Internetowe hejterki - dlaczego kobiety trollują inne kobiety?

Kobiety powinny się wspierać, prawda? No, właśnie. To dlaczego robią sobie takie podłe rzeczy w internecie? Szukamy odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że miła, przyjacielska kobieta zmienia się wieczorami w ponurą internetową hejterkę.

Hejterki internetowe fot. shutterstock.com

Jeśli wpiszesz w Google Images frazę „troll internetowy”, to zobaczysz, jak wygląda to zjawisko w powszechnej wyobraźni. Otóż jest to obleśny facet po„50”,wbrzydkim swetrze, pochylony nad klawiaturą. Okazuje się jednak, że to mit. Połowa trolli internetowych to kobiety, które trollują inne kobiety.

Wydaje się, że termin „troll” ma prawie tyle samo lat, co internet. Kiedy ludzie odkryli, jakie możliwości swobodnego komunikowania się daje internet, natychmiast pojawiły się trolle, czyli osoby, które anonimowo próbowały zakłócać rozmowy online, celowo i złośliwie prowokując innych do reakcji. Dziś definicja została poszerzona o ludzi, którzy świadomie pastwią się nad innymi. Wymiennie nazywamy ich hejterami. Bardzo długo wydawało się wszystkim, że te działania w sieci mają płeć: ofiarami przeważnie są kobiety, a napastnikami mężczyźni. Któż inny mógłby stać za seksistowskimi, obraźliwymi, poniżającymi kobiety atakami? Współtwórca sieci, Tim Berners-Lee, w artykule opublikowanym w ramach swojej Web Foundation martwi się, że sieć nie jest przyjaznym miejscem dla kobiet. Badanie, przeprowadzone przez Web Foundation i World Association of Girl Guides and Girl Scouts, wykazało, że ponad połowa ankietowanych młodych kobiet doświadczyła przemocy w internecie – w tym molestowania seksualnego, wysyłania wiadomości z pogróżkami lub udostępniania prywatnych zdjęć bez zgody. Prawie 90% z nich uważa, że problem się nasila. Jednak w tych apelach o ucywilizowanie sieci pomija się jeden z najważniejszych aspektów, czyli to, że nie tylko mężczyźni trollują kobiety. To prawdopodobnie zaskoczy wielu, ponieważ społeczeństwo nie jest przyzwyczajone do myślenia o kobietach jako agresorach. A jednak kobiety trolle mogą być jeszcze bardziej okrutne i perfidne niż trolle męskie. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: kobiety są nie tylko ofiarami, ale także sprawcami internetowego trollingu. Jest gorzej, niż myślicie (a może to właśnie przykład równości?), bo około połowy internetowych trolli stanowią kobiety. Dlaczego kobiety, zamiast się wspierać, toczą ze sobą walkę, tym trudniejszą do zatrzymania, że anonimową?

Internetowy hejt

Hejt w sieci przybiera takie rozmiary, że w 2021 roku powołano w brytyjskim parlamencie specjalną komisję ds. „kultury influencerskiej”. Przemawiając na przesłuchaniu komisji, blogerka lifestylowa Em Sheldon powiedziała, że „matki w średnim wieku” to grupa, która nieustannie atakuje ją w internecie, usiłując zrujnować jej życie. Amy Hart, influencerka i uczestniczka „Love Island”, na tym samym przesłuchaniu ujawniła, że codziennie jest zalewana nienawistnymi komentarzami mówiącymi o tym, jaka jest okropna, brzydka i jak jej wszyscy nie cierpią. Zgodziła się z poprzedniczką, że z pewnością co najmniej połowa tych osób to kobiety. Nie oznacza to, że trollice ujawniły się dopiero w ciągu ostatniego roku lub dwóch. W badaniu z roku 2016 r, dotyczącym tweetów wysyłanych w ciągu 23 dni, think tank Demos ujawnił, że połowa z 213 000 agresywnych tweetów, zawierających słowa „dziwka” i „suka”, została wysłana przez kobiety. Jednak, chociaż konkretne dane pozostają skąpe, wiele osób uważa, że liczba kobiet hejtujących inne kobiety w internecie jeszcze wzrosła od początku pandemii COVID-19, szczególnie podczas lockdownów.

Troll na kozetce

Dlaczego kobieta, która w bezpośrednim kontakcie może być nawet sympatyczna, w sieci zamienia się w trolla? Specjaliści zwracają uwagę, że kobiety bywają mistrzyniami biernej agresji. Skąd to się bierze? Otóż od wieków kobiety są wychowywane tak, aby nie okazywać otwarcie swojej złości, nie mówiąc już o agresji. Agresja jest jednak częścią ludzkiej natury bez względu na płeć i nie można jej wyeliminować. Wszyscy mamy ją w sobie w mniejszym lub większym stopniu. Dlatego kobiety nauczyły się wyrażać ją w inny sposób. Jest o wiele mniej prawdopodobne, że kobieta wda się w bójkę, niż że zacznie używać takich metod, jak wykluczanie społeczne, zniewagi słowne albo plotka (zwana dzisiaj czarnym PR). Sieć jest idealnym miejscem do tego, zwłaszcza dzięki możliwości ukrycia się pod zmienionym nazwiskiem. Ale nie przesadzajmy i bądźmy tu ściśli: z faktu, że połowa trolli jest płci żeńskiej, nie wynika, że połowa kobiet to trolle. Trolle to stosunkowo nieliczny procent internautów, dlatego bardzo niewiele kobiet skłania się do takich praktyk. Chęć nękania innych może lepiej wyjaśnić psychologia różnic indywidualnych. Naukowcy znają trzy cechy osobowości, zwane mroczną triadą, które leżą u podstaw predyspozycji jednostki do podłych zachowań. To narcyzm, psychopatia i makiawelizm (skłonność do manipulowania ludźmi dla osobistych korzyści). Jednak zgodnie z badaniem, opublikowanym w zeszłym roku w czasopiśmie „Social Media & Society”, samo posiadanie tych cech też jeszcze nie determinuje tego, że ktoś zacznie buszować w internecie, siejąc zniszczenie. „Do tej mrocznej triady musi dołączyć jeszcze jeden element, a mianowicie czerpa- nie radości z obserwowania cierpienia innych” – mówi współautorka badania Pamela Brubaker, profesor komunikacji na Uniwersytecie Brighama Younga w USA. Badania prof. Brubaker wykazały niewielkie różnice w postawach ze względu na płeć. Czy jednak trolle zawsze wiedzą o tym, że są trollami? Czy można skrzywdzić innych w sieci, nie zdając sobie sprawy, że wyrządzamy krzywdę? Emily Pronin, profesor psychologii z Uniwersytetu Princeton, ukuła termin „ślepy punkt uprzedzenia”, aby odnieść się do zjawiska, w którym możemy łatwo rozpoznać uprzedzenia i myślenie stereotypami u innych, ale trudniej nam je dostrzec u siebie. Uważamy na ogół, że to inni są szkodnikami internetu, a to, co my robimy, to po prostu dzielenie się opiniami. Badania Brubaker wskazują również na zjawisko „cichego trolla”, czyli osoby, które nie angażując się aktywnie w trolling, uwielbiają kibicować takim wątkom w mediach społecznościowych. Jak podkreślono w podsumowaniu badania: „Ci obserwatorzy trollingu, którzy nie interweniują, nie są uważani za hejterów tylko dlatego, że się nie angażują. Oni/one raczej potajemnie lubią oglądać ten teatr nienawiści”.

Hej jako sposób na stres

Wspominaliśmy wcześniej o cechach typowych hejterek, ale środowisko zewnętrzne też może odgrywać pewną rolę. Beata (imię oczywiście zmienione, ale na potrzeby chwili pożyczam jej swoje), kobieta po trzydziestce, zaczęła publikować posty na forach plotkarskich takich portali, jak Pudelek, kiedy przebywała na kwarantannie podczas pierwszej fali koronawirusa. „Zaczęłam się udzielać, bo byłam sfrustrowana, znudzona, samotna i miałam nadmiar wolnego czasu” – opisuje nam w e-mailu. Beata czytała – i komentowała – leżąc późno w nocy w łóżku i usiłując zasnąć. W ostatnich latach definicja trollingu została poszerzona o osoby, które publikują na forach plotkarskich portali internetowych posty na temat celebrytów. Beata jednak twierdzi, że publikowanie komentarzy na forum różni się od wysyłania nieprzyjemnych wiadomości bezpośrednio do celebrytów lub komentowania pod ich postami na Instagramie. „Dla mnie to takie samo rozładowanie emocji, jak w sytuacji, gdy szef wkurzy mnie w pracy. Nie idę do niego bezpośrednio, nie wysyłam mejli, tylko plotkuję na jego temat z koleżankami i kolegami. Czy nie robią tak wszyscy?”. Beata nie uważa się za trolla czy hejterkę. Sądzi, że jej krytyczne uwagi są uzasadnione, bo szczególną złość wzbudza w niej promowanie szkodliwych zachowań przez celebrytów albo nachalnie wciskana reklama. Brooke Erin Duffy, profesor ds. komunikacji na Cornell University w USA, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. Te miejsca w sieci, w których jest przyzwolenie na swobodny hejt, zapewniają trollom miłe poczucie przynależności do pewnej wspólnoty. Sama Beata mówi, że lubi nawiązywać kontakty z osobami o podobnych poglądach. Nie jestem pewna, czy można nazwać „poglądami” niechęć do jakichś celebrytów, ale nie da się zaprzeczyć, że wspólne negatywne emocje niesłychanie łączą ludzi. Zwłaszcza takich, którzy zmagają się z nudą, samotnością lub stresem w domu i we własnym życiu.

SPRAWDŹ: Krytycyzm - skąd się to bierze?

Zemsta zdradzonych

Specjaliści zwracają uwagę na to, że jednym z powodów, dla których trollice tak chętnie polują na inne kobiety, jest to, że postrzegają je jako konkurencję. Mogą być zazdrosne o ich wygląd lub osiągnięcia. Niektórzy antropologowie mówią o tym, jak ta zazdrość została ukształtowana przez wieki cywilizacji ludzkiej. Jeszcze nie tak dawno kobiety były prawie całkowicie zależne od mężczyzn. Kobiety zamężne miały znacznie więcej przywilejów niż tzw. stare panny, a status kobiety w społeczeństwie opierał się na pozycji jej męża. Mężczyźni rywalizowali w handlu, filozofii, biznesie i sporcie, a kobiety miały koncentrować się wyłącznie na zdobyciu bogatego i szanowanego męża. Dlatego musiały rywalizować o nich z innymi kobietami, bo od wygranej w tej rywalizacji czasami nawet zależało ich przetrwanie. Walczyły ze sobą nie w pojedynkach, tylko używały do tego broni słabych, czyli plotki. Patrząc na to w taki sposób, widzimy, że trollowanie kobiet przez kobiety ma swoje korzenie w długiej historii patriarchatu. Jedyne, co się zmieniło, to nowe sposoby komunikacji i anonimowość, która niesłychanie ułatwia taką działaność. Jednak, wbrew intuicji, hejterki celebrytek nie zawsze zwalczają je dlatego, że czują się gorsze i słabsze. Hilde Van den Bulck, profesor ds. komunikacji na Uniwersytecie Drexel w USA, wyjaśnia, że chociaż celebrytki mogą być bogatsze i piękniejsze – oba aspekty społeczeństwo każe nam utożsamiać z sukcesem i szczęściem – trollice mogą uważać, że same stoją nieskończenie od nich wyżej, jeśli chodzi o normy moralne i etykę (to dlatego tak często pojawiają się w ich postach odniesienia do domniemanej rozwiązłości celebrytki). Jedno z badań z 2020 roku z Australii rzeczywiście powiązało trolling z wysoką samooceną. Profesor Van den Bulck nazywa kobiety, które trollują celebrytki i inne znane osoby, „antyfankami”, bo ich pasja i intensywność jest zbliżona temperaturą do emocji fanów jakiejś osoby. Ciekawe, że hejterki znacznie częściej atakują te kobiety, z którymi czują się w jakiś sposób powiązane – nic więc dziwnego, że jednym z największych obszarów kobiecego trollowania są strony rodzicielskie, gdzie matki hejtują inne matki. „Obiekty hejtu mają zwykle pewien związek z osobistymi doświadczeniami hejterów – wyjaśnia Van den Bulck. – Aby kogoś nie lubić do tego stopnia, że jesteś gotowa zainwestować w niego tyle czasu, energii i emocji, musiał zajść wcześniej proces zbliżenia, a następnie odrzucenia”. Badania przeprowadzone przez Van den Bulck na grupie antyfanek Angeliny Jolie wykazały, że z początku ją uwielbiały, gdy Jolie powiedziała, że przestanie grać, aby być w domu ze swoimi dziećmi, a potem poczuły się zdradzone, gdy aktorka wróciła do pracy. Wielu ekspertów postrzega ten hejt jako obronę przed własną niepewnością. Rezygnując z pracy, aby być pełnoetatową mamą, Jolie potencjalnie potwierdzała wybory wszystkich kobiet, które zrobiły to samo, ale czuły się niepewnie lub żałowały swoich działań. Kiedy wróciła do pracy, poczuły się tak, jakby ktoś nagle zakwestionował ich życiowe decyzje. Coś jest na rzeczy. Kiedy wpływowa dziennikarka, Sali Hughes, która w 2019 roku opowiedziała o hejcie, któremu poddano ją i jej rodzinę, spotkała się osobiście z jedną z hejterek, ta opisała się jako „miłą mamę” i „dobrą przyjaciółkę”. Dlaczego to robiła? Hejterka stwierdziła, że „w ten sposób próbowała rozwiązać własne problemy”.

Spójrz w lustro

Wiele kobiet trolli nie zdaje sobie sprawy ze szkód, jakie mogą wyrządzić, bezmyślnie zamieszczając podłe wpisy i nie myśląc o reakcji ofiary po drugiej stronie. Często wydaje się, że trollują tylko dlatego, że mogą to zrobić anonimowo i je to bawi. Większość osób anonimowo powie i zrobi rzeczy, na które inaczej nigdy by się nie odważyli. Sytuacja nie jest niewinna ani zabawna, bo przecież znamy wiele spraw – z Polski i ze świata – w których internetowo zaszczuta ofiara popełniała samobójstwo. Błędne przekonanie, że słowa są nieszkodliwe, przyczynia się do bagatelizowania trollingu. A przecież słowa mają znaczenie i mogą być równie śmiercionośne, jak każde inne narzędzie. Innym powodem, dla którego właśnie kobiety mogą nie doceniać konsekwencji swoich działań, jest fakt, że wspólnie, jako społeczeństwo, je bagatelizujemy. Badania opublikowane w „Social Science Computer Review” wykazały, że istnieje podział na płeć w tym, jak społeczeństwo postrzega trolling internetowy. „Kobiety są postrzegane jako mniej szkodliwe i mniej agresywne niż mężczyźni angażujący się w dokładnie takie samo zachowanie” – wyjaśnia autorka badania Madelyn Sanfilippo. A przecież o wiele łatwiej potępić własne podłe zachowanie, jeśli społeczeństwo również je potępia. Kobiety chętniej widzą siebie jako ofiary przemocy niż jej sprawczynie. Może dobrze jest czasem popatrzeć na siebie krytycznie.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: feminizm nie powinien być pretekstem do hejtowania

REKLAMA