Ch**owa Pani Domu odpowiedziała na wiadomości czytelniczek

Właściwie od początku mojej internetowej działalności piszecie do mnie listy. Może nie te prawdziwe, ze znaczkiem i kopertą, ale tych elektronicznych dostaję tygodniowo całkiem sporo.

Ch**owa Pani Domu fot. Grzegorz Gołębiowski/MPP

List od Uli

Cześć! Chciałabym się z Tobą podzielić pewną refleksją i jednocześnie zapytać o Twoje zdanie. Wraz z nowym sezonem pojawiło się sporo ofert na różnorodne zajęcia sportowe prowadzone m.in. w klubach fitness, w tym bogata oferta „Tylko dla kobiet”. Co myślisz o tego typu zajęciach? Od 4 lat trenuję krav magę, od 3 lat brazylijskie jiu-jitsu. Nie podoba mi się w klubach sportowych tworzenie grup tylko dla kobiet. W moim odczuciu wtóruje to przekonaniu, że kobiety z założenia się słabsze i trzeba je chronić.

REKLAMA

Ula, ogromnie dziękuję za Twój list! Cóż, chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, kiedy napiszę, że mam podobne odczucia do Twoich. Wydawało mi się, że powoli odchodzimy od czasów, w których konkretne czynności przypisywało się danej płci i że nasze role społeczne stały się o wiele bardziej płynne. Okazuje się jednak, że dotyczy to albo bardzo wąskiej grupy społecznej, w której płeć przestała grać aż tak istotną rolę, albo przez moment widziałam to, co chciałam widzieć.

Dopóki będą się odbywać zajęcia, szkolenia, zjazdy „tylko dla kobiet”, dopóty będzie panować przeświadczenie, że dane tematy są zarezerwowane tylko i wyłącznie dla jednej z płci. Fajnie, że zahaczyłaś o temat sportów walki, bo zakładam, że skoro chodzisz na takie zajęcia, zależy Ci na tym, żeby faktycznie nauczyć się walczyć i potrafić obronić się w trudnej sytuacji. Dzieląc grupy na męskie i kobiece, organizatorzy z góry zakładają, że kobiety będą o wiele słabsze od mężczyzn i nie ma sensu robić mieszanych zajęć. A czy przecież nie o to właśnie chodzi? O zmierzenie się z potencjalnym rywalem i stawienie mu czoła? Przecież tylko regularnie ćwicząc, możemy temu zadaniu sprostać. Trzymam kciuki, żebyś znalazła w sobie zawziętość i cierpliwość w dążeniu do realizowania ulubionego sportu na takich warunkach, na jakich najbardziej Ci zależy. I życzę Ci jeszcze, by koledzy z grupy koedukacyjnej traktowali Cię jak równego sobie przeciwnika, walcząc z Tobą bez taryfy ulgowej.

List od Katarzyny

Mam pytanie. Co w sytuacji, kiedy kobieta w związku zarabia o wiele więcej pieniędzy niż jej partner? Czy w związku z tym mężczyzna powinien przejąć większy zakres obowiązków domowych? Czy mąż ma prawo czuć się urażony, że zarabiam więcej? Jak to widzisz?

Kasiu! Myślę, że sytuacja, w której partnerka przynosi do wspólnego miesięcznego budżetu znacznie wyższą kwotę pieniędzy od swojego partnera, nie jest już dzisiaj sytuacją nadzwyczajną. A przynajmniej nie powinna nikogo dziwić. Mam wiele koleżanek, które zajmują wysokie stanowiska w swoich miejscach pracy i zarabiają duże pieniądze – w żadnym ze znanych mi przypadków nie zaważyło to na dalszych losach małżeństwa. Jeśli partner szanuje Ciebie i Twoją pracę, najzwyczajniej w świecie powinien cieszyć się z tego, że zarabiasz godne pieniądze i że dzięki temu możecie komfortowo żyć. Jeśli ma z tym problem, warto szczerze porozmawiać, dlaczego ten temat tak go frustruje (czy czuje się w związku z niższymi zarobkami gorszy, czy boi się, że nie będzie już dłużej dla Ciebie i bliskich autorytetem itp.), a w wymagających tego przypadkach warto wybrać się wspólnie do terapeuty. Pytasz, czy skoro mąż/partner mniej zarabia, automatycznie powinien bardziej angażować się w prace domowe. To chyba jednak zależy od intensywności Waszych zajęć i tego, ile czasu spędzacie w pracy. To, że jedna ze stron ma wyższe zarobki, nie oznacza zawsze, że intensywniej pracuje. I na odwrót: to, że ktoś nie zarabia dużych pieniędzy, nie oznacza, że jest leniem i że się nie stara. Najlepszym rozwiązaniem będzie dostosowanie prac domowych adekwatnie do Waszego wolnego czasu, a nie do sumy pieniędzy, którą przelewa Wam na konto pracodawca. Powodzenia!

List od Moniki

Droga ChPD! Zapytam krótko: jak przeżyć rozwód? Nie mamy dzieci, po kilkunastu latach życia w związku uznaliśmy, że nie łączy nas już prawie nic poza zobowiązaniami kredytowymi. Jak przejść ten trudny czas?

Jak przeżyć rozwód? Z godnością. Tak, żeby mimo wielu trudnych i stresujących momentów umieć spojrzeć na siebie w lustrze. Pamiętaj, że rozstanie po kilkunastu latach wspólnego pożycia to ekstremalna sytuacja, na którą nie ma mądrych. Warto – jeżeli istnieje taka możliwość – rozstać się w zgodzie i myśleć o swoim byłym partnerze jako o osobie, z którą przecież przeżyło się wiele dobrych chwil. Potraktuj trudne wydarzenia w swoim życiu jako pretekst do zmian. To, że zdecydowałaś się na tak ważny krok, świadczy o Twojej sile i odwadze. Wykorzystaj ją, realizując życie, które będzie zgodne z Twoimi oczekiwaniami, i nie pozwól nikomu go zatrzymać.

Drogie Panie, dziękuję ogromnie za wszystkie wiadomości! Jestem tu dla Was i służę swoją radą, jak tylko potrafię. Szukajcie mnie w mediach społecznościowych!

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu poleca reportaże

Zobacz również:
Zamiast wstawać lewą nogą, zacznij dzień na czworakach. Zejdź od razu do parteru i obudź się, budząc w sobie naturalne instynkty. Z tą sesją animal flow zyskasz zwierzęcą sprawność i rozpoczniesz dzień z dziką przyjemnością.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA