Jak być rodzicem doskonałym?

Teorii jest tyle, co głoszących je autorów i naprawdę łatwo się pogubić, gdy przyszłość naszego dziecka leży nam na sercu. A komu normalnemu nie leży, prawda? Sięgamy więc po prawdziwą naukę - statystykę i matematykę - a nie po opinie z telewizji śniadaniowej, dodajemy sporą szczyptę zdrowego rozsądku i pokazujemy receptę.

dzieci shutterstock.com
fot. shutterstock

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Ekspert od wychowania dzieci (podobnie zresztą, jak inni eksperci od wszystkiego) musi być jednoznaczny i mieć jasny komunikat do przekazania. Najlepiej taki oparty na emocjach, a jeszcze lepiej, gdy z tych emocji wybiera strach - to zawsze działa. Nawet najgłupsze spanie dziecka z rodzicami może mieć negatywny wpływ na rozwój centralnego układu nerwowego u dziecka, a już pozwalanie mu na zasypianie w pozycji na plecach jest prawie równoznaczne z próbą dzieciobójstwa- są eksperci, którzy tak twierdzą. (Dodać oczywiście należy, że i w jednym i w drugim przypadku znajdziemy takich samych ekspertów, którzy twierdzą zupełnie odwrotnie). Lęk rodzica o swoje dziecko jest jednym z najsilniejszych uczuć, więc bardzo łatwo go wzbudzać i podsycać.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Jak być pewną siebie?

Oto na przykład w USA, na fali wstrząsów wywołanych seriami ataków z użyciem broni, powstał (mający, rzecz jasna, swoich ekspertów) spontaniczny ruch rodzicielski, którego członkowie zabraniają swoim dzieciom odwiedzania domów rówieśników, w których rodzice trzymają broń. Chodzi oczywiście o zwiększenie bezpieczeństwa dzieciaków, bo oprócz ataków uzbrojonych szaleńców zdarzają się też niestety wypadki z udziałem broni. Chwalebne postępowanie? Być może. Racjonalne? Raczej nie. W Stanach, jak podają statystyki, tonie co roku w przydomowych basenach około 550 dzieci poniżej 10 roku życia, zaś w wypadkach z powodu broni ginie 175 dzieci. To i tak o 175 za dużo, ale basenów jest w USA 6 milionów, a pistoletów w prywatnych rękach około 200 milionów, więc prawdopodobieństwo utonięcia wynosi 1 do 11 tysięcy, a śmierci od postrzału z broni 1 do ponad miliona. Czyli, co jest bardziej niebezpieczne dla dzieci, hmm..? Peter Sandman z Princeton, który opracowywał te badania tak je skomentował: " Prawda jest taka, że ryzyko, które przeraża ludzi i ryzyko, które ludzi zabija, to dwie różne rzeczy".

Mit kulturotwórczy

Z pewnością złe wychowanie ma ogromne znaczenie, bo dzieciom zaniedbywanym, niechcianym, niekochanym czy, nie daj Boże, wykorzystywanym powodzi się gorzej w dorosłym życiu. Co zatem może decydować o przyszłym sukcesie naszych latorośli? Badania nad bliźniętami rozdzielonymi zaraz po urodzeniu pokazały, że za około 50% osobowości i zdolności dziecka odpowiedzialne są geny - zostaje nam więc do zagospodarowania drugie 50%.

ZOBACZ TEŻ: Podróż samochodem z dzieckiem: jak przetrwać [zasady i patenty]

Współczesny świat postawił na szeroko pojętą kulturę, a więc wszystko to, co w powszechnym mniemaniu, rozwija, kształtuje, uwrażliwia i poszerza horyzonty oraz daje nam, rodzicom, miłe (choć najczęściej złudne) poczucie bycia częścią wąskiej elity. A ta przecież jest synonimem sukcesu, prawda? Żeby więc przygotować dziecko do życiowej konkurencji w szkole i późniejszej pracy, żeby dać mu fory w rywalizacji z innymi wkraczamy z nauką języków, szkołami muzycznymi, baletem, gimnastyką artystyczną, wizytami w muzeach, codziennym czytaniem dziecku przed snem, zagranicznymi podróżami połączonymi z obowiązkowym zwiedzaniem, ograniczaniem dostępu do telewizyjnej sieczki lub komputera i co tam jeszcze wyobraźnia nam podpowie. Pytanie czy mamy rację?

Jakie naprawdę znaczenie mają rodzice?

Amerykańscy naukowcy badają, jak wiadomo, wszystko, ale Steven D. Levitt, ekonomista z uniwersytetu w Chicago, spojrzał na wyniki badań z innej perspektywy i opisał je w książce "Freakonomia - świat od podszewki". Ponieważ amerykański system edukacji opiera się na testach, czyli w założeniu wymiernych i obiektywnie klasyfikowalnych danych, Levitt odnalazł czynniki, które wykazywały silną korelację z wynikami testów dzieci w pierwszych latach nauki. I tak, drodzy rodzice, codzienne czytanie dziecku książek nie jest skorelowane w żaden sposób z dobrymi wynikami w nauce. Tak jest i inaczej być nie chce. Podobnie jest z wizytami w muzeach i innymi atrakcjami kulturotwórczymi - nie mają wpływu na dobre oceny. Co więcej, częste siedzenie przed kompem czy telewizorem nie wpływa na obniżenie ocen dziecka. A także fakt, czy rodzina jest pełna czy rozbita. To co w takim razie może wpływać na potencjalny sukces naszych pociech? Statystyka pokazuje jasno: wyższe wykształcenie rodziców, ich wyższy status społeczno- ekonomiczny, matka mająca 30 lat lub więcej i obecność książek w domu (tak, tak, to wystarczy, bo są wskaźnikiem inteligencji rodziców, a ta jest w części dziedziczona). A gdyby chcieć uciekać od suchych liczb i wyliczeń, to na pewno nie zaszkodzi być rodzicem wyrozumiałym, uczciwym, tolerancyjnym, kochającym, otwartym, ciekawym świata i potrafiącym okazywać dziecku uczucia. Czyli łatwizna.

ZOBACZ TEŻ: Czy jesteś gotowa na dziecko? Sprawdź


Zobacz również:
Powroty do ćwiczeń są równie trudne, co powroty do pracy po wakacjach życia. Spokojnie, nie będziemy Cię namawiać, żebyś na urlop zabrała ze sobą robotę, ale trening już tak. Wrócisz pełna energii i w formie lepszej niż kiedykolwiek.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA