[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Jennifer Lopez - Nie potrzebuję niczyjej aprobaty, żeby być szczęśliwa [WYWIAD]

Ma wszystko: rodzinę, pieniądze, dojrzałą pewność siebie i ciało 20-latki (zresztą jak 20-latka świętowała swoje 50. urodziny). Zaręczyła się z byłą gwiazdą baseballu, na Instagramie dzieli się wspólnymi sesjami treningowymi, a w najnowszym filmie „Ślicznotki” możemy podziwiać jej sprawność na rurze.

„Jenny z sąsiedztwa” skończyła 50 lat, a wygląda i czuje się lepiej niż kiedykolwiek. Jest bizneswoman i mamą bliźniąt, tańczy, śpiewa, ma własną markę ubrań i perfum, gra w filmach i produkuje je. Za nic ma komentarze, że jeśli ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego – niezmiennie od ćwierć wieku osiąga kolejne sukcesy w show-biznesie. OK, ma na koncie więcej nominacji do Złotych Malin niż Złotych Globów, ale wciąż na jej filmy świat czeka z podnieceniem (określenie nieprzypadkowe, bo w najnowszej produkcji wciela się w rolę striptizerki). Ale naszych serc nie podbiła jakąś rolą filmową czy płytą, a tym, że dzięki niej określenie „duży tyłek” nabrało pozytywnego znaczenia, a kobiety ruszyły na siłownie po kształtne pośladki, a nie rozmiar S.

To ona pokazała, że krągła pupa nie ma nic wspólnego z nadwagą czy sztucznymi implantami. Regularne treningi sprawiają, że Jennifer wciąż jest królową legginsów, a w odsłaniającej wszystko replice sukienki wygląda lepiej niż 19 lat temu. Zazdrość nas zżera, a nie nienawidzimy jej tylko dlatego, że zdradza nam, jak to robi.

WH: Dużo się ostatnio mówi o tym, jak pięknie wyglądasz i jak sprawna jesteś.

J.L.: Dziękuję. Ciężkie treningi weszły mi w nawyk przez ostatnie lata, kiedy przygotowuję się do serii show w Vegas, podczas których trzeba dawać z siebie wszystko.

WH: Ostatnio sporo mówiłaś, że czujesz się silniejsza i na nowo odkryłaś, dokąd dążysz w życiu. Czego się o sobie dowiedziałaś?

J.L.: Mój Boże, tak wielu rzeczy! Wciąż się siebie uczę i staram się rozwijać. Jednak myślę, że najważniejsze, czego się nauczyłam, to przede wszystkim kochać siebie.

WH: Co jest w Tobie innego dziś, czego nie było lata wcześniej?

J.L.: Czuję się pewniej i nauczyłam się czuć ze sobą dobrze. To był dla mnie duży krok. Nie potrzebuję niczyjej aprobaty, żeby być szczęśliwa. Nigdy też nie czułam się lepiej ze swoim ciałem czy wyglądem niż teraz, po czterdziestce. Nie tęsknię za przeszłością ani nie chciałabym znów mieć 20 lat. Może to jest sekret poczucia wolności i szczęścia, gdy się starzejemy.

REKLAMA

REKLAMA

WH: Dlaczego brakowało Ci pewności siebie?

J.L.: Zajęło mi sporo czasu, zanim osiągnęłam takie zaufanie i pewność siebie, które wynikają z prawdziwej wiary w siebie. Po rozwodzie ją kwestionowałam, głęboko się nad sobą zastanawiałam i teraz jestem duuużo silniejsza. Musiałam przejść cały proces, ucząc się, że musisz najpierw kochać siebie, zanim naprawdę poczujesz się wolna i otwarta na relacje z otoczeniem. Jestem teraz szczęśliwsza i czuję się o wiele lepiej z wieloma rzeczami, z którymi wcześniej nie mogłam sobie poradzić.

WH: Myślisz, że inne kobiety powinny brać z Ciebie przykład?

J.L.: Myślę, że kobiety powinny być dumne ze swoich ciał i nie powinno być jednej koncepcji tego, co jest piękne i czy wygląda idealnie. Musiałam zmierzyć się z wieloma negatywnymi opiniami, gdy zaczęłam pracę w Hollywood. Wciąż mi powtarzano, żebym schudła, a ja odpowiadałam: „Spójrz, ja się czuję dobrze ze swoimi kształtami i z tym, jak wyglądam”. Jednak to ma na Ciebie wpływ, gdy wiesz, że jesteś postrzegana w pewien sposób i po urodzeniu bliźniąt okrągły rok zajęło mi pozbycie się dodatkowych kilogramów.

WH: Uważasz, że kobiety są poddawane dużej presji, jeśli chodzi o wygląd?

J.L.: Ciągle się czymś zadręczamy. Jeśli nie swoim ciałem, to tym, czy spędzamy dość czasu z dziećmi, czy dobrze je wychowujemy, sprawiamy, że są szczęśliwe. Wszystko to nam ciąży. Ja zawsze patrzę na swoją mamę i babcię jako przykład silnych kobiet, którymi się inspiruję.

WH: Film „Ślicznotki”, w którym grasz striptizerkę, to też historia o sile kobiet. Też tak go odbierasz?

J.L.: W tym filmie oglądamy ten świat z kobiecego punktu widzenia. Widzimy, jak to jest, co robią, co sprawia, że czują się silne albo w pewien sposób zdesperowane - to ogrom złożonych emocji, ta historia ma wiele warstw. W tym filmie nie ma osądzania. Dostaję wiele scenariuszy, gdzie trzeba wybierać między jedną ze stron, a czytając ten, czułam, że to dobra, nieuproszczona rola dla mnie. Szczerze mówiąc, trochę się tego bałam. Do tej pory nigdy nie musiałam się tak eksponować emocjonalnie. Poza tym zwykle gram w komediach romantycznych pozytywne postacie, a w tym filmie granica między dobrym i złym trochę się zaciera.

ZOBACZ TEŻ: HBO zapowiedziało prequel Gry o tron

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij