Ch**owa Pani Domu - O takich jak ja mówią: mol książkowy

To miał być tekst o książkach, które zmieniły moje życie. Ale nie będzie. Będzie o tym, jak bardzo książki namieszały w moim życiu i dlaczego ze wszystkich zmysłów, które posiada człowiek, najbardziej bałabym się stracić wzrok.

Ch**owa Pani Domu fot. Grzegorz Gołębiowski/MPP

Jesienią 1993 roku moje serce zaczęło bić mocniej. W podstawówce między świetlicą, gdzie przechowywało się dzieci do czasu powrotu rodziców, a stołówką z potrawami, które samym zapachem podpowiadały, że będę na nie z ich konsumpcją, odkryłam bibliotekę.

REKLAMA

Z książkami, oczywiście, miałam styczność już wcześniej, ale świat, w którym mogę wybierać spośród – wydawało mi się wtedy – niezliczonej liczby nowych lektur, jawił mi się jako raj, eden i paczka świąteczna ze słodyczami, którymi nie trzeba dzielić się z bratem. Moją pierwszą ulubioną lekturą szkolną była książka „Oto jest Kasia” Miry Jaworczakowej, z rumianą dziewczynką na kolorowej obwolucie. Być może dziś się już takich okładek nie robi, bo zbyt mało szare i minimalistyczne słabo wpisują się w wystrój pokoików dziecięcych, urządzanych w duchu scandi. Być może. Dla mnie ta książka była jednak najpiękniejsza na świecie. W tamtym czasie miałam osiem lat, w sklepach wybierałam chrupki Star Foods o smaku bekonowym, a praca w bibliotece wydawała mi się najlepszym zajęciem pod słońcem.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Dziś już nikt nie jest otyły, wszyscy są plus size

Niech kończy się świat, tylko nie zamykajcie mi bibliotek

Zamiłowanie do czytania pozostało mi do dziś. To właściwie moja jedyna pasja, której jestem w stanie oddać się bez reszty. Nieprzespana noc, bo trzeba dokończyć nową Tokarczuk? Bardzo proszę. Dwugodzinna jazda samochodem w roli pasażera? Zapalam lampkę w podsufitce i lecę z dalszymi losami bohaterów, których życiem aktualnie żyję. Może wydawać Wam się to dziwne, ale mało kiedy ze szczegółami pamiętam konkretne książki. Przeżywam je tu i teraz, w momencie czytania, notując w spe- cjalnym zeszycie inspirujące cytaty, fragmenty, konstrukcje zdań. Często, oderwana po kilkugodzinnej lekturze, czuję pustkę. Którą najczęściej zaraz wypełniam... kolejną książką. Takie czynności, jak gotowanie czy sprzątanie (czasem i spanie), nigdy nie wygrywają u mnie w konkurencji z czytaniem. Nie pozycjonuję książek na zasadzie: lepsza, gorsza, mądrzejsza, głupsza. Czytam wszystko: poradniki, powieści, reportaże, poezję. Lubię mieć ogląd na nowe formy, świeże nazwiska, lubię czuć, że wiem, co w branży literacko-wydawniczej piszczy. I jeśli tylko nie jest to intelektualna bieda, lekturę każdej książki uważam za wartościową, a czas nad nią spędzony za najlepszą formę relaksu, jaką mogłam sobie tylko wymarzyć.

Czytam, bo takie mam hobby

Bardzo często dostaję pytania, jakim cudem udaje mi się tak dużo czytać, mając – jak większość – obowiązki domowe, zawodowe i powinności macierzyńskie. Nie wiem za bardzo, co na to odpowiadać, bo ani nie chełpię się nigdy tym, że dużo czytam, ani nie umiem przekonująco opowiedzieć o czymś, co jest dla mnie po prostu naturalne. Gdy ktoś pyta mnie o liczbę przeczytanych lektur, owszem, rzucam liczbą, ale nigdy w poczuciu wyższości, bo czytam głównie dla siebie.

Znajdowanie czasu na czytanie dzieje się w moim życiu tak swobodnie, jak dla niektórych przeglądanie Insta. Nie jestem święta i media społecznościowe sama śledzę jak opętana, ale są momenty, w których nowa sukienka koleżanki przegrywa z nową Bator. Moja odpowiedź będzie zatem banalna i nawet teraz wystukuję to zdanie z zawstydzeniem ucznia przyłapanego na ściąganiu – kiedy naprawdę lubi się to, co się robi, czas znajdzie się zawsze. Czasem kosztem nieumytych naczyń, a czasem z uświadomieniem sobie, że odpoczynek i realizowanie własnych zainteresowań nie powinno być przywilejem, lecz prawem.

Nie jestem za czytaniem na akord, bo tak wypada, bo trzeba. Jesteśmy dorośli: sami ustalamy, co nam wypada robić, a czego nie. Zewnętrzna presja nigdy nie sprzyja komfortowi pracy, a już na pewno nie obcowaniu z literaturą. Jeśli czujesz, że książki potrzebne są Ci do życia równie mocno, jak tlen, zrób wszystko, żeby mieć na nie czas. Niech to będzie 20 minut dziennie – wystarczy. Ale może się przecież okazać, że książki nie są rzeczą, dla której byłabyś w stanie oddać ostatnią kromkę chleba i zwyczajnie lepiej sprawdzisz się w innych czynnościach. I to też jest okej.

Nie rób sobie wtedy wyrzutów sumienia, że czytasz dwie książki rocznie: czytaj je za to z pasją, równie wielką jak wtedy, kiedy smarujesz swoją kanapkę kremem czekoladowym. Gdyby książki, które posiadam w swoim domu, mogły mówić, nazwałyby mnie czytelniczką nienasyconą. A co o Tobie powiedziałyby Twoje?

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Co się zadziało z tymi facetami?

Zobacz również:
Najnowsze badania dowodzą, że zarówno umiarkowane, jak i intensywne ćwiczenia łagodzą objawy nerwicy lękowej, nawet wtedy, kiedy zaburzenie jest przewlekłe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA