[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Co może zepsuć Waszą przyjaźń?

Wiadomo, że najbardziej lubimy ludzi w jakiś sposób do nas podobnych. I z takimi się na ogół przyjaźnimy. Jesteśmy w podobnym wieku, mamy podobny gust, podobny styl życia. A co jeśli nagle jedna z nas postanowi coś w nim zmienić? Czy nasza przyjaźń to wytrzyma?

fot. GettyImages

Ona ma chłopaka

Kiedy zaczęłyśmy się podkochiwać w różnych chłopakach, to też nas łączyło. Zresztą często miałyśmy wspólny obiekt westchnień. Opowiadałyśmy sobie wszystko, śmiałyśmy się z siebie i tak to trwało, aż tu po wakacjach, przed studiami, okazało się, że Kasia ma chłopaka. Na poważnie. Szok. Nie dość, że nic nam wcześniej nie powiedziała, że na coś się zanosi, to jeszcze wcale nie znałyśmy tego faceta. I zaczęło się psuć między nami. Kasia spędzała z nim cały swój wolny czas, a jak już wyszarpała dla nas godzinkę, to mówiła tylko o swoim chłopaku. Jaki jest cudowny, inteligentny, dowcipny i w ogóle. Zupełnie wystarczyło, żebyśmy go szczerze znienawidziły.

Owszem, poznałyśmy go osobiście, bo czasami Kasia go zapraszała na nasze babskie zloty, ale nie zrobił dobrego wrażenia. Siedział jak jakiś mruk i w ogóle nie śmieszyły go nasze opowieści o tym, jaką Kaśka była fajną dziewczyną, zanim go poznała. I w kim się kiedyś kochała (a w kim ona się nie kochała?). Kasi najwyraźniej te spotkania nie sprawiały przyjemności i tak jakoś nasze drogi zaczęły się rozchodzić.

REKLAMA

Ja miałam pecha do facetów, w zasadzie to wiecznie byłam nieszczęśliwie zakochana, więc szczęśliwa Kasia zupełnie nie była dla mnie partnerką do zwierzeń. Co tu dużo ukrywać – zazdrościłam jej. Z drugiej strony nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie może poświęcić mi więcej czasu, skoro wie, że jej potrzebuję, bo przeżywam trudny okres. Bardzo mnie zawiodła. Czy prawdziwa przyjaźń nie polega na tym, że możesz liczyć na przyjaciółkę o każdej porze dnia i nocy?

Oczami Kaśki

Naprawdę uwielbiałam moje przyjaciółki, a zwłaszcza Joannę. Dlatego bardzo nieprzyjemnie mnie zdziwiła jej reakcja na mojego chłopaka. Zamiast po przyjacielsku się cieszyć, że mam fajnego, porządnego faceta, zaczęła zachowywać się jak rozkapryszone dziecko. Strzeliła takiego focha, że aż mi za nią było wstyd. Była niemiła dla mojego chłopaka, mówiła jakieś złośliwości, które moim zdaniem miały na celu nas skłócić. Ja wiem, że nie ma szczęścia do facetów, chociaż moim zdaniem trochę na własną prośbę. Ale jak można być taką egoistką? Czy ona sobie wyobrażała, że ja zerwę ze swoim chłopakiem tylko dlatego, by dotrzymać jej towarzystwa w narzekaniu na facetów? Bardzo się na niej zawiodłam.

Da się to naprawić?

O przyjaźń, tak jak i o każdą bliską relację, trzeba dbać. Banał, ale tak naprawdę to wszystkim wydaje się, że przyjaźń po prostu sama rośnie, jak trawa. Przyjaźń karmi się czasem i zainteresowaniem okazywanym drugiej osobie. Przyjaciel to ktoś, dla kogo jesteśmy bardzo ważne, z wzajemnością. Ale nie najważniejsze. Dlatego pojawienie się miłości w naszym życiu to może być pierwsza próba dla przyjaźni. I żeby przejść przez to zwycięsko, warto wykazać się dojrzałością z obu stron.

Ta szczęściara z chłopakiem czy mężem powinna jednak pamiętać, że czas zakochania i absolutnego oddania drugiej osobie mija. Czasem i miłość mija. A dobrze utrzymana i konserwowana przyjaźń może trwać całe życie. Ta druga też powinna wiedzieć, że niektóre etapy w życiu przyjaciół trzeba cierpliwie przeczekać.

ZOBACZ TEŻ: Przyjaźń a geny: jak wybieramy przyjaciół?

 

fot. Alamy

Ona ma dziecko

Ania, druga moja przyjaciółka, naraziła naszą przyjaźń na szwank, rodząc sobie – jak gdyby nigdy nic – dziecko. Oczywiście żartuję, ale tylko trochę. Bo o ile chłopak nie wyłącza Cię całkowicie z życia towarzyskiego, a poza tym, jak wiadomo, faceci przychodzą i odchodzą (albo my od nich), to dziecko jest już na stałe. I pochłania Twoją przyjaciółkę bez reszty, po czubek głowy. Jest doświadczeniem totalnym, które zmienia człowieka. Nagle ta zabawna dziewczyna, z którą imprezowałyście bez wytchnienia i którą interesowały wszystkie nowe trendy, staje się zupełnie kimś innym. Dorosłą osobą, która nagle traci zainteresowanie dla większości spraw, które pochłaniają Ciebie.

Patrzę na nią, jak przewija bobasa, kołysze, coś tam do niego zagaduje, spogląda na niego jak na ósmy cud świata i widzę, jaka przepaść nas dzieli. O czym mam z nią gadać – ja, osoba bezdzietna, i w dodatku nie za bardzo lubiąca dzieci? Jakiego bym wątku nie zaczęła, to ona wygląda na znudzoną. W dodatku jest wiecznie niewyspana i absolutnie nie można jej wyciągnąć na babski wieczór z winem (bo karmi).

Oczami Ani

Nie wiedziałam, że można w ogóle nie spać i jakoś żyć. Tak, to fakt, że wiele spraw jakoś straciło dla mnie znaczenie. I fakt, że dziecko jest centrum mojego wszechświata. Ale to chyba naturalne, prawda? Co nie znaczy, że mam mózg wypełniony kaszką manną. Oczywiście, że potrzebuję przyjaciółki, chociaż obecnie najlepiej dogaduję się z innymi świeżo upieczonymi mamami. Trochę się czuję urażona, że Joanna wpada do mnie na chwilę, oczekuje, że poczęstuję ją herbatą i pogadamy o jej fascynującym życiu. Jak próbuję coś powiedzieć o sobie, to ona ziewa. Na moje dziecko patrzy z lekkim obrzydzeniem, z trudem maskowanym. Jest mi przykro.

Da się to naprawić?

Dzieci rosną i po pewnym czasie nie wymagają tyle uwagi ze strony rodzica. Ale pierwszy okres jest trudny. To fakt, że jej łatwiej pogadać z innymi mamami, które są w tej samej sytuacji, i powymieniać bezcenne doświadczenia (na przykład, że te krostki to nie jest jakaś straszliwa choroba, tylko zwykła trzydniówka). Ale Ty masz szansę pokazać, że prawdziwa przyjaźń to jednak coś więcej. Pomóż jej. Ona kompletnie nie ma czasu dla siebie ani dla domu. Może zaproponuj, że zrobisz jej zakupy? Posprzątasz? Zabierzesz swoim autem do przychodni na badania?

A Ty, młoda mamo, nie bój się prosić o pomoc. Twoja przyjaciółka nie wie, jak się zachować i jak Ci pomóc. To w końcu wasze pierwsze dziecko.

 

fot. GettyImages

Ona awansowała

Z Ewą udało nam się zrealizować plan z dzieciństwa. Dostałyśmy się na studia na tej samej uczelni i razem wynajmowałyśmy mieszkanie. Po studiach szybko znalazłam pracę w dużej międzynarodowej korporacji; Ewa jakoś nie mogła się nigdzie załapać, nawet na staż. Trudny charakter, wiadomo.

Gdy tylko usłyszałam, że w naszej firmie szukają pracowników, zaraz dałam Ewie znać. Przeszła przez cały skomplikowany proces rekrutacji i udało się. Dostała pracę w moim dziale. A że Ewa ma też błyskotliwą inteligencję, to szybko zdobyła uznanie pracodawców. Radziła sobie doskonale, do tego stopnia, że po pół roku została moją przełożoną.

Jako osoba szlachetna oraz wyluzowana na początku udawałam, że kompletnie mnie to nie rusza. Ale prawda była inna – nasze relacje się zmieniły. Każdą jej uwagę traktowałam jak atak i wykorzystywanie tej jej nowej pozycji, żeby mnie upokorzyć. Wszystko się we mnie gotowało, gdy przyjmowała ten ton „pani kierowniczki”. Przestałam ją lubić. Chyba.

Oczami Ewy

Joanna zawsze miała talent do nawiązywania kontaktów i do robienia dobrego pierwszego wrażenia. Później zwykle było gorzej. Ja miałam odwrotnie. Bardzo byłam jej wdzięczna za danie mi cynku o tej pracy, ale przecież przeszłam przez normalny proces rekrutacyjny. Nic mi tu nie pomogła znajomość z Joanną. A potem starałam się być profesjonalna. Uważam, że w pracy obowiązują inne reguły niż w przyjaźni. Generalnie chodzi o terminowość w swojej pracy, prawda? Ona chyba tego nie rozumie i uważa, że powinna mieć szczególne względy.

Da się to naprawić?

Taka relacja przypomina faworyzowanie jednego dziecka w rodzinie. Ktoś ważny (rodzic/szef) daje więcej przywilejów jednej osobie, co jest odbierane przez tę drugą jako krzycząca niesprawiedliwość. Bo przecież powinny być kochane/ traktowane identycznie, co nie?

To jest tak emocjonalne, że wyłącza się rozsądek, który może podpowiedziałby, że jedni mają więcej talentów do zarządzania, a drudzy do czegoś innego. Cieszymy się z sukcesów naszych.

ZOBACZ TEŻ: Samotność w sieci, czyli jak media społecznościowe wpływają na relacje

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij