[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Czasem jestem smutna - czy to problem? [nie ukrywaj uczuć]

Gonimy za szczęściem, a im bardziej gonimy, tym mniej jesteśmy szczęśliwe. Dlatego usiądź spokojnie i przeczytaj ten tekst, a zrozumiesz, że w życiu chodzi raczej o skalę emocji.

humory Nie musisz udawać, masz prawo czasem być smutna.

Muszę się wam w końcu do czegoś przyznać. Otóż ja nie jestem szczęśliwą osobą. Nie zrozumcie mnie źle: często się śmieję, kocham, ciekawi mnie mnóstwo spraw, mam fajną pracę, przyjaciół, rodzinę, na której mogę polegać. Naprawdę mam dobre życie. Ale mam też skłonność do czarnowidztwa i melancholii, bywam mrukliwa i nietowarzyska. Tak, mam za sobą trochę przykrych przeżyć, na przykład rozwód i chorobę, ale nie sądzę, by to było powodem tego, że nie potrafię czuć się szczęśliwa. Ja po prostu taka jestem – trochę smutna. Wiem o tym. Czy to jest jakiś problem? No właśnie. Inni myślą, że tak.

Zobacz też: Zimowa depresja - jasne sposoby na ciemne dni.

Smutek jak cellulit

W tym naszym napędzanym przez social media świecie smutek jest czymś, czego należy unikać za wszelką cenę. Ze wszystkich stron płynie do nas mniej lub bardziej wyraźny komunikat, że mamy być szczęśliwi, a najbardziej pożądany dla człowieka stan to podskakiwanie w euforii. Tak wyglądają młodzi ludzie w reklamach, tak się fotografują celebryci, takie fotki wrzucają sobie zwykli ludzie na Insta. Z półek w salonikach prasowych atakują nas tytuły: „Energia od rana”, „Szczęście w zasięgu ręki”, „Nie daj się depresji”, „Duńska sztuka szczęścia”. Okazuje się, że absolutnie nie można mieć ani przez chwilę obniżonego nastroju, bo to już oznacza depresję, którą koniecznie trzeba leczyć za pomocą pigułki. Gdzie się podział nasz stary, znajomy smutek? Dlaczego został wrzucony do worka ze „złymi emocjami” i usunięty z przestrzeni społecznej jako coś wstydliwego, niewłaściwego, czego nie pokazuje się światu? Jak cellulit.

Obowiązek szczęścia

A wiecie co? Świat się myli. Bo okazuje się, że przyzwolenie na odczuwanie smutku jest dla naszej psychiki zdrowe. A wszystkie wysiłki, żeby odczuwać wyłącznie pozytywne emocje, są dla nas szkodliwe. Prof. Iris Mauss z Uniwersytetu Kalifornijskiego na podstawie swoich badań doszła do wniosku, że ludzie, którzy zwyczajowo akceptują swoje negatywne emocje, lepiej sobie z nimi radzą, w efekcie rzadziej ich doświadczają, co w rezultacie prowadzi do lepszego zdrowia psychicznego. W książce „Przeciw szczęściu” Eric Wilson mówi, że w zachodnich społeczeństwach szczęście zostało skomercjalizowane. Ludziom wydaje się, że jest czymś, co można dostać w pakiecie z pewnym stylem życia, domem w określonym miejscu, samochodem, wakacjami. Słowem, można je kupić.

„Ale kiedy idziesz przez życie, szukając szczęścia jako stanu idealnego, będziesz miała następujący problem: będziesz czuła się winna, nieadekwatna albo zawstydzona za każdym razem, gdy będziesz miała dołek (a będziesz go miała, to pewne) oraz będziesz udawała przed sobą i przed innymi ludźmi, że czujesz się szczęśliwsza, niż jesteś. A zakłamywanie siebie to pierwszy krok do wewnętrznego chaosu” – mówi Wilson. Badania na uniwersytecie w Toronto pokazały jeden z aspektów wypierania negatywnych emocji. Otóż okazało się, że kiedy rodzice okazują przy dzieciach tylko pozytywne, „szczęśliwe” emocje, ukrywając smutek czy złość, to dzieci wcale nie rozwijają się lepiej. Wręcz przeciwnie: mają wyższy poziom napięcia spowodowany brakiem autentyczności w relacji między rodzicami. Są zdezorientowane, bo nie dostają adekwatnej informacji zwrotnej, nie wiedzą, na czym stoją, nie rozumieją komunikatów dorosłych.

Bezstresowi milenialsi

A teraz spróbujcie przypomnieć sobie najtrudniejszy moment ze swojego życia. Dla mnie była to choroba i śmierć kogoś bliskiego. Niesłychanie trudny okres, do którego nawet niechętnie wracam pamięcią. Ale wiem, że to doświadczenie ukształtowało mnie. Sprawiło, że jestem właśnie taką osobą: empatyczną, wyrozumiałą, delikatną, ale bardzo silną. A jakie były te wasze momenty? Widzicie, tak się składa, że musimy przejść przez te trudne doświadczenia, złe związki, problemy w pracy, trudne relacje po to, aby dojrzeć, nauczyć się radzić sobie z trudnościami i zdobyć psychiczną odporność. Tak jak organizm nabywa odporności przez kontakt z drobnoustrojami, a nie przez przebywanie w sterylnym środowisku.

Wielu psychologów ostrzega, że koncentracja na pozytywnych emocjach i unikanie tych „niebezpiecznych” (smutku, złości, agresji) w procesie wychowania może skutkować pozbawieniem dzieci odporności na stres czy umiejętności radzenia sobie z trudniejszymi sytuacjami. To może być los tych dzieci wychowanych przez sympatycznych, łagodnych ludzi, którzy chcą, by ich maleństwo wyrosło na łagodną i kochającą istotę. Milenialsi to najprawdopodobniej najsłabsze psychicznie pokolenie w historii ludzkości. Niektórzy socjologowie nazywają ich pokoleniem „płatków śniegowych” – każdy uważa się za wyjątkowego, a nie jest w stanie przetrwać najdrobniejszego dyskomfortu.

Sprawdź także: Cała prawda o lekach psychotropowych - działanie antydepresantów.

Czasem każdy z nas cierpi

Tim Lomas, wykładowca pozytywnej psychologii na Uniwersytecie Londynu Wschodniego i autor książki „The Positive Power of Negative Emotion” („Pozytywna siła negatywnych emocji”), twierdzi, że ta „pozytywna popkultura” oznacza, że oprócz smutku wypieramy również inne nieprzyjemne emocje, takie jak nuda, niepokój, poczucie winy. Odmawiamy kategorycznie radzenia sobie z nimi: łatwiej przecież wziąć prozak albo xanaks.

Psychiatrzy szacują, że w naszym kraju co najmniej milion osób zażywa leki antydepresyjne; jeszcze więcej, bo 25% populacji, cierpi na depresję albo miało epizod depresyjny. Ostatnio coraz częściej to ludzie młodzi. Wielu ekspertów, w tym Wilson, twierdzi, że istnieje tendencja do rozszerzania pojęcia depresji. Każdy z nas doświadcza w jakimś okresie swojego życia smutku, przygnębienia, rozpaczy po stracie bliskiej osoby, poczucia braku nadziei, nieszczęścia. Mamy prawo do takich emocji, jesteśmy tylko ludźmi. Musimy to przeżyć, zanurzyć się w tym i wypłynąć na powierzchnię już jako dojrzalsza, mocniejsza osoba. Zagłuszając się lekami, nie dajemy sobie szansy na rozwój. Czy naprawdę chcemy żyć takim nieprawdziwym życiem, bez prawdziwych emocji?

Adwokatka smutku

Bycie nieszczęśliwym jest nieodłączną częścią ludzkiego doświadczenia. Bez wielkich upadków nie byłoby wielkich wzlotów, bez przejścia przez rozpacz nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy szczęśliwi. Dopiero doświadczając pełnej skali emocji wiemy, że żyjemy pełnią życia. To nie jest tak, że niektóre emocje są dla nas dobre, a inne szkodliwe. Potrzebujemy w życiu ich wszystkich, np. wściekłość dodaje nam siły w niebezpieczeństwie, zaś strach pomaga w ucieczce. A smutek? Do czego potrzebujemy smutku?

Prace naukowców z Uniwersytetu Berkeley wyjaśniają tę kwestię. Otóż kiedy jesteśmy smutni, pracujemy w bardziej systematyczny sposób, skupiając uwagę na detalach. Smutek poprawia też naszą pamięć, wzmacnia empatię oraz kreatywność. Inne badania wskazują, że doświadczenie goryczy porażki czy poczucia winy wzmacnia naszą zdolność uczenia się. Gdy uciekamy przed tymi uczuciami, mamy tendencję do powtarzania wciąż tych samych błędów. Szczęście, radość czy euforia to cudowne uczucia. Ale jak wskazują badania, nie doświadczymy ich nigdy w naturalny, nie chemiczny sposób, jeżeli będziemy uciekać przed emocjami z przeciwnego krańca skali. Kiedy następnym razem ktoś Ci powie: „Uśmiechnij się, co jesteś taka smutna?”, zignoruj go. Ty jesteś po prostu refleksyjna.

ZOBACZ TEŻ: Nerwica - choroba perfekcjonistek [jak sobie z nią radzić?]

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij