REKLAMA

Ch**owa Pani Domu: feminizm nie powinien być pretekstem do hejtowania

Obserwuję w internecie niepokojący trend: odłam jakiegoś nowoczesnego pojęcia feminizmu...

Za każdym razem, gdy w swojej wypowiedzi nie użyjesz feminatywu, albo, nie daj Boże, podzielisz się myślą, że nie lubisz swoich rozstępów, automatycznie jesteś u pani. To znaczy u blogerki feministki, która z chęcią pokaże Ci, gdzie jest Twoje miejsce.

Nie tak dawno głośno było o udziale jednej z blogerek w kampanii marki bieliźnianej. Głównym przesłaniem tej akcji było udowodnienie, że to, czy czujemy się sexy i dobrze w swoim ciele, nie zależy od kroju majtek, który akurat na sobie mamy. Idea zacna, spot promujący akcję piękny, głośny, kolorowy, a wśród występujących w nagraniu dziewczyn Polka, jedyna taka. Raczej powód do składania gratulacji, zbicia wirtualnych oklasków niż pretekst do krytyki i linczu – pomyślicie. Ale okazuje się, że niekoniecznie. Niemal natychmiastowo, po opublikowaniu informacji o współpracy, spłynął na nią jawny hejt – za to, że jako osoba szczupła, wiele lat temu borykająca się z tematem samoakceptacji, będąca na niezdrowych głodówkach, ma czelność występować w kampanii przełamującej stereotypy. Przykre komentarze nie padały wcale od przypadkowych osób, ale od dziewczyn, które w opisie profilu na Instagramie, jak byk mają wpisane: feministka. Od dziewczyn, które mogą pochwalić się wyrobioną pozycją w internecie i zbudowały wokół siebie niemałe społeczności.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu - Spuśćmy trochę powietrza z tego macierzyńskiego balonika

Ja rozumiem, że pod wieloma względami można się ze sobą nie zgadzać, ale czy publiczne wbijanie szpili drugiej kobiecie pod pretekstem walki o założenia body positivity to akt heroizmu, feminizmu czy czystej złośliwości? Nieskromnie wybieram to ostatnie.

W przypadku tej sytuacji było wiele możliwości, by zasygnalizować: „Nie podoba mi się, że wzięłaś udział w tej kampanii”. Od wysłania blogerce wiadomości prywatnej (choć, jak wiadomo, wtedy nie zobaczyłby jej nikt poza odbiorcą i nadawcą; żegnajcie lajki, serduszka i inne znaki graficzne, mówiące, że to, co robię, jest super), po podzielenie się swoją refleksją w komentarzach pod postem. Niestety, sprawy poszły o wiele dalej. Zasięgowe blogerki, z feminizmem w tytule, urządziły na dziewczynie jawny lincz, wywlekając z czeluści internetu jej stare zdjęcia, wypowiedzi, otwarcie krytykując jej udział w akcji i zachęcając tym samym do krytyki innych.

Czy Wy też w taki sposób pojmujecie feminizm? Pod pretekstem walki o postulaty ideologii, dokopując innym kobietom? Bo ja nie bardzo.

Kiedy tworzyłam profil ChPD na Facebooku, nie siliłam się na mądre zwroty i filozoficzną otoczkę. Stworzyłam to zupełnie spontanicznie, nie zastanawiając się nawet, jakie może mieć w przyszłości konsekwencje. Nieświadomie stworzyłam jednak ruch, który setkom tysięcy kobiet (w tym momencie we wszystkich kanałach społecznościowych, które prowadzę, śledzi mnie ponad milion osób) w jakiś sposób pomógł uporać się ze społeczną presją, oczekiwaniami i myśleniem o świecie przez podział na płci. Pokazałam, że można inaczej.

Czytelnicy przyklasnęli mi na wieść, że już nie trzeba udowadniać wszystkim, że jest się idealnym. Już można opowiedzieć śmiało o swojej porażce bez poczucia wstydu i strachu, że zostanie się skrytykowanym. Nawet nie wiecie, jakie to uwalniające: przyznać najpierw przed sobą, że w jakimś temacie dało się ciała, a potem jeszcze na głos przed innymi: Tak, ludzie! Dałam/dałem dupy, a życie toczy się dalej!

Piszę o tym, pokazując, że feminizm ma dziś wiele oblicz. Nie jest już jedynie twarzą pani Kazimiery Szczuki ani Manueli Gretkowskiej. O założeniach feminizmu można mówić na wiele różnych sposobów, wykorzystując do tego celu wybrane narzędzia. Czy posiłkując się memem, śmieszną historią jestem feministką gorszego sortu niż badaczka, która pisze na ten temat rozległe publikacje naukowe? No nie. Czy obu nam zależy na tym samym: by kobietom w dzisiejszych czasach żyło się lżej? Ależ tak.

Pozdrawiam Cię, Małgosiu Rozenek

Z tego miejsca pozdrawiam Małgorzatę Rozenek, z którą to najczęściej zestawiana jestem w różnego rodzaju publikacjach, mających na celu przedstawienie skrajnie odmiennych stanowisk dotyczących miejsca kobiety w gospodarstwie domowym. Kilka lat temu w jednym z magazynów użyto na okładce naszych zdjęć, posiłkując się tytułem: „ChPD kontra Rozenek. Demaskujemy fałszywe autorytety”. Artykuł był napisany z korzyścią dla mnie, ale wierzcie mi, że komplement, w którym ktoś chwali mnie, oczerniając przy tym inną kobietę, to dla mnie żadna pochwała...

Od tamtej pory pilnuję, by nigdy gloria i chwała nie spływała na mnie kosztem drugiej osoby. Drogie Panie! Mamy w swoich dłoniach potężną broń: coraz bardziej donośny głos, którego nie da się stłumić tupnięciem buta. Wykorzystujmy go zuchwale, ale mądrze. W dyskurs tego, o czym pisała Narcyza Żmichowska: „Kobietę należy tak kształcić, aby każda mogła być i kucharką, i księżną”, postuluję, by swoje feministyczne powinności wypełniać tak, by być miłym i kobietom, i mężczyznom.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu sprzedaje swoje patenty na podróżowanie

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA