[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Ch**owa Pani Domu: Najpierw kobieta, potem matka

Ciało zmienia się od razu po urodzeniu dziecka. Inne zmiany zachodzą wolniej, za to często nieodwracalnie.

| Data aktualizacji: 2019-10-13

Odpowiedziałam ostatnio zupełnie szczerze na pytanie, co najbardziej rozczarowało mnie w macierzyństwie. Zaskoczyłam wszystkich, bo wcale nie mówiłam o nieprzespanych nocach, braku wolnego czasu, poczuciu niespełnienia. Powiedziałam, że najbardziej zawiodły mnie inne matki. Te same, z którymi dzieliłam ból porodowy i domniemania, „jak to będzie”.

To nie będzie jednak tekst o tym, że matka matce wilkiem – szczególnie ta anonimowa, w internecie. To nie ma być też tekst o tym, że macierzyństwo zmienia punkt widzenia. Że wydajesz na świat dziecko i nagle, ot tak, pstryk – przestrajają Ci się priorytety, a życie nabiera sensu. O nie, nie, nie, droga Czytelniczko. Jeśli choć przez moment pomyślałaś, że właśnie zacznę rozpływać się nad zaletami posiadania potomstwa, gloryfikując stan błogosławiony i wywyższając pod niebiosa bycie rodzicem, to znak, że chyba jeszcze dobrze się nie znamy. Wychodzę bowiem z założenia, że rodzicielstwo to twardy orzech do zgryzienia. Na jednych nie zrobi większego wrażenia, inni połamią sobie na nim zęby. Koniec metafor, przejdźmy do konkretów. Oto trzy najważniejsze rzeczy, które według mnie zmieniają się po urodzeniu dziecka – oprócz kobiecego, rzecz jasna, ciała.

ZOBACZ TEŻ: Bierzesz hormony? O tym musisz pamiętać przed podróżą.

1. Życie towarzyskie

Możesz zacząć być wykluczana z bezdzietnego towarzystwa. Nagle znajomi przestają Cię w ogóle pytać, czy wyjdziesz z nimi wieczorem do kina, czy przyjedziesz w weekend na firmowego grilla – masz przecież w domu niemowlaka, miniaturkę człowieka, to mówi samo przez się! Oni nie rozumieją, że ty właśnie czekasz na to zaproszenie, na ten pretekst, żeby wyrwać się na chwilę z domu, w którym rządy objął najmłodszy z członków, zawzięcie – wręcz apodyktycznie – dyktując nowe warunki. „Halo! Jestem matką, ale nie wariatką! – masz ochotę krzyczeć. – Powiłam dziecię, ale nadal jestem kobietą i waszą koleżanką! Tęsknię za swoim życiem przedmacierzyńskim, pracą i kontaktem z innymi ludźmi”.

Tak więc, jeśli przypadkiem macie w pracy dziewczynę na macierzyńskim, nie wykreślajcie jej z waszego towarzyskiego kalendarza. Przecież nie postępujecie w ten sam sposób z kolegą, któremu urodziło się dziecko (począwszy od oficjalnego pępkowego, skończywszy na cotygodniowym wyjściu z gatunku: jesteś zmęczonym życiem ojcem, należy ci się). Napiszcie czasem do tej młodej mamy, żeby dziecię zostawiła z kimś bliskim i poszła z wami na kawę. Może nie zgodzi się za pierwszym razem, za drugim być może też nie (to przez syndrom „Jestem niezastąpiona, moje dziecko mnie potrzebuje, nikt nie da sobie z nim rady tak dobrze, jak ja”. Tak, tak, ja też tam byłam. I ja stamtąd uciekałam), ale w końcu spuści z tonu i z podkulonym ogonem przybiegnie do tej knajpy, zamawiając podwójne espresso, a w myślach dopowie, że z whisky. 

REKLAMA

REKLAMA

2. Ambicje

Odkryjesz wiele ciekawych rzeczy o sobie samej. I nie mówię tu już nawet o tej całej wrażliwości i cierpliwości (do dziś nie wiem, skąd czerpię siłę, by nie wybuchnąć czasem płaczem, kiedy córka uparcie nie chce ze mną współpracować). Nie mówię też o nabywaniu nowych umiejętności w stylu: zjadam batona w dwie i pół minuty, byle tylko dziecko nie zorientowało się, że w tym domu przechowujemy słodycze. Mam raczej na myśli wzmożoną chęć do pracy nad samą sobą. Kiedy pomyślę sobie, w jakim świecie chciałabym, żeby żyła moja córka, jakoś naturalniej zaczynam dbać o środowisko, segreguję śmieci, wybieram papier zamiast plastiku. Chodzę na wybory. Daję dziecku wolną rękę, by samo mogło odkrywać to, kim jest, i naturalnie rozwijać wrodzone predyspozycje, ale jednocześnie próbuję promować w domu dobre postawy: czytanie książek, obycie z kulturą, wiarę we własne możliwości.

Jako matka zdobywam się na zachowania, na które wcześniej, w czasach przedrodzicielskich, nie miałam odwagi: zdecydowanie więcej jeżdżę autem, jestem bardziej asertywna, coraz mniej rzeczy mnie przeraża (wizyta u dentysty, tatuaż? Stary, urodziłam dziecko i wiem, co to ból!). W końcu: mam motywację, by pracować nad tymi elementami siebie, które są trochę nieposkładane. Amerykańska psycholożka Brene Brown mówi, że nie można przekazać dziecku czegoś, czego sami nie mamy. Dlatego pracuję nad własną samooceną, dbam o poczucie własnej wartości, staram się nie zatracać w perfekcjonizmie (od krzywo ułożonych ręczników w szafie jeszcze nikt nie umarł) i walczę z tym, by żyć teraźniejszością, a nie tylko tym, co będzie.

ZOBACZ TEŻ: 10 rzeczy, których nie wiesz o Margot Robbie

To wszystko jest dla mnie cholernie trudne, ale kiedy widzę swoją miniaturkę krzątającą się po domu w moich klapkach, kiedy obserwuję, jak nieudolnie próbuje naśladować mnie, kiedy robię sobie makijaż, wierzę, że robię to dla nas. Dziś moja córka podgląda, jak maluje się usta. Za kilka lat będzie inspirować się moją postawą. Robię to dla Ciebie, Nina.

REKLAMA

3. Emocje

Wsiądziesz na karuzelę emocji, z której nie można już wysiąść. I tu płynnie przechodzimy do ostatniego punktu. Mianowicie: macierzyństwo niesie ze sobą taki ogrom pięknych, trudnych, czasami sprzecznych emocji, że tematy poruszane przy tym w szkole rodzenia (poród naturalny, nacięcie krocza, połóg) to naprawdę pikuś. Apeluję do wszystkich odpowiedzialnych za sporządzanie programów edukacyjnych o dołączanie do nich części o zdrowiu psychicznym przyszłych mam.

Rachel Cusk w swojej książce „Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa” zapytała inne matki, czy gdyby przed zajściem w ciążę wiedziały, z czym się to wszystko je, mimo to zdecydowałyby się na macierzyństwo. Spora grupa kobiet odpowiedziała, że nie. Owszem, kochają swoje dzieci, nie cofnęłyby czasu, ale w jakimś kolejnym życiu wybrałyby inaczej. Niech to zobrazuje trud, z jakim codziennie borykają się rodzice, ogrom emocji, z jakim każdego dnia walczą: od radości i dumy po zwątpienie, rozczarowanie, strach i wyrzuty sumienia.

PS Ostatnio przeczytałam w książce, że w wieku dwóch lat dziecko zaczyna rozumieć, że nie jest częścią mamy (no wreszcie, Sherlocku!). Jest dla nas nadzieja, dziewczyny!

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij