Czy może być zbyt miło?

No pewnie, że może. Chodzi o to, że aby doświadczyć pełni szczęścia, trzeba zaznać też tych przykrych emocji.

Czy może być zbyt miło fot.shutterstock.com

Wiodącym tematem tego numeru WH jest przyjemność. Jak sprawić, by życie było przyjemniejsze, przynajmniej w okolicach świąt. Wystąpię tu z ryzykowną tezą, że najlepszym sposobem, by odczuwać większą frajdę, jest umiejętne dawkowanie sobie nieprzyjemnych doznań.

REKLAMA

Problem z przyjemnością polega na tym, że szybko się zużywa. Mówią nam o tym niezliczone badania osób, które doświadczyły nagłego uśmiechu losu w postaci wielkiej wygranej. Już po 1,5 roku czują się dokładnie tak samo, jak przed wygraną, a wielu nawet gorzej. Przyzwyczaili się do tego wszystkiego, co dały im pieniądze, i tym samym wzrosły ich oczekiwania wobec życia. Teraz już byle co nie sprawi im przyjemności. Daniel Kahneman, psycholog i ekonomista, laureat Nagrody Nobla, nazwał to zjawisko „bieżnią satysfakcji”. Chodzi o to, że aby czuć się dobrze, potrzebujemy wciąż nowych doznań. Drugi kawałek ciasta nie jest tak samo pyszny, jak pierwszy, drugi tydzień wakacji zaczyna nas nudzić. Każda przyjemność ma taki punkt, po którym satysfakcja opada. Nieprzyjemne doznanie, ból, jakiś dyskomfort przerywa tę monotonię i paradoksalnie zwiększa późniejszą frajdę. Ulga po tym, gdy przestają nas boleć zęby, jest intensywniejszym doznaniem niż codzienna radość ze zdrowych zębów.

Grecki filozof Epikur (341-270 p.n.e.) przestrzegał, że nadmierne dążenie do szczęścia prowadzi do nieszczęścia. „Obsesja naszej cywilizacji na punkcie maksymalizowania bezpieczeństwa, przyjemności i minimalizowania bólu tak się w nas zakorzeniła, że zapomnieliśmy o tej mądrości” – mówi Brock Bastian z Melbourne School of Psychological Sciences. Chyba warto sobie tę lekcję starożytnego filozofa przypomnieć. Jak wyjaśnia Bastian w swojej książce „The Other Side of Happiness” („Druga strona szczęścia”), mamy szczęście żyć w czasach niebywale komfortowych w porównaniu do życia naszych przodków. Na świecie jest dwa razy więcej ludzi otyłych niż cierpiących głód. Zaawansowana technologia uwolniła nas od codziennych utrapień w postaci zdobywania jedzenia w trudzie, prania w strumieniu czy obrony przed dzikimi zwierzętami. I teraz pytanie: czy potrafimy się tym cieszyć? Chyba nie bardzo, bo według danych Światowej Organizacji Zdrowia najbardziej rozpowszechnioną chorobą na świecie jest depresja. Chorują na nią 322 miliony ludzi, a od 2005 roku nastąpił 18-procentowy wzrost zachorowań. I, co istotne, nie chorują na nią wyłącznie ludzie, którym życie dało solidnie w kość. Dotyka też tych, którzy obiektywnie mają się bardzo dobrze.

Innym zjawiskiem charakterystycznym dla komfortowych czasów jest lawinowy wzrost zainteresowania aktywnościami, które są niesłychanie męczące i bolesne. Na przykład CrossFit, triathlony Ironman, ekstremalne tory przeszkód obejmujące lodowate baseny czy wstrząsy elektryczne. Niektóre programy treningowe przypominają średniowieczne umartwianie się. Ludzie z jakichś powodów szukają dyskomfortu, a nawet cierpienia, bo euforia po nim jest nieporównywalna z innymi prostymi przyjemnościami. Ból poza tym czyni nas odporniejszymi fizycznie i psychicznie. Entuzjaści CrossFitu mówią, że ultraintensywne treningi pomagają budować wiarę w siebie. Pokonując słabość na sali doświadczają tego, że ta ich siła przenosi się na inne dziedziny życia. Badania wskazują, że w bogatszych krajach mnóstwo ludzi doświadcza pustki i jałowości życia. Pokonywanie swoich słabości może być lekarstwem na tę pustkę i przynosić poczucie głębokiej satysfakcji. My, ludzie, jesteśmy tak skonstruowani, że potrzebujemy jakichś wyzwań. Inaczej życie, nawet wypełnione przyjemnościami, zaczyna wydawać się nam jałowe i bezsensowne.

ZOBACZ TEŻ: Odzyskaj swój czas i bądź zdrowa

Zobacz również:
Okulary HTC Vive Flow lekko, łatwo i przyjemnie przenoszą w wirtualną rzeczywistość, która pomaga realnie się zrelaksować.
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA