[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Ch**owa Pani Domu - Do pięciu razy sztuka

W życiu nie warto się poddawać. Nawet jeśli w swoim osobistym dziekanacie życia składamy dziesiąty plagiat z rzędu: z przypalonego ciasta, niezdanego testu czy oblanej randki. W końcu nam się uda!

Stoję na czerwonym. Noga trzęsie mi się na hamulcu, łzy spływają po brodzie i policzkach, palce nerwowo ściskają kierownicę. Oczami wyobraźni widzę, jak kierowcy za mną cmokają z niezadowoleniem, ale dzielnie stoję, czekam, i nawet jeśli samochód przy próbie odpalenia zgaśnie mi po raz ósmy, nie poddam się.

Trudne początki

To nie jest fragment poradnika motywacyjnego. To moje początki jazdy samochodem po dużym mieście, po znaczącej przerwie. Jak udało mi się dowiedzieć, z tym zrobieniem prawa jazdy i schowaniem go do szuflady na wiele lat nie jestem sama. Wiele kobiet drepcze ślepo w moje ślady, za wymówkę mając brak samochodu, brak odpowiedniej wprawy; za doradcę mając sobie niepewność i strach, który z każdym niewyjeżdżonym dniem rośnie wprost nieproporcjonalnie do rzeczywistości. I ja, i Ty znamy osoby, które z różnych powodów nie jeżdżą samochodem, choć mają do tego i uprawnienia, i możliwości. Niektórych hamuje przebyta trauma na drodze, większość stopuje się z powodu myśli: nie dam rady, nie potrafi ę, boję się, co sobie o mnie pomyślą inni. Trąbienia klaksonem gdzieś w tył pleców są dla nich zbyt dotkliwe. Mimiczne komentarze innych kierowców widziane w lusterku wstecznym palą na czerwono policzki i blokują przed zrobieniem jakiegokolwiek prawidłowego ruchu. Sporo osób nie wytrzymuje tej presji, wewnętrznego wstydu i odchodzi z myślą: „Ja się do tego nie nadaję”.

Nie dawaj za wygraną

Jeśli w opisanym obrazku widzicie fragment siebie, spokojnie. I ja tam byłam, i ja niejedną łyżkę dziegciu zjeść musiałam, zanim zrozumiałam, że poddanie się to najprostsze, co mogę zrobić. Nie da się nauczyć jeździć samochodem bez godzin praktyki – i nie mam tu na myśli tylko tych obowiązkowych, na kursie jazdy. Nie można zostać dobrym kierowcą, nie wsiadając za kierownicę albo robiąc to jedynie od święta. Każda przejechana trasa, każdy kilometr, każda godzina spędzona w samochodzie zwiększa naszą pewność siebie za kółkiem, pozwala zdobyć doświadczenie i manualną sprawność. Nie zdobędziesz tego, siedząc w domu przed telewizorem. Ani zjeżdżając do boksu po pierwszej porażce.

„Nigdy się nie poddawaj. Nigdy, nigdy i jeszcze raz nigdy!”.

To słowa Winstona Churchilla, które warto wtłoczyć sobie do głowy i powtarzać jak mantrę w chwilach zwątpienia.

ZOBACZ TEŻ: Święta i ból głowy, czyli o świątecznej gorączce słów kilka

REKLAMA

REKLAMA

Walka ma sens

Mam koleżankę, która wraz z mężem dość długo starała się o dziecko. Po kilkunastu miesiącach żmudnych prób dni płodne kojarzyły im się już tylko ze smutnym, mechanicznym obowiązkiem. Zasypiali i budzili się z kalendarzykiem owulacji w głowie, a ciężarne kobiety spotkane gdzieś w kolejce na poczcie wzbudzały u nich bolesne ukłucie, że życie jest niesprawiedliwe. I choć mieli gorsze i lepsze dni, choć wiele razy myślenie o rodzicielstwie chcieli rzucić w cholerę, za każdym razem, kiedy nadchodził kolejny cykl, podejmowali rękawicę. I trudno powiedzieć, co byłoby, gdyby w końcu odpuścili – czy byliby równie szczęśliwi jak teraz, kiedy po kilku lat próbowania powitali na świecie swoje własne, wystarane, wychuchane dziecko. Być może pogodziliby się z faktem, że nie będą rodzicami. Być może nie. Te kilka lat później są z pewnością bogatsi o wiedzę, jak bardzo są silni, a to świadomość, która jest cenniejsza od wszystkich przelewów z pracy.

Czego uczą upadki

„Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się”.

To z kolei Aldous Huxley. Przeceniamy porażkę. Wynosimy ją pod niebiosa, dając przyzwolenie, by decydowała o tym, co i jak powinnyśmy robić w życiu. Potknięcia traktujemy jak katastrofy, drobne pęknięcia jak dramaty nie do naprawienia. A prawda jest taka, że każde, absolutnie każde doświadczenie – czy to zakończone sukcesem, czy niepowodzeniem – czegoś nas uczy, wzbogaca, dodaje wiary we własne umiejętności, zwiększa pewność siebie. Nie można rozwijać się, nie próbując nowych rzeczy, nie stawiając czoła wyzwaniom i rezygnując już przed samym startem! Jest na Netfliksie taki wspaniały dokument, a właściwie wystąpienie amerykańskiej psycholożki, zatytułowane „Odwagi!”. Jego autorka, Brenè Brown, namawia w nim, by w życiu wybrać odwagę zamiast komfortu, by nie bać się ryzykować i być w swoich działaniach odważnym. W świecie, w którym najmilej widziany jest sukces, nieomylność i perfekcja, Brenè zachęca do… upadków i do odwagi, by być niedoskonałym. Nie wiem, jak Wy, ale ja postaram się być w życiu odważna i otwarta na niepowodzenia. Ostatecznie od kilku łez otartych gdzieś ukradkiem na osiedlowym skrzyżowaniu jeszcze nikt nie umarł.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Wszystkie kobiety, którymi nie jestem

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij