Jak wygląda życie na łodzi?

Niektórzy marzą, by pewnego dnia rzucić wszystko i zamieszkać w Bieszczadach. Ania i Bartek Dawidowscy marzyli, aby zamieszkać na łodzi i... zrobili to. Od sześciu lat domem dla ich czteroosobowej rodziny jest 15-metrowy trimaran.

Mieszkać na łodzi fot. Archiwum SailOceans

Dzień na „Polly" (tak nazywa się pływający dom Ani i Bartka Dawidowskich) podobnie jak u większości zaczyna się od dźwięku budzika w sypialni/ Z tym że za oknami, a raczej za bulajami, u Ani i Bartka widać zazwyczaj piękne, lazurowe morze i bezkresne niebo (aktualnie zacumowali w Gdańsku, bo łódź wymaga drobnego remontu, ale ostatnie lata spędzili na Morzu Karaibskim, zwiedzając tamtejsze wyspy).

REKLAMA

Czas na pobudkę dzieciaków: 6-letni Julian i 8-letni Kuba po wspólnym śniadaniu zasiadają z Anią do lekcji. Wszyscy domownicy mają swoje obowiązki: sprzątanie, lekcje, praca, gotowanie. Więcej tych typowo żeglarskich powinności dochodzi, gdy płyną, ale to zdarza się rzadko – przez 90% czasu stoją przy brzegu. W wolnym czasie, gdy tylko mają ochotę, wskakują do wody, pływają pontonem, czytają, ćwiczą jogę. Na pokładzie mają też sporo instrumentów, m.in. hang druma (czyli najmłodszy instrument świata, przypominający z wyglądu replikę statku kosmicznego, ale dźwiękiem zbliżony do tybetańskich gongów), gitarę czy ukulele. Często też schodzą na ląd: na zakupy, na spacer, na spotkanie ze znajomymi... Nie ma z tym żadnego problemu, bo zazwyczaj od brzegu dzieli ich o około 100 metrów. W swoim domu pod żaglami żyją tak jak zawsze chcieli: blisko siebie, a jednocześnie z dala od wszelkich schematów.

Szalony plan

Bartek jest z zawodu pilotem samolotów pasażerskich, ale od zawsze marzył o życiu na łodzi, a swoim marzeniem zaraził Anię, która wcześniej pracowała w branży finansowej. Do biura zakładała garsonkę, miała ciemne włosy, okulary i nawet nie przyszło jej do głowy, że za kilka lat wszystko zmieni się o 180 stopni, nawet jej wygląd. „Realizowałam schemat i marzyłam o karierze bizneswoman, ale po siedmiu latach pracy w korporacji nie czułam, by sprawiało mi to satysfakcję – opowiada Ania. – Gdy poznałam Bartka i zaszłam w ciążę, zmieniły się moje priorytety.″ Wtedy postanowili, że to najlepszy moment by marzenia wprowadzić w życie.

Decyzja, by rzucić wszystko i zamieszkać na łodzi, była szaleńcza, ale w żadnym wypadku nie spontaniczna. „To nie był impuls: naprawdę długo, bo kilka lat, do tego się szykowaliśmy. Jesteśmy realistami, wiedzieliśmy, że podejmując taką decyzję, bierzemy odpowiedzialność za nas i za nasze dzieci” – wyjaśnia Ania. Nie chcieli jednak czekać za długo i odkładać wszystkiego na potem: gdy się dorobią, gdy dzieci dorosną, gdy przejdą na emeryturę... Nigdy nie ma bowiem pewności, że ten odpowiedni moment w końcu nadejdzie. Często tym przełomowym momentem, który zmusza do refleksji i zmiany sposobu życia, jest jakaś tragedia: śmierć lub choroba kogoś bliskiego, ale to oznacza równocześnie, że na niektóre zmiany może być już za późno. Dopiero pandemia uświadomiła wielu osobom, co tak naprawdę jest w życiu ważne. „Gdy sześć lat temu zamieszkaliśmy na łodzi, wielu znajomych pukało się w głowę, ale dziś więcej osób jest w stanie zrozumieć nasz wybór. My po prostu nie chcieliśmy czekać na coś negatywnego, aby zmienić swoje życie. Chcieliśmy żyć w zgodzie ze sobą i z naszymi przekonaniami, nie patrząc na utorowane ścieżki, odciąć się od schematów życia małżeńskiego i rodzinnego – opowiada Ania. – Nie chcieliśmy też czekać, aż dzieci dorosną. Gdy dorosną, same zadecydują, co chcą robić i jak żyć, a właśnie teraz, póki są małe, chcemy być z nimi blisko, bo tego potrzebują, i pokazać im inny sposób życia jako coś normalnego. Nasz alternatywny sposób na życie dla nich jest normą”.

Mieszkać na łodzifot. Archiwum SailOceans

73 m2 na morzu

Zamiast wziąć kredyt na mieszkanie, wzięli kredyt na pływający dom. Ich łódź to trimaran, czyli trzykadłubowiec z masztem na wysokości 24 metrów (czyli dziesięciopiętrowego budynku), długi na 15 metrów i szeroki na 12, powierzchniowo porównywalny do trzypokojowego mieszkania (powierzchnia użytkowa to 73 m2). Na pokładzie znalazło się miejsce m.in. na sypialnię z dużym łóżkiem, pokój dzieci, kuchnię i pomieszczenie, które pełni funkcję salonu (a czasem biura) oraz dwie łazienki + sporo miejsca na zewnątrz. „Łódź kupiliśmy w Stanach, a potem remontowaliśmy i dopasowaliśmy pod siebie. Mamy świra na punkcie ekologii, dlatego chcieliśmy przygotować łódź tak, by zużywać jak najmniej zasobów naturalnych” – mówi Ania. I dodaje: „Od pięciu lat nie kupujemy wody w plastikowych butelkach, bo tę z morza odsalamy i mineralizujemy. Energię pozyskujemy dzięki panelom słonecznym. Dzięki temu, że łódź jest lekka, dobrze się nią żegluje, więc nie zużywamy też za wiele paliwa”.

Mają pralkę, zmywarkę, zamrażarkę, piekarnik i wszystkie standardowe sprzęty, a po świeże bagietki mogą podpłynąć do najbliższego sklepu, kiedy tylko najdzie ich na to ochota. Nie ma też najmniejszego problemu chociażby z odebraniem paczki od kuriera, bo infrastruktura wodna na Karaibach działa wyjątkowo sprawnie. „Absolutnie niczego mi nie brakuje – przekonuje Ania. – Życie na łodzi uświadomiło mi, jak niewiele potrzeba nam do szczęścia. Wszystkie przedmioty, za którymi gonimy na co dzień, tak naprawdę nie są nam do niczego potrzebne”.

Mieszkać na łodzifot. Archiwum SailOceans

Niełatwe początki

Pierwsze dwa lata pod żaglami były dla Ani ciężkie. „Potrzebowaliśmy czasu, żeby zintegrować się z łodzią, bo nie była jeszcze ukończona. Musieliśmy też nauczyć się na niej funkcjonować, a do tego dochodziły obowiązki łódkowe i różne przygody na morzu” – wyjaśnia moja rozmówczyni. A przecież gdy zamieszkali na „Poly”, Julian miał 7 miesięcy, a Kuba 2 latka. Ania uważa, że jej mamine obowiązki i rozterki nie różniły się niczym od tych, z którymi borykają się mamy na lądzie, ale przyznaje, że miała sporo na głowie. „Nie miałam czasu, by zastanawiać się, czy decyzja o zamieszkaniu na łodzi była dobra, czy zła” – dodaje Ania. Praca i szkoła Wcześniej Bartek co jakiś czas wracał na ląd, by wzbić się w powietrze i pilotować samoloty, ale w ubiegłym roku, m.in. z powodu pandemii, zrezygnował z pracy, by cały swój czas spędzać z rodziną.

Na co dzień Ania i Bartek wspólnie prowadzą kanał na YouTube SailOceans i blog, gdzie pokazują swoim widzom, jak wygląda życie na łódce. Organizują też rejsy dla wszystkich chętnych zasmakowania życia pod żaglami, ale dziś z oczywistych powodów skupiają się jednak bardziej na działaniach online. Prowadzą m.in. warsztaty, w czasie których opowiadają o życiu poza systemem i zachęcają innych do spełniania własnych marzeń. Dodatkowo, Ania prowadzi warsztaty dla kobiet, ucząc ich medytacji i innych technik pozwalających wyłączyć umysł i odnaleźć swoją kobiecość. Dzieci też mają swoje obowiązki, bo są już w wieku szkolnym. „Wcześniej zorganizowaliśmy dzieciom edukację domową w formie zabawy: uczyliśmy je literek, angielskiego, piosenek... Od 1,5 roku Kuba i Julian realizują program szkolny taki sam, jak wszystkie inne polskie dzieci” – wyjaśnia Ania.

Mieszkać na łodzifot. Archiwum SailOceans

Od strony formalnej załatwienie edukacji domowej nie jest skomplikowane: wystarczy złożyć wniosek do szkoły, który rozpatruje dyrektor. W większości szkół taka forma nauki jest bezpłatna. Placówka dydaktyczna zapewnia dostęp do platformy edukacyjnej i podręczniki. Rodzice z kolei podpisują zobowiązanie, że dziecko przystąpi do egzaminów sprawdzających, czy przyswoiło podstawę programową. Kuba dwa razy w miesiącu łączy się online z nauczycielem, ale także z rówieśnikami ze szkoły. Wcześniej od czasu do czasu dzieci chodziły do lokalnych przedszkoli na Karaibach, aby nawiązać kontakt z rówieśnikami. „To było parę 2-3-tygodniowych epizodów. Główne nauczanie mają domowe, czyli łódkowe. Dla dzieciaków sam pobyt na łódce oraz nasza podróż to szkoła w praktyce. Lekcje geografii, matematyki, języków obcych mają na co dzień” – wyjaśnia Ania. Czy edukacja domowa jest trudna? To zależy od wielu czynników, ale Ania odpowiada, że najważniejsze są rutyna i konsekwencja, także po stronie rodzica, oraz ocean cierpliwości.

SPRAWDŹ: Męskim okiem: jak wychować dzieci?

REKLAMA

REKLAMA

Gdy masz dość

Dwóch chłopców w podobnym wieku to dwa wulkany energii, a zamknięcie w jednej przestrzeni to momentami ogromne wyzwanie. „To laboratorium życia, relacji i osobowości. Jeśli chcesz kogoś naprawdę poznać, zabierz go w rejs – opowiada ze śmiechem Ania. – Po dwóch tygodniach na łódce, z dala od codziennych rozpraszaczy,wszyscy zrzucają maski i wychodzi na wierzch cała prawda o człowieku”. Dlatego też nie każdy odnajdzie się w życiu na łodzi czy w kamperze. Ania i Bartek, jak sami mówią, są zwolennikami radykalnej szczerości ze sobą i z partnerem. Ale nie ukrywają, że oni również czasem mają trudne momenty. „Gdy mam wszystkiego dość, wskakuję do wody i robię kilkadziesiąt kółek dookoła łodzi. Czasem biorę ponton i płynę na plażę, żeby tam posiedzieć w samotności, lub biorę słuchawki, matę i na daszku robię sesję jogi” – zdradza Ania.

Starają się zapewnić sobie chwile intymności, spokoju i ciszy, choć z dwójką dzieci to wcale nie takie łatwe, zresztą podobnie jak w każdym domu. Co dalej? Gdy pytam Anię o plany, odpowiada: „Pandemia pokazała nam, że nasze plany mogą być w jednej chwili wywrócone do góry nogami, dlatego nauczyliśmy się nie trzymać ich kurczowo. Aktualnie przeprowadzamy mały remont naszej łodzi, by wyruszyć w dalszą podróż. Popłyniemy w kierunku basenu Morza Śródziemnego, bo chcemy zwiedzić wybrzeże Grecji i Turcji”. Potem czeka ich żegluga z powrotem na Karaiby, a kolejnym etapem podróży będzie Pacyfik. „To będzie dla nas duże wyzwanie, ale już nie możemy doczekać się kolejnej przygody i nowych miejsc, które staną się naszym domem” – mówi Ania.

Mieszkać na łodzifot. Archiwum SailOceans

Żyj, gdzie chcesz

Coraz więcej rodzin decyduje się żyć z dala od utartych schematów. Jak to robią?

Praca zdalna

Praca zdalna może być równie efektywna, co stacjonarna. Podróżując, można też zajmować się pracami sezonowymi, np. pomagając w czasie zbiorów. Wielu wolnościowców dzieli się też swoją wiedzą, organizując dla innych warsztaty.

Edukacja domowa

Coraz więcej rodziców decyduje się samodzielnie zająć nauczaniem dzieci. Procedura nie jest skomplikowana, ale nauka własnych dzieci to nie lada wyzwanie.

Ekologia

Czy można kochać wolność i nie dbać o środowisko? Odpowiedź jest oczywista, dlatego w kamperach czy osadach offgridowców stosuje się wiele proekologicznych rozwiązań.

Niezależność

Im większa samowystarczalność, tym lepiej. Mnóstwo sprytnych rozwiązań można podpatrzeć np. na kanale YT SailOceans.

ZOBACZ TEŻ: Zew natury: trendy eko, które mogą zbliżyć Cię do przyrody

Zobacz również:
Jak zadbać o swoje ciało i umysł, jednocześnie dobrze się bawiąc? Zaproś przyjaciółkę na wspólny trening! Bieganie w tandemie to świetny pomysł na połączenie przyjemnego z pożytecznym i idealna opcja dla spragnionych kontaktów towarzyskich. I co najważniejsze: kto zmotywuje Cię bardziej niż Twoja kumpela?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA