu dobrze się czuła. Tak jak nigdy nie walczyła specjalnie o sylwetkę, nie potrzebuje babskich spotkań i tzw. czasu dla siebie, choć przecież odnajduje go w bieganiu, pracy, a czas spędzany z rodziną jest dla niej najważniejszy. Znajomi i mąż mówią, że jest asertywna, że wie, czego chce dla siebie, i potrafi czasem odmówić. „Być może nie umiem tego ocenić, choć rzeczywiście, gdy postawię sobie jakiś cel, staram się go zrealizować. To nie jest jednak jakiś dziki pęd – czasem potrafię również odpuścić. Nie czuję wtedy żalu, bo wiem, że chcę dla siebie dobrze”.

ZOBACZ TEŻ: "Joga jest lepsza niż botoks" - rozmowa z Kasią Warnke

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij