REKLAMA

Ja kocham się w sobie [rozmowa z Radzką]

Mówi o sobie, że jest ciałopozytywna. Co to znaczy? Że lubi, kocha, akceptuje swoje ciało. Że chętnie mu się odwdzięcza uważnością, troską, czułością – za to, że jej nie zawodzi, że może dzięki niemu robić fajne rzeczy. Poznajcie 10 rad Radzkiej, które pozwolą nam bardziej polubić nasze ciało, nawet jeśli odbiega od ideału. Jesteście gotowe?

Kamil Majdański/MPP

Kiedy zadzwoniłyśmy do niej z propozycją sesji, miała w głowie jedno pytanie: „Czy wy wiecie, z kim rozmawiacie?”. A do słuchawki była w stanie tylko powiedzieć: „O Jezu, serio?”. Gdy już się otrząsnęła, zaznaczyła, że musi tę propozycję przetrawić, że potrzebuje dnia do namysłu. Ale już chwilę po zakończeniu rozmowy była pewna, że to dobry pomysł.

„Wiele by mi przyszło do głowy, ale nie Women’s Health – przyznaje. – Ale to fajny krok, dobra propozycja. Mam poczucie, że ten numer jest bardzo potrzebny”.

Propozycja padła tuż po tym, jak Radzka, czyli Magdalena Kanoniak, stylistka i vlogerka modowa, opublikowała na YouTube film, w którym mówi o presji idealnego wyglądu. I zadając pytanie, dlaczego my, kobiety, robimy to sobie nawzajem, pokazuje karykaturę okładki naszego pisma. Rysunkowi superszczupłej dziewczyny towarzyszy tam pytanie: „Nie sądzisz, że jesteś gruba? Nawet jeśli zrobisz ten głupi trening, i tak nie będziesz wyglądała jak ona, bo ją wyszczuplił Photoshop”.

Film, opublikowany w internecie 16 maja, był jednym z nielicznych manifestów Radzkiej, która mówi o sobie, że nie musi ich formułować, bo sama jest manifestem.

„Przez to, że zajmuję się modą, wykraczając poza kanon współczesnej urody, samo moje istnienie jest tak odbierane – mówi. – Słyszę od fanek: »Radzka, dzięki tobie pokochałam swoje ciało« i takie wyznanie jest najlepszym dowodem, że to, co robię, ma sens. Nie muszę o tym mówić, krzyczeć – mój przekaz jest wystarczająco czytelny. Nie tworzę treści, sama jestem treścią”.

Jak ona to robi?

1. Noś to, co lubisz

Radzka, rocznik 1984, dorastała w epoce sprzed internetu. Pierwsze czasopismo? „Filipinka”, która kwestii wyglądu poświęcała stronę, może dwie. Kanon? Ważniejszy był ten literacki niż dotyczący tego, co trzeba obowiązkowo mieć w szafie. Marzenie, żeby zajmować się modą, wydawało się wówczas całkowicie abstrakcyjne – niezależnie od tego, czy marzycielka nosiła rozmiar S, M, L czy XL. I pewnie z tego marzenia nic by nie wyszło, gdyby nie to, że Magdalena Kanoniak w siebie nie zwątpiła.

Mody nie uważała nigdy za błahostkę. Wyjaśnia, że jest niezbędna, bo sprawia, że powstają ubrania, które chronią nasze ciało, bo porządkuje nam świat – to, jak się ubieramy, odzwierciedla sposób, w jaki żyjemy. Kiedy ktoś, słysząc, czym się zajmuje, macha ręką z lekceważeniem: „Ech, jakieś tam ciuszki, szmaty”, odpowiada pytaniem: „A wyszedłbyś z domu nago?”.

Jest świadoma wagi wyglądu – to na jego podstawie oceniamy nowo poznaną osobę; nasz mózg, podświadomość tak działają.

„Moda nie może być opresją, powinnyśmy nosić to, co chcemy, możemy bawić się modą – mówi. – Sama często noszę to, co mnie pogrubia, poszerza. Biegam w dżinsach boyfriendach od rana do wieczora. I tak skracają mi nogi. Co z tego, skoro czuję się w nich dobrze, jestem szczęśliwa?”.

ZOBACZ TEŻ: „Poczułam, że zajmowanie się jedzeniem może być ważne i sprawcze” [rozmowa z Martą Dymek]

2. To, co w głowie

Dorastała w domu, gdzie kwestie dotyczące mody i wyglądu nie miały żadnego znaczenia. Nie było tam gotowych wzorców dotyczących kobiecego piękna. Było za to dobrych kilka tysięcy książek z rozmaitych dziedzin – wiedza o świecie z nich wyniesiona miała zdecydowanie większą wagę.

„Rodzice niespecjalnie zwracali uwagę na to, jak wyglądamy z siostrą. Bardziej obchodziło ich to, czy się dobrze uczymy i jakie mamy zainteresowania – opowiada. – Ubrania na sklepowych wystawach, czasopisma o modzie – to wszystko były dla nich »pierdoły«, rzeczy nieistotne. Nigdy nie byłyśmy strojone, czesane, przebierane za laleczki w sukieneczkach z falbankami. Miało być prosto i wygodnie, więc obie długo byłyśmy chłopczycami biegającymi w spodniach i trampkach. Mój wygląd stał się tematem rozmów z rodzicami dopiero kiedy miałam 18 lat i zamieszkałam za granicą, w Niemczech. Stałam się bardziej pewna mojego stylu, eksperymentowałam z nim. I zdarzało mi się usłyszeć od mamy: »Dziecko, jak ty wyglądasz! Ubierz się inaczej!«”.

Radzka miała być prawniczką, jak mama. Ale dość szybko, łącząc studia z praktyką w kancelarii adwokackiej, poczuła, że to nie jest dla niej. Na tej samej zasadzie jej codzienna aktywność nie jest dla mamy, która oglądając filmiki córki na YouTube, potrafi westchnąć: „Madziu, wybacz, ale wiesz, mnie to straszliwie nudzi”.

Radzka się nie obraża: „Świetnie ją rozumiem, bo ją dobrze znam. Dla mamy moda pełni określone funkcje i tyle. I pewnie nigdy nie wyobrażała sobie, że moje życie zawodowe może się kręcić wokół wyglądu. Nie chciała, żebyśmy traciły swój czas na rzeczy tak powierzchowne. Bardziej liczyło się to, co obie mamy w głowach niż na sobie. I z perspektywy czasu bardzo chwalę sobie to podejście, bo dzięki niemu miałam mniej przestrzeni na hodowanie kompleksów”.

REKLAMA

REKLAMA

3. Szkoda czasu na hejt

Fizycznie podobna do siostry, młodszej o trzy lata, była od niej zawsze bardziej zaokrąglona. Z tej różnicy w sylwetce zdawała sobie sprawę, wiedziała, że jest tą grubszą z sióstr Kanoniak. Ale w tych uwagach nie było wartościowania, raczej różnicowanie.

„Może dlatego niespecjalnie mi to przeszkadzało” – mówi.

Wyróżniała się też spośród dziewczyn w zespole ludowym, gdzie tańczyła przez osiem lat, z sukcesami – dziś mówi, że gdyby nie wyjazd na stypendium do Niemiec, wylądowałaby pewnie w Śląsku lub Mazowszu.

„Odstawałam, byłam pulchniejsza od innych – przyznaje. – W dodatku szybko zaczęłam dojrzewać, duży biust przeszkadzał mi w tańcu, a nie było wówczas specjalnych sportowych staników, więc zakładałam na stanik obcisły top i dopiero na to bluzkę. Jasne, nie czułam się komfortowo z tym podskakującym biustem. Ale skupiałam się na tańcu. A chociaż naszej instruktorce zdarzało się na mnie huknąć, że mogłabym trochę schudnąć, to kiedy odchodziłam, usłyszałam od niej, że żałuje, bo jestem jej najlepszą tancerką”.

Presję poczuła tak naprawdę dopiero gdy zadebiutowała jako vlogerka – wtedy jej wygląd zaczął budzić kontrowersje. Wylała się fala hejtu – w komentarzach czytała, że jest za gruba, za niska, ma zbyt krótkie nogi. Że powinna wziąć się za siebie, że nie mieści się w kanonie, a skoro tak, to co, u diabła, robi w świecie mody opanowanym przez drobne i szczupłe, długonogie dziewczyny?

„Jasne, nie było przyjemnie czytać takie rzeczy i przeżyłam z tego powodu niejeden kryzys – przyznaje. – Nagle zostałam skonfrontowana z setkami osób, spośród których każda miała swoje zdanie, które musiała koniecznie wygłosić. Ale koniec końców ratował mnie dystans do siebie. Zawsze mówiłam sobie: »Hola, hola, to tylko cudza opinia! Dlaczego mam się przejmować tym, co sobie o mnie myśli jakaś obca osoba w internecie? Za bardzo siebie lubię, żeby tracić czas na takie rzeczy«”.

4. Polubmy różnice

W tych komentarzach à propos cudzego wyglądu Radzka widzi polską specjalność.

„W Niemczech, gdzie uczyłam się i studiowałam, kompletnie tego nie ma. Ludzie ubierają się, jak chcą, często bardzo oryginalnie, wbrew swojej sylwetce, i nikt tego nie komentuje w ten sposób. Jeszcze bardziej uwielbiam pod tym względem Londyn – na ulicach widać tam różnorodność sylwetek, pup, biustów, kolorów skóry. Tam dziewczyny krąglejsze wyglądają fantastycznie, kompletnie nie widać u nich tego wstydu i skrępowania, co u nas. Paradują tam po ulicach w najmodniejszych, najfajniejszych ciuchach, emanując kobiecością. Tamtejsze sieciówki mają dużo większą rozmiarówkę niż u nas, więc każda bez problemu coś dla siebie znajdzie. W Polsce wyczuwam, że dziewczyny boją się większego rozmiaru: wstydzą się wtedy własnego ciała, maskują je pod zbyt dużymi, ciemnymi ubraniami".

Sama nigdy nie myślała, że coś jest z nią nie tak. Podoba się sobie niezależnie od tego, czy jest odrobinę grubsza, czy chudsza, przy czym – zaznacza – jeśli chudnie, to zawsze z powodu zdrowia, nigdy dla urody.

„Wiem, że nie mieszczę się w kanonie, od większości innych blogerek jestem o połowę niższa i o połowę grubsza. To rodzi dysonans poznawczy, dlatego moja obecność w tym świecie była takim szokiem. Ludzie zwyczajnie nie rozumieli tego zjawiska o nazwie Radzka. Media pokazywały im idealne ciała, proporcje. I nagle pojawiam się ja, która nie wyglądam jak te wszystkie wysokie, superszczupłe modelki. I w tym jest problem – widzimy za mało różnorodności”.

5. Nie ulegaj presji ideału

Przetrwała tę falę krytyki. I całe szczęście, bo dziś jest odbierana zupełnie inaczej. Jej wygląd stał się zaletą, tak samo jak jej obecność w mediach.

„Moje fanki lubią mnie dokładnie za to, za co znienawidziły mnie hejterki – wyjaśnia. – Podoba im się to, że jestem bliższa standardowej sylwetce. Chociaż hejt wciąż się zdarza – co pokazuje, jak silnie zakorzeniony jest ideał szczupłego kobiecego ciała – to właśnie on sprawia, że widok kogoś takiego jak ja, kto się nie boi różnych stylówek, kto nie obawia się pokazać ciała, kto pokazuje, że można nie wyglądać idealnie i super żyć, budzi konsternację”.

Choć dziś częściej niż hejt zdarzają się słodkogorzkie komentarze. Takie w stylu: „Podziwiam za odwagę”. Niby miłe, a jednak gdzieś w środku tego cukierka jest ukryta szpileczka. „Bo na czym niby ta odwaga miałaby polegać? – pyta Radzka. – Dlaczego blogerka w rozmiarze XS nie jest odważna, a ja tak? Taki komentarz pokazuje, że ze mną jest coś nie tak, że moja w gruncie rzeczy całkiem zwyczajna sylwetka jest w świecie mody ewenementem. Że krągłości oznaczają automatycznie, że jesteś gruba. Cały kłopot w tym, że jeśli nie jesteś bardzo szczupła, jesteś gruba. W świecie, którym rządzi obsesja idealnego kobiecego ciała, nie ma nic pomiędzy”.

Dziś znosi krytykę dużo lepiej. „Jasne, nie jestem nadczłowiekiem, nie biorę wszystkiego na klatę, bywa mi i przykro, i smutno, ale cały ten hejt nic we mnie nie zmienia – mówi. – Koniec końców zadaję sobie pytanie: »I co z tego?«. Co z tego, że ktoś się śmieje z moich krótkich, grubych nóg. Jasne, gdyby były chudsze, byłyby też zgrabniejsze, ale najważniejsze, że one nigdy mnie nie zawiodły. Sporo chodzę, jeżdżę na nartach, na rowerze, zdarza mi się biegać, nigdy nie sprawiły mi zawodu. Zresztą, dlaczego miałabym się przejmować cudzym kanonem piękna? Tym, że ktoś ma taki problem ze sobą, że musi wylewać frustrację w internecie? Owszem, jeśli coś takiego słyszysz od bliskiej osoby, warto zareagować i powiedzieć, ostro i szczerze, co myślisz o takich uwagach. Jeśli robi to partner, cóż, trzeba się zastanowić”.

REKLAMA

6. Obudź w sobie pasję

Podkreśla, że zbudowanie takiej postawy, opartej na akceptacji siebie, swoich atutów i słabości, to proces. Ale najważniejszym elementem, bez którego nie ruszymy do przodu, jest polubić siebie. „Ja mam o tyle łatwiej, że chyba zawsze siebie lubiłam, bycie sobą sprawiało mi frajdę” – mówi i dodaje, że w tym lubieniu siebie fundamentem nie musi być wygląd. Że równie ważne, a może i ważniejsze jest to, co robimy, czym się zajmujemy, jak spędzamy wolny czas, czy mamy w sobie pasję, która uruchamia ten proces samoakceptacji. Bo można mieć fantastyczne nogi do samego nieba, ale ani odrobiny tej iskry, która sprawia, że idziemy przez życie z wypiętą piersią i uśmiechem na ustach.

Uroda jest kwestią samopoczucia. „Jestem ładna, ale zdarzają mi się gorsze dni – miewam zapuchniętą twarz, źle się ze sobą czuję. Widzę swoje odbicie w lustrze i nie poprawia mi ono humoru – wiadomo, każdy tak miewa. Ale kiedy lubię siebie, akceptuję, uśmiecham się do siebie, co sprawia, że jestem postrzegana pozytywnie przez otoczenie. I to jest niezależne od obiektywnych kanonów – widuję mnóstwo pięknych dziewczyn, które brak wiary w siebie popycha w rozmaite zaburzenia”.

Jakiś czas temu Radzka przeprowadzała wywiad ze stylistką Osą, czyli Moniką Jurczyk. Mówiły o tym, za co są sobie wdzięczne. „I ja jestem wdzięczna za to, że mi się chce, za chęć do życia, za energię – opowiada Radzka. – Bo pokutuje takie przekonanie, że blogerki nic nie robią, śpią do południa i wrzucają zdjęcia na Instagram”.

A ona jest zaprzeczeniem tego stereotypu: wstaje wcześnie z gotowym planem na cały dzień, wszystkiego jest ciekawa. Za to chyba, za ten apetyt na życie, lubi siebie najbardziej.

ZOBACZ TEŻ: „Jestem sprawniejsza niż gdy miałam 20 lat” [rozmowa z Małgorzatą Sochą]

7. Rozpieszczaj się

A w wyglądzie? Tu nie ma ograniczeń, bo Radzka deklaruje, że lubi siebie całą. I mówi o tym z takim przekonaniem, że nie sposób jej nie uwierzyć. Lubi swoją kobiecą, zaokrągloną sylwetkę, to, że jej cera wolno się starzeje, przez co po trzydziestce na twarzy nie widać upływu czasu. Lubi swoje włosy, gęste, układające się w naturalne fale, którym nie musi poświęcać wiele czasu, żeby dobrze wyglądały. Lubi swój biust, bo choć duży biust sprawia problemy, to dojrzewając wcześnie miała wystarczająco dużo czasu, żeby nauczyć się żyć z nim w zgodzie. A odkąd rok temu, przy okazji sesji zdjęciowej dla Intimissimi, zobaczyła na jednym ze zdjęć swoją pupę, zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. „Uśmiałam się, że można mieć 35 lat i nie wiedzieć, że ma się tak fajną pupę!” – żartuje.

Skoro lubi siebie, lubi się też rozpieszczać. „To wynika z tego, że czuję, że jestem ważna dla siebie – mówi. – Robię sobie prezenty, dobrze siebie traktuję. Codzienne piję kawę, którą uwielbiam, czytam książki, oglądam filmy – to są takie podarunki. Robię to, na co mam ochotę. Po sesji zdjęciowej dla Women’s Health, która była dość wyczerpująca, poprawiła mi nastrój tarta z białą czekoladą; czasem działa tak spacer albo dobre perfumy czy kolacja z partnerem. Taki zdrowy egoizm, bo uważam, że trzeba być dla siebie miłym. Jeśli to zaniedbamy, efektem mogą być różne frustracje”.

8. Zainspiruj się

Zdaje sobie sprawę, że dla wielu pokochać siebie może być wyzwaniem, długotrwałym procesem.

„To jest trudne – przyznaje. – Nie stanie się z dnia na dzień, nie będzie tak, że obudzimy się i spojrzymy w lustro z miłością w oczach. Dlatego trzeba zacząć od tego, co się w sobie lubi, i podkreślać to w sylwetce. Warto obserwować dziewczyny podobne do nas – te mniejsze, większe, rude, piegowate, niższe, wyższe. I to nie problem, jeśli nie mamy kogoś takiego w swoim otoczeniu. Instagram jest tak pojemny, że na pewno znajdziemy taką osobę, która da nam świadomość, że nie jesteśmy same, że mamy z kogo brać przykład. Mnie np. inspiruje Ashley Graham, modelka plus size. Ale też działają tak na mnie wszystkie osoby, które mają w sobie pasję pobudzającą do działania: koleżanka, która ma markę modową, kolega, mechanik samochodowy – widzę u nich tę iskrę i od razu chce mi się jeszcze bardziej”.

REKLAMA

REKLAMA

9. Zadbaj o siebie

Jak dba o siebie na co dzień? Bardzo ważne są dłonie i stopy. Gdy przez trzy miesiące kwarantanny nie mogła wybrać się na manicure i pedicure, czuła się z tym źle. „Lubię mieć zrobione paznokcie” – przyznaje.

Maluje się lekko, podkreślając naturalną urodę, ale jest uzależniona od ładnie pachnących kosmetyków, orientalnych zapachów. Nie boi się zabiegów kosmetycznych – traktuje je jako eksperymenty, ale na ogół do nich nie wraca.

Jej kosmetyczka nie pęka od buteleczek i flakoników, ale zawsze jest w niej tonik do twarzy, pięknie pachnący hydrolat, balsam do ciała. Tusz do rzęs, szminka, pomadki.

Nie pali, rzadko pije alkohol, śpi minimum osiem godzin dziennie – to trzy żelazne zasady, jeśli chodzi o jej przepis na urodę.

Stara się zdrowo jeść, co oznacza, że nie stosuje żadnej konkretnej diety, ale żyje ze świadomością, które produkty jej szkodzą, a które sprzyjają. Nie je mięsa, ogranicza cukier, unika ciężkich, tłustych potraw. Jej kuchnia jest oparta na warzywach i owocach. W sklepach czyta etykiety, zwraca uwagę na skład produktów. Stara się być ciągle w ruchu, choć nie jest typem sportowym.

„Wyglądam, jakbym była?”. – żartuje. Zaraz jednak zastrzega: „Nie prowadzę siedzącego trybu życia: gdy mam do wyboru podjechać samochodem albo iść pół godziny, zawsze wybieram to drugie rozwiązanie”.

10. Planuj zamiast marzyć

Marzenia? Radzka woli mówić o celach. „Bardziej planuję niż marzę. Nie stawiam przed sobą marzeń, które byłyby niemożliwe do zrealizowania, bo to rodzi frustrację. Chcę pojechać do Nowego Jorku, chcę zbudować własną markę i wiem, że to jest możliwe. A choć wiem, że okładka ze mną nie zmieni świata, chciałabym, żeby dzięki niej dziewczyny dostały sygnał, że każda z nich jest piękna, że nie ma jednego idealnego kanonu. Chciałabym, by polubiły swoje ciało, żeby nie były poddawane ciągłej presji. Żeby były dla siebie samych i dla innych bardziej wyrozumiałe, łaskawe, zwyczajnie dobre. Żeby wreszcie było normalnie”.

ZOBACZ TEŻ: 10 rzeczy, których nie wiesz o Margot Robbie

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA