REKLAMA

Ch**owa Pani Domu sprzedaje swoje patenty na podróżowanie

Najczęściej: spędzam wolny czas, planując kolejne podróże. Kilka razy w tygodniu: sprawdzam aktualne promocje na bilety lotnicze. Nigdy: nie przepuszczam okazji, żeby ruszyć z domu i zobaczyć nowy kawałek świata.

Mam na swoim koncie kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt mniejszych i większych wyjazdów krajoznawczych, w tym podróż dookoła świata. Zdarzało mi się sypiać w tanim hostelu w 8-osobowej sali koedukacyjnej, a także lecieć największym samolotem pasażerskim na świecie.

Wstawać na wschody słońca na półwyspie Coromandel w Nowej Zelandii, a także zajadać się zupką chińską przed drewnianym domkiem PTTK w bieszczadzkiej Wetlinie. Organizację wyjazdów – bez względu, czy chodzi o drugi kraniec Polski czy inną część kuli ziemskiej – opanowaną mam do perfekcji. Dlatego z przyjemnością podzielę się z Wami moimi skromnymi patentami na to, jak podróżować z klasą i kasą (albo i bez niej).

1. Dziel koszty

Wydanie za jednym zamachem kilku czy nawet kilkunastu tysięcy złotych na egzotyczną podróż boli, same przyznacie. Ale jeśli rozplanujemy te wydatki w czasie, każdego miesiąca opłacając wybrany cel, cała suma robi się o wiele bardziej znośna do przełknięcia. I tak, gdy przykładowo chcę wyjechać gdzieś w sierpniu i wiem, że będzie to wyjazd z gatunku tych, podczas których wydam wszystkie pitaki z konta oszczędnościowego (i nie będę tego potem ani trochę żałować), staram się zamawiać i opłacać rzeczy z wyprzedzeniem. W styczniu zamawiam bilety lotnicze, w okolicach marca zaczynam interesować się miejscami noclegowymi, na koniec zostawiam sobie dodatki, takie jak wynajęcie auta, dodatkowe atrakcje czy ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków. W dniu wyjazdu pokryte mam 90% wydatków. Nie wiem, czy znacie to uczucie, a jeśli nie, podpowiem: to szalenie uwalniające pakować się na urlop bez poczucia, że po przekroczeniu progu hotelu trzeba będzie wydać milion monet.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Spuśćmy trochę powietrza z tego macierzyńskiego balonika

2. Bilety za 0,01 zł w jedną stronę

Jeśli chcecie podróżować stosunkowo tanio, a przy tym komfortowo, polecam zaprzyjaźnienie się z serwisami wyłapującymi oferty turystyczne w atrakcyjnych cenach (Fly4free.pl, mlecznepodroze.pl), a także z porównywarkami internetowymi (moje ulubione to skyscanner.pl i kayak.pl). Owszem, to frajda zamówić sobie bilet lotniczy do Singapuru w klasie biznes i odbyć taką podróż na pokładzie Super Jumbo Jeta, ale jeszcze fajniej nabyć taką wejściówkę w kwocie, za którą regularnymi liniami nie poleciałybyście nawet do Paryża. Mój rekord to 0,02 zł za dwa bilety lotnicze na trasie Wrocław – Sztokholm-Skavsta (NYO). Co prawda było to dobre 11 lat temu - dziś nikt już takich promocji cenowych nie pamięta (i nawet dobrze, bo wraz z rosnącą świadomością zanieczyszczeń, jakie generuje rejs samolotem, byłoby to zwyczajnie nieprzyzwoite). Ale daję Wam znać, że można i że pieniądze nie są w dzisiejszym świecie wymówką, żeby nie zwiedzać świata (co innego globalna pandemia).

3. Palcem po mapie

Przed wyjazdem lubię sobie za- planować wszystko od A do Z. Domyślam się, że dla wielu z Was to opcja nie do przebrnięcia. Wiedzieć zawczasu, co się będzie robiło na wakacjach, gdzie będzie się jadło i którą ścieżką będzie schodziło na plażę? Nuuuuda, ziew, podziękuję za taki urlop. I ja to szanuję – zdaję sobie sprawę, że ile osób, tyle różnych podejść do spędzania wolnego czasu. Dla mnie prywatnie planowanie to jedna z ulubionych części organizacji wyjazdów: Google Maps mi świadkiem. Powiecie: zero spontanu, niespodzianek, improwizacji. Odpowiem: a czy życie nie jest już zbyt nieprzewidywalne, by tak kluczowe sprawy, jak wybór lokalu, w którym zjecie najlepszą kolację swojego życia, pozostawiać w rękach losu? Doświadczona wieloma swoimi wpadkami wyjazdowymi stawiam na gotowy plan.

Przed wyjazdem przygotowuję sobie listę miejsc, które chciałabym zobaczyć; jeśli są to atrakcje turystyczne, które wymagają wcześniejszej rezerwacji, czynię to odpowiednio wcześniej. Sprawdzam recenzję lokali gastronomicznych i zapisuję sobie adresy tych, które warto odwiedzić podczas wyjazdu. Dotychczas wyglądało to albo tak, że stołowałam się w przypadkowych knajpach – co niestety nie zawsze zdawało egzamin – albo tak długo szukałam restauracji idealnej, że głód nie pozwalał mi już potem cieszyć się podanym daniem.

Kto nie korzystał z opcji Street View w Google Maps, sprawdzając lokalizację swojego przyszłego apartamentu na airbnb, niech pierwszy rzuci kamieniem! Kto nigdy nie spacerował wirtualnie po mieście, które w wakacje miał odwiedzić w poszukiwaniu najbardziej urokliwych zakątków oraz w celu wyznaczenia najkrótszej trasy do najbliższego sklepu spożywczego, niech szybko to zmieni.

PS Z góry przepraszam, jeśli czytając ten tekst, liczyłyście na patenty w stylu: jak zrolować i spakować ubrania na dwutygodniowy wyjazd, upychając je w bagaż podręczny; jak nie wydać całej pensji na uroczym holenderskim pchlim targu albo w jaki sposób na wakacjach skłonić swoje dziecko do tego, by nie wstawało przed 6 rano. Przykro mi. Sama wciąż szukam odpowiedzi na te nurtujące ludzkość pytania...

ZOBACZ TEŻ: Jak czuć się dobrze podczas lotu [patenty stewardess]

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA