REKLAMA

Demi Moore "Intymnie - moje wspomnienia" [recenzja książki]

Nie wiem, jak Wy, ale ja rzadko sięgam po autobiografie celebrytów. Na ogół to ucukrowane i ulizane historie napisane przez ghost writera, które nawet nie stały obok prawdy o tej osobie. No, chyba, że to autobiografia Ozziego Osbourna. Po książkę Demi Moore sięgnęłam trochę z sentymentu do tej aktorki, a trochę w nadziei, że może napisze coś ciekawego o tym, jak to było z tym Ashtonem Kutcherem, rozstaniem i załamaniem nerwowym na oczach paparazzich. Wiecie, jakieś plotki, sensacje, coś krwistego. Ale ta książka to zupełnie inna jakość. 

Demi Moore fot. Shutterstock.com

Często się zastanawiam, jak to jest, że w biografii osób, które dostały się na szczyt, bardzo często pojawia się wątek trudnego dzieciństwa. Występuje ono i w tej historii. Bo dzieciństwo i wczesną młodość miała Demi zupełnie wyjątkowo paskudne. Zacznijmy od tego, że była dzieckiem dwójki kompletnie niedojrzałych do rodzicielstwa osób – matka: piękna dziewczyna z romantycznymi aspiracjami, ojciec: czarujący drań, hazardzista, alkoholik. W historii tej upiornej rodzinki jest wszystko – rozstania, powroty, zdrady, awantury, alkohol, narkotyki, hazard, drobne przestępstwa, oszustwa, nieustanne przeprowadzki, proby samobójcze. Brakuje tylko jednego, mianowicie poczucia stabilizacji oraz kogoś, na kogo dziecko może zawsze liczyć. Uwierzycie, że jednymi ze szczęśliwszych wspomnień Demi są okresy, gdy jako dziecko trafiała do szpitala, bo przynajmniej wiedziała, że się tam nią zaopiekują, komuś będzie na niej zależeć, a świat wokół będzie przewidywalny.

ZOBACZ: Nathalie Emmanuel - moje fit życie

Demi dzisiaj mówi, że nie może uwierzyć, kiedy słyszy, że ludzie mają przyjaciół jeszcze z przedszkola. Dla niej dzieciństwo to nieustanny ciąg przeprowadzek. „Obliczyliśmy z bratem, że w dzieciństwie chodziliśmy do - co najmniej dwóch, czasem więcej – szkół rocznie” - pisze. Te przeprowadzki był na ogół ucieczkami przed konsekwencjami jakichś drobnych oszustw. Albo zdrad ojca. „Matka odkryła romans taty, więc zrobiła to, co nauczyła ją robić jej matka, kiedy mąż zaczyna dokazywać – odsunęła go daleko od problemu. Kobietom z mojej rodziny jakoś nie przyszło do głowy, że jeśli podczas przeprowadzki zabierasz ze sobą zdradzającego męża, problem zawsze będzie podążał za tobą”. Bo mimo przeprowadzek sytuacja ani trochę się nie poprawiała, stawała się coraz dziwniejsza.

A wyobrażacie sobie, co musi czuć dziecko, kiedy obserwuje niezrozumiałe zachowania rodziców? Awantury? Próby samobójcze? To, co pisze, przejmuje do szpiku kości: „Pamiętam jeszcze, jak drobnymi dziecięcymi palcami, poinstruowana przez ojca, wyjmowałam z ust mamy tabletki, które usiłowała połknąć. W tamtej chwili coś głęboko we mnie przeskoczyło i już nigdy nie wróciło na miejsce. Moje dzieciństwo dobiegło końca. Zrozumiałam, że nie mogę liczyć na rodziców. W momencie gdy kierowana okrzykami ojca wsadziłam palce do ust miotającej się jak dzikie zwierzę matki, przestałam być dziewczynką, która przynajmniej usiłowali się opiekować, a stałam się komś, od kogo sami będą oczekiwac pomocy w naprawianiu wlasnych błędów.” Macie pojęcie? Miała wtedy 12 lat.

Ale ta historia ma jeszcze dalszy ciąg – nieodmiennie ponury. Matka rozstała się w końcu z mężem i w jej życiu pojawili się inni faceci i jeszcze więcej alkoholu. Lubiła chodzić do barów z nastoletnią córką (Demi od 13 roku życia prowadziła samochód, głównie po to, żeby odwozić do domu pijanych rodziców) i poznawać mężczyzn, a córka służyła za przynętę. I nie tylko, co się miało okazać wkrótce. Jeden z tych typów przyszedł do domu Demi i jej matki i zaczął napastować dziewczynkę. Potem Demi usłyszała od niego: „Jak to jest, kiedy własna matka sprzedaje Cię za 500 dolarów”. Co można zrobić po takich słowach? No, wiecie, różnie to bywa, jeden by się stoczył na samo dno, inny poszedł na terapię, a Demi postanowiła zrobić karierę w Hollywood. Miała 16 lat, była piękna i bardzo zdeterminowana, aby  samodzielnie zarabiać na życie, z dala od swojej toksycznej familli.

Zaczęła od modelingu, potem pojawiały się rożne drobne role, a także i takie bardziej znaczące u boku wielkich nazwisk. Były też imprezy, alkohol i kokaina. Dość powiedzieć, że mając dwadzieścia kilka lat Demi miała za sobą odwyk, rozwód i serię związków z wieloma najgorętszymi super gwiazdami tamtych lat. Najszczęśliwszy czas nastąpił, kiedy poznała Bruce Willisa. Był to prawdziwy piorun sycylijski, zakochali się w sobie i szybko wzięli ślub.

SPRAWDŹ: 10 rzeczy, których nie wiesz o Margot Robbie

Jak wiadomo, szczęśliwe i nieszczęśliwe zdarzenia przychodza do nas seriami, więc wkrótce Demi dostała rolę która ją ustawiła na długie lata. Po roli Molly w melodramacie fantasy Jerry’ego Zuckera “Uwierz w ducha” (Ghost, 1990) z Patrickiem Swayze i Whoopi Goldberg w Demi Moore zakochał się cały świat. Była na szczycie – bajkowe małżeństwo, trzy córeczki, gigantyczne pieniądze, piękne rezydencje, prywatne samoloty, jachty, przyjęcia na samych szczytach Hollywood. Żyła jak w bajce, ale kiedy czytamy opis tych zdarzeń, to uderza jej beznamiętny ton. Tak, jakby jej się to wszystko zdarzało, jakby było gdzieś obok niej.

Zrozumiałam o co z Demi chodzi, kiedy przeczytałam o tym, jak przygotowywała się do roli komandoski SEALS w filmie G. I. Jane. Przeszła absolutnie morderczy trening, dokładnie taki, jakiemu poddawani są prawdziwi komandosi. Pod koniec programu zrobiła się twardsza niż większość facetów, a dowódca SEALsów krzyczał na innych, że są słabsi niż matka trojga dzieci. Nie można nie odczuwać szacunku, do jej charakteru, ale z drugiej strony zrozumiałam, że za jej niesłychaną twardością stoją ponure doświadczenia dzieciństwa.

Demi nauczyła się “nie czuć”. Zamrażać uczucia, żeby nie odczuwać bólu. Nie litować się nad sobą, tylko zaciskać zęby i iść do przodu. Była bezwzględna dla siebie i swojego ciała. Katowała się dietami i ćwiczeniami, bo potrafiła wytrzymać więcej niż przeciętny człowiek. To “zamrożenie” było też przyczyną jej niepowodzeń w miłości – była twarda, samowystarczalna, nie umiała zaufać i otworzyć się na drugiego człowieka. Pokochać zdrową miłością, pozwolić się kochać i sobą zaopiekować. “Czy ja ci w ogóle jestem do czegoś potrzebny?” pytał Bruce pod koniec ich związku? Ale chyba uznał, że nie. 

Wiele musiała przejść, żeby to zrozumieć – wiele klęsk, tym boleśniejszych, że niemal na oczach czałego świata, wiele lat terapii. Dopiero teraz, blisko 60. roku życia może powiedzieć o sobie, że jest szczęśliwa, pogodzona ze sobą i z bliskimi. “Tamtej nocy była pełnia – widziałam ja na niebie i czułam ją w sobie. Nie potrzebowałam jechać na żadne przyjęcie. Nie zależało mi na męskim towarzystwie. Miałam wszystko, czego mi trzeba. Jestem we właściwym miejscu. Tu, we własnym ciele, w tym domu, na tej planecie. Wchodzę w drugą połowe piątej dekady życia. Przeżyłam oboje rodziców. Los ciężko mnie doświadczył, zwłaszcza że nie byłam przygotowana na to, co mi szykował. Lecz dzięki temu nauczyłam się, że aby wyjść z trudnej sytuacji, trzeba jak najlepiej poznać siebie.”.

ZOBACZ TEŻ: Kultowe fryzury Jennifer Aniston

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA