Czy medytacja ma sens?

Praktyki zapożyczone z kultury Wschodu są niesłychanie popularne, ale może się okazać, że zamiast współczucia dla wszystkich istot poczujemy mentalne odizolowanie. Czy medytacja działa jak pigułka szczęścia?

Medytacja fot. shutterstock.com

Medytacja – spis treści

Moda na medytację

Gdybyś usłyszała o jakimś lekarstwie, że obniża poziom stresu, poprawia charakter, inteligencję i kreatywność, reguluje ciśnienie, ułatwia zasypianie, leczy stany lękowe i depresję, a jakby tego było mało, pozytywnie wpływa na życie seksualne, to co byś pomyślała? Gruba ściema, prawda? A przecież tak właśnie pisze się dzisiaj o medytacji i innych formach tzw. treningu duchowego. Mindfulness, joga i inne formy medytacji Wschodu stają się coraz bardziej popularne na Zachodzie nie tylko jako część tradycji religijnych, z których się wywodzą, ale przede wszystkim jako świecka forma wpływania na ciało i umysł. Medytacja ma tak doskonały PR, że właściwie każdy autorytet oraz celebryta wypowiada się o niej pozytywnie, dodając, że sam medytuje albo zamierza to robić. Ale przecież każde lekarstwo ma skutki uboczne – dlaczego nie miałoby tak być w przypadku medytacji? Może ja mam zły charakter, ale jeśli wszyscy się czymś tak zachwycają, to ja od razu szukam dziury w całym. I przeważnie ją znajduję.

Czy medytacja pozwala nam się zdystansować?

Zakłada się, że jednym z celów medytacji jest to, że pozwala nam zdystansować się od swojego ego, a tym samym od takich rzeczy, jak potrzeba społecznej aprobaty lub sukcesu. Przez zachęcanie do współczucia i stłumienia „wewnętrznego krytyka” trening duchowy powinien sprawić, że ludzie będą mniej zainteresowani takimi sprawami, jak rywalizacja z innymi, bardziej otwarci na współpracę. Ale jak wyjaśnia niedawno opublikowany artykuł Roosa Vonka i Anouk Visser, medytacja może mieć odwrotny skutek. Mianowicie, trening duchowy może w rzeczywistości wzmocnić nasz narcyzm, mentalne odizolowanie się od innych i poczucie wyższości (no, nie u wszystkich, rzecz jasna). Badani zgadzali się z takimi stwierdzeniami, jak np.: „Jestem bardziej świadomy tego, co jest między niebem a ziemią, niż większość ludzi” oraz „Świat byłby lepszym miejscem, gdyby inni również mieli taki wgląd w rzeczywistość, jaki ja mam teraz”. Czujemy się lepsi od innych, tych „nieoświeconych”, i zaczynamy startować w konkursie na najbardziej oświeconą jednostkę. Oto nasza ludzka natura w całej okazałości: wychodząc z jednego wyścigu, natychmiast zaczynamy biec w innym.

SPRAWDŹ: Joga: zestaw ćwiczeń na wyciszenie przed snem

Mity na temat medytacji

W swojej bardzo ciekawej książce „Pigułka Buddy: Czy medytacja może cię zmienić?” autorzy M. Farias i K. Wikholm obalają kilka rozpowszechnionych mitów dotyczących medytacji. Na przykład taki, że medytacja obniża poziom stresu u wszystkich. No, nie do końca: na przykład jedno z badań wykazało, że medytacja uważności doprowadziła do zwiększenia poziomu kortyzolu, biologicznego markera stresu, mimo faktu, że uczestnicy subiektywnie zgłaszali, że czują się mniej zestresowani. Twierdzeniu, że świat byłby lepszym miejscem, gdyby wszyscy praktykowali medytację zen, zaprzeczają dowody historyczne. Książka „Zen na wojnie”, napisana przez B.D. Victorię, dokumentuje poparcie buddyzmu zen dla japońskiego militaryzmu i fanatycznego oddania cesarstwu m.in. podczas II wojny światowej (samobójczy piloci, ale też bezwzględne okrucieństwo). Nie jest też prawdą, że medytacja wytwarza wyjątkowy stan świadomości, dokładnie zbadany naukowo. Prawda jest taka, że te stany nie są fizjologicznie wyjątkowe. Co więcej – chociaż różne rodzaje medytacji mogą mieć różny wpływ na świadomość (i na mózg), nie ma naukowego konsensusu co do tego, jakie są tego efekty.

Medytacja – dla kogo?

Medytacja, przy swoich licznych zaletach, nie jest cudownym lekiem na wszystko i dla wszystkich. Działa inaczej na różne osoby i przynosi różne korzyści w zależności od stanu psychicznego danego człowieka. Może w wielu przypadkach łagodzić stres, wzmacniać kontrolę impulsywności (udowodniły to badania nad medytującymi więźniami), a także sprawiać, że staniemy się bardziej uduchowionymi osobami. Jednak z pewnością nie zastąpi wizyty u lekarza dla osób z ciężką depresją. Przede wszystkim medytacja nie jest pigułką szczęścia i trzeba o tym wiedzieć, zanim zacznie się w nią intensywnie angażować. Ta praktyka w swoim zamyśle nie miała na celu uczynić nas szczęśliwszymi lub mniej zestresowanymi, ale pomóc nam w nurkowaniu głęboko w siebie, a to wiąże się bardzo często z nieprzyjemną konfrontacją z naszymi złudzeniami na temat własnej osoby. Ale na końcu tej drogi można osiągnąć prawdziwy spokój.

ZOBACZ TEŻ: 9 składników poczucia, że życie jest dobre

REKLAMA