Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.9

Daria Ładocha: Żeby schudnąć, musisz jeść!

Uwielbia jajko na miękko, bo jest tradycyjne, tajską zupę na ostro, bo jest ekstremalna i lody śmietankowe, bo to smak dzieciństwa. Trzeba przyznać, że Daria Ładocha to niezła agentka o kilku obliczach. Wywiad WH przyjrzał się im uważnie.

Daria Ładocha w Women's Health fot. Adam Pluciński

Na forach internetowych oraz wśród opinii uczestników programu „Agent” dominowały takie, że to twarda babka, że skryta, że się kamufluje, że potrafi grać ostro. Dlatego wielu celowało, że to właśnie ona musi być tytułowym „Agentem”.

Ciągle się ucz! To sprawia, że masz nieustający apetyt na życie.

„Pojechałam do Argentyny po to, by grać i bawić się tak jak kiedyś na koloniach. Gdybym się przejmowała tymi opiniami, to by oznaczało, że ten program nie był dla mnie, że powinnam pójść raczej do »Milionerów«, pod warunkiem że wcześniej bym się trochę poduczyła” – śmieje się Daria.

Trudno ją było poznać i rozszyfrować, dlatego po zakończeniu programu, na spotkaniu ze wszystkimi uczestnikami, powiedziała: „Teraz nadszedł czas, byśmy mogli poznać się naprawdę”. Jaka jest więc naprawdę?

Wie, czego chce

Pamięta, że zawsze lepiła z babcią pierogi. Gdy ulepiły 100, babcia mówiła: „Twoja mama nie umie gotować, ciotka też, to ulepmy jeszcze ze 100, potem pomrozimy i będzie dla wszystkich”. Dlatego na pytanie, od kiedy gotuje, odpowiada, że odkąd pamięta. Ale 17 lat temu, gdy wpadła jej w ręce książka o medycynie chińskiej, zaczęła gotować świadomie.

Odkrywała, jak wielki wpływ na zdrowie ma to, co jemy. Uczyła się o składnikach,o tym, że mogą poprawiać lub pogarszać kondycję fizyczną i intelektualną, próbowała je łączyć, by było smacznie i zdrowo. Ale dopiero gdy pojechała do Tajlandii i na ulicy w Bangkoku zjadła pierwsze tajskie jedzenie, zaczęła przeczuwać, co chce robić w życiu. – „To było jak grom z jasnego nieba. Te aromaty, przyprawy, ludzie, którzy gotowali i wkładali w to całe serce…” – wspomina.

To wszystko sprawiło, że otworzyła się nie tylko na nowe smaki, ale też na nową siebie, na to, że chciałaby robić w życiu coś zupełnie innego niż praca w agencji reklamowej, którą sama założyła. „Postanowiłam zrobić 10 kroków do tyłu, by wykonać jeden, ale słuszny do przodu” – mówi. Dlatego, nie bez bólu i strachu, zostawiła firmę, która miała już na swoim koncie poważne projekty reklamowe, zostawiła całe know-how po to, by zamknąć się w małej kuchni mieszkania na 7. piętrze i gotować.

Najpierw tworzyła przepisy dla córki, zapisując wszystko piórem w zeszycie. Gdy któregoś dnia go zalała i z atramentem spłynęła cała jej praca, zaczęła pisać w cyberprzestrzeni, tworząc blog „Mamałyga”. A potem poszło już lawinowo: zrobiła studia jako coach zdrowia, zaczęła prowadzić kąciki kulinarne w telewizji, warsztaty, napisała trzy książki. A podróże z turystycznych wypraw zamieniły się w kulinarne odkrycia.

Daria Ładocha w Women's Health fot. Adam Pluciński

Wie, że nie wszystko wie

„Gdyby sztuka gotowania polegała wyłącznie na składnikach i proporcjach, czyli na przepisach, każdy mógłby odpalić YouTube i zostać szefem kuchni” – mówi blogerka. A do kuchni – jak podkreśla – trzeba serca, zaangażowania, relacji z ludźmi.

Lokalną kuchnię tajską poznawała, gotując z prowincjonalnymi kucharzami w dżungli, a w jednej z popularnych knajpek na ruchliwej ulicy, gdzie trzeba było przygotować naraz kilkadziesiąt dań, uczyła się, jak gotować szybko. Teraz planuje wyprawę, w czasie której będzie odkrywać kuchnię królewską – coś zupełnie innego od znanego już nam, Polakom, „street foodu”.

Nie wolno się głodzić. Żeby schudnąć, trzeba jeść!

Do każdej wyprawy kulinarnej przygotowuje się minimum pół roku. Przy pierwszym wyjeździe przepytała na miejscu tajskich masażystów, gdzie najlepiej nauczy się gotować, a mieszkając u zaprzyjaźnionych Tajów podpatrywała ich w kuchni. Podróże po Tajlandii uświadomiły jej, że im więcej umie, tym więcej chce się uczyć.

To zresztą stało się jej maksymą nie tylko w kuchni, ale też w macierzyństwie, związku i w ogóle w życiu. „Nie osiadaj nie laurach, nie myśl, że umiesz wszystko, co umieć chciałaś. Lepiej myśl, że cały czas się uczysz. Wtedy masz niepohamowany apetyt na życie”.

Daria Ładocha w Women's Health fot. Adam Pluciński

Zna swoje słabości

"Raczej nie zobaczycie mnie z powieścią pod pachą, bo ja wolę czytać o florze bakteryjnej lub probiotykach” – śmieje się Daria. Przyznaje, że choć nie jest dietetykiem z wykształcenia, to o dietetyce czyta od 15 lat codziennie. Gromadzi książki, artykuły, przeczesuje internet i wszystko sprawdza w kilku źródłach.

I nie ma wątpliwości w jednej kwestii: jeśli chcesz schudnąć albo utrzymać szczupłą sylwetkę, musisz jeść. Głodówki to świetny sposób na oczyszczenie organizmu, ale słaba metoda na odchudzanie. „Znam to! W poniedziałek zamiast drugiego śniadania zjadasz jabłko, we wtorek planujesz rzucić słodycze, ale już w środę podjadasz to i owo, a w czwartek obżerasz się wszystkim. I masz na to milion argumentów: bo niby dlaczego masz sobie w kółko czegoś odmawiać, bo przecież tak ciężko pracujesz, nie wspominając już o związku z facetem, który od dawna cię wkurza…”.

Wszystkie te scenariusze Daria przerabiała na sesjach coachingowych ze swoimi klientami i wie, że to niezwykle trudne. Według niej rewolucje przynoszą ofiary, dlatego lepiej zmieniać świat małymi krokami. „Podjadasz w biurze słodycze? W miejsce czekolady połóż miskę marchewek. I podjadaj, na zdrowie!” – radzi.

Daria Ładocha w Women's Health fot. Adam Pluciński

Ma plan awaryjny

Jej świetna sylwetka to nie tylko efekt zdrowego odżywiania. Przez 15 lat regularnie, 4 razy w tygodniu, chodziła na fitness. Jednak gdy na świecie pojawiły się córki, z ćwiczeniami zaczęło być różnie. „Życia nie można zaplanować od A do Z – przyznaje autorka „Mamałygi”. - Dzieci chorują, czasem wpadają do zrobienia dodatkowe projekty, a czasem się zakochujemy i nie mamy na nic ochoty poza miłością”.

Ćwicz to, co lubisz. Ruch ma nas napędzać, dodawać energii i sprawiać frajdę, a nie katować czy wywoływać wyrzuty sumienia.

Najważniejsze – mówi Daria – by nie mieć z tego tytułu wyrzutów sumienia. „Bo ruch ma nas napędzać, dawać energię, a nie dołować. Nie masz czasu iść na trening? OK, zostaw samochód i idź w tym dniu do pracy piechotą lub zrób 100 przysiadów w czasie oglądania filmu”.

Ważne, by mieć poczucie, że coś się robi dla siebie. „My mówimy: w zdrowym ciele zdrowy duch, a w medycynie chińskiej, że jeśli duch jest zdrowy, to ciało też. To mnie przekonuje, bo wiem, że gdy jestem szczęśliwa, to moje ciało będzie ze mną chętniej współpracować” – przekonuje Daria.

Na poprawę ducha zrobiła sobie kolorowe tatuaże na ramionach i zawsze maluje usta na krwistą czerwień. „Bo taka właśnie jestem: niejednoznaczna, kolorowa i rozsmakowana – tak samo w tradycyjnym jajku na miękko, jak i orientalnej zupie z Tajlandii czy w końcu słodkich lodach z dzieciństwa” – kończy Daria.

WH 06/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij