Grzeszne rozkosze, którym oddajemy się w ukryciu

Czy rzeczywiście życie według narzuconych sobie reguł przynosi nam satysfakcję? Pewnie często tak, ale bywa, że skok w bok sprawia nam jeszcze większą frajdę. Czy mamy się za to potępiać?

Grzeszne rozkosze fot.shutterstock.com

Wiesz, że nie powinnaś tego robić. Masz pełną świadomość, że jest to głupie albo nieakceptowane w Twoim kręgu społecznym, truje albo tuczy, a może jest sprzeczne z Twoim systemem wartości. Ale robisz to i sprawia Ci to niesłychaną frajdę. Tak – to właśnie są te grzeszne przyjemności, którym oddajemy się w ukryciu. Dlaczego cieszą nas niejednokrotnie bardziej niż różne inne rzeczy, które możemy robić oficjalnie, a nawet chwalić się nimi w mediach społecznościowych?

REKLAMA

Społeczeństwa stają się coraz mniej religijne, ale najwyraźniej poczucie winy i wyrzuty sumienia – terminy niegdyś przynależne religii – trzymają się mocno. Dzieje się tak, bo są zakorzenione w naszej psychice od niepamiętnych czasów i pojawiają się wtedy, gdy przekraczamy reguły wyznaczone przez naszą społeczność. Grzeszne przyjemności mogą dotyczyć wszystkiego. Dla jednych to będzie oglądanie „Królowych życia”, dla drugich duży pojemnik lodów Słony Karmel – zjedzonych w pojedynkę. Grzesznymi przyjemnościami, których się wstydzimy, może być namiętne granie w „Candy Saga”, samotne popijanie wina wieczorami, masturbowanie się przy oglądaniu pornografii, spanie do późna w weekendy, trollowanie w mediach społecznościowych, internetowe stalkowanie byłego chłopaka albo jego nowej dziewczyny, czytanie plotkarskich portali, słuchanie podcastów o krwawych zbrodniach i seryjnych mordercach, umawianie się z nieznajomymi na seks, perwersyjne zabawy seksualne, namiętne kupowanie niepotrzebnych rzeczy w sieci, hazard, drobne kradzieże w sklepach, oglądanie głupich seriali. Jednym słowem wszystko: od niewinnych przyjemności do poważnych wykroczeń. Łączy je jedno: raczej nie opowiadasz o tym wszystkim dookoła.

Co jest dla nas dobre?

Według dawnych wyobra- żeń na jednym ramieniu człowieka siedzi aniołek, a na drugim diabełek. Podczas gdy aniołek radzi: „Zjedz trochę jarmużu zamiast czipsów”, „Segreguj śmieci”, „Nie umawiaj się z tym podejrzanym typem”, „Przeczytaj wreszcie »Historię filozofii«”, to diabełek kusi: „A weź się nie przejmuj, tylko zrób to, co Ci sprawia prawdziwą frajdę. Raz się żyje, hej!”. Aniołek reprezentuje tę część naszej osobowości, która jest dobrze zsocjalizowana, zna normy społeczne i zasady. Diabełek to ta nasza dzika część, która pragnie się dobrze bawić, być wolna i nie myśli o następstwach takich zachowań. W konsekwencji, jako osoby przeważnie grzeczne, tęsknimy za oddechem, który daje „bycie niegrzeczną”. Ale to ma swoją cenę, bo gdy już sobie pozwolimy na te grzeszne rozkosze, to później dręczy nas poczucie winy, które wcale nie jest przyjemne. Możemy sobie pomyśleć, że poczucie winy jest regulatorem, który sprowadza nas na dobrą drogę życia zdrowego, etycznego, prowadzącego nas we właściwym kierunku. Jednak psychologowie odkryli, że te wyrzuty sumienia, związane z przekraczaniem zasad w związku z dietą czy stylem życia, wcale nie pomagają nam żyć zdrowiej. Zamiast odciągać nas od pokus, poczucie winy często kieruje nas ku obiektom grzesznego pożądania. To prawidłowość głęboko zakorzeniona w naszym mózgu – im bardziej coś jest niedostępne, tym bardziej wydaje się cenne. Czy taka Ewa nie mogła sobie w obfitującym we wszystko raju znaleźć innego owocu, równie smacznego? Mogła, ale ona chciała właśnie spróbować tego jednego owocu, który był zakazany. A czy zdrada byłaby tak ekscytująca, gdyby nie poczucie winy jej towarzyszące? Czy zakazana miłość, uczucie, które jest wbrew zasadom naszej społeczności, byłoby tak silne, gdybyśmy spotkali tę osobę w bardziej sprzyjających okolicznościach?

Poczucie winy i grzeszki

Wygląda na to, że nasza podświadomość działa w trochę masochistyczny sposób. Pokazały to badania Kelly Goldsmith z Northwestern University w Evanston. Badaczka najpierw dwóm grupom badanych dała do rozwiązania zagadki słowne. W jednej grupie zdania zawierały takie słowa, jak „żal”, „grzech”, „wina”. W drugiej grupie słowa były neutralne. W kolejnej części eksperymentu badani mieli uzu- pełniać słowa wyglądające mniej więcej tak: „RA _ _ _ _”, lub „RO _ _ _ _ _ ”. Ci, którzy wcześniej mieli do czynienia z tekstami nasuwającymi skojarzenia z grzechem i poczuciem winy, znacznie częściej wypełniali luki słowami: „radość”, „rozkosz”. Natomiast osoby mające do czynienia z neutralnymi tekstami wpisywały takie słowa, jak „radzić” czy „rozkazy”. Widać, że zamiast odwracać myśli od grzechu, poczucie winy sprawia, że myślimy bardziej pożądliwie. Ale nie tylko o myśli chodzi. Wzbudzanie poczucia winy przekłada się także na czyny. Goldsmith odkryła, że ludziom obciążonym poczuciem winy słodycze smakują bardziej. Rozrzucenie w pokoju do badań magazynów fitnessowych sprawiło, że ludzie mieli większe wyrzuty sumienia, a jednocześnie bardziej łapczywie jedli słodycze.

PRZECZYTAJ KONIECZNIE: Przeglądanie Insta obniża samoocenę

REKLAMA

REKLAMA

Przekroczenie magicznej granicy

Paradoksalny wpływ poczucia winy na naszą psychikę przejawia się też w inny sposób. Może prowokować efekt zwany roboczo: „A niech tam, już trudno”. To właśnie on jest przyczyną, dla której pochłaniasz całą czekoladę zamiast dwóch kostek. Skoro już popełniłaś dietetyczny grzech, to równie dobrze możesz się poddać i zjeść wszystko. Złamałaś swoje twarde postanowienie noworoczne, że powstrzymasz się od słodyczy. Dlatego teraz to już żadna różnica, czy zgrzeszysz bardzo, czy tylko troszkę. Może od przyszłego roku Ci się uda. Ciekawe badania pochodzą z Nowej Zelandii. Okazuje się, że istnieje związek między silną wolą a postrzeganiem przyjemności. Badacze z Uniwersytetu Canterbury w Nowej Zelandii odkryli, że badani, którzy kojarzyli ciasto czekoladowe z poczuciem winy, mniej wierzyli w swoją samokontrolę czy silną wolę niż ci, którzy ciasto czekoladowe kojarzyli z przyjemnymi rzeczami, takimi jak święta. Pod tym kątem obserwowano przez dłuższy czas zachowania dwóch grup badanych – tych z większym poczuciem winy i tych z mniejszym. Obie grupy miały intencję, aby zrzucić wagę. Okazało się, że te osoby, w których słodycze wzbudzały poczucie winy, były mniej skuteczne w odchudzaniu. Tego typu badania były powtarzane wielokrotnie i zawsze z podobnym rezultatem. Wniosek z tego płynie jeden: poczucie winy sprawia, że grzeszymy bardziej. Być może wiąże się to z poziomem emocji – do emocji związanych z popełnianiem „grzesznej” czynności dochodzą emocje związane z wyrzutami sumienia i w sumie dają większą ekscytację niż wtedy, gdy podchodzimy do pączka z normalnym apetytem. Niektórzy badacze podejrzewają, że efekt „A niech tam, już trudno” sprawia, że wiele kampanii społecznych okazuje się dramatycznie nieskutecznych.

Jedno z badań pokazało, że znaki zakazu palenia zwiększały ochotę na papierosa wśród uzależnionych palaczy. Ciekawą obserwację poczynili badacze Kuijer i Boyce. Otóż wśród mieszkańców USA notuje się znacznie wyższy poziom otyłości niż we Francji. Paradoksalnie, Amerykanie odczuwają większe poczucie winy związane z jedzeniem niż Francuzi. Wygląda na to, że zamiast straszyć ludzi i wpędzać ich w poczucie winy, kampanie powinny raczej sięgać po argumenty pozytywne. To nie znaczy, że strach przed skutkami niewłaściwego postępowania nie działa na wielu, ale zawsze znajdą się ludzie, dla których przekraczanie granic jest bardziej ekscytujące.

Nadużywanie mięśnia woli

Wcale nie chcemy powiedzieć, że samodyscyplina i silna wola są bezużyteczne. Problem polega na tym, że warto się zastanowić, kiedy ich używać. Pobłażanie sobie w drobnostkach, takich jak np. oglądanie głupich programów (żeby zresetować mózg i się odstresować, oczywiście) czy zjadanie drugiej porcji ciasta pozwala nam bardziej cieszyć się życiem. Jednocześnie zachowujemy silną wolę na grubsze sprawy, rzeczywiście istotne dla naszego życia. Jak wyjaśnia Leonard Reinecke z uniwersytetu w Moguncji w Niemczech: „Silna wola jest jak mięsień. Za każdym razem, gdy musimy użyć samokontroli, oprzeć się pokusie lub kontynuować nieprzyjemne zadanie, siła tego »mięśnia« słabnie. W konsekwencji trudniej nam oprzeć się pokusom w kolejnych sytuacjach”. Dlatego nie warto być dla siebie zbyt surową, bo zbytnia samokontrola jest niesłychanie wyczerpująca energetycznie. Jeśli tracimy energię na rzeczy mało istotne, może nam jej zabraknąć wtedy, gdy rzeczywiście powinnyśmy jej użyć.

SPRAWDŹ: Gaslighting, czyli przemoc emocjonalna

REKLAMA

Jak używać silnej woli

Wiemy już, że nie ma co jej nadużywać i warto pozwalać sobie na przyjemności. Ale co zrobić, gdy chcesz zmienić nawyk?

Wewnętrzna motywacja

Musisz być pewna, że robisz to dla siebie i ma to sens. Na siłę mięśnia woli wpływa poczucie kontroli nad sytuacją. Gdy czujemy się zmuszone do jakiegoś działania, szybko nas ono męczy i nie utrwala się.

Plan

Sam cel i dobra wola nie wystarczą – potrzebujesz planu działania, jak to zrobisz i kiedy. Zamiast: „Muszę schudnąć”, mówisz sobie: „Będę biegać dwa razy w tygodniu, w czwartki i soboty o 8 rano, przez 30 minut”.

Rozsądek

Nie porywaj się na zmianę całego życia. Twoja siła woli szybko się wyczerpie i skończysz z poczuciem porażki. Najskuteczniejsze zmiany w życiu dokonują się małymi krokami.

Zastępstwo

Chcesz przestać palić? Wymyśl sobie inny zwyczaj, który zaspokoi potrzebę realizowaną przez palenie. Potrzebujesz pobudzenia? Napij się kawy. Potrzebujesz z kimś pogadać? Zamiast grupy palaczy znajdź inną.

Higiena psychiczna

Siła woli może słabnąć w ciągu dnia w miarę pokonywania kolejnych trudności. Słabnie również, gdy jesteś głodna, zdenerwowana, nie- wyspana albo trochę pijana. Dlatego dbaj o higienę psychiczną i fizyczną.

Nagrody

Wymyśl sobie system nagród za postępy. I pamiętaj, że sama zmiana może być już nagrodą, zwłaszcza że jedna zmiana pociąga za sobą inne. Rozpoczęcie ćwiczeń często sprawia, że zaczynasz się też lepiej odżywiać.

ZOBACZ TEŻ: Samowspółczucie ułatwia osiagnięcie założonych celów

Zobacz również:
Oto najnowsza seria pytań, na które odpowiedzieli nasi eksperci. 
ZOBACZ WIĘCEJ

REKLAMA

REKLAMA