REKLAMA

Ch**owa Pani Domu: Bo nikt nie chce być normalny

Umówmy się: wszyscy chcemy być piękni, szczęśliwi, usatysfakcjonowani w pracy i zadowoleni z życia w domu. Chcemy odnosić sukcesy i mieć idealne życie. Dzięki Instagramowi niektórym z nas nawet się to udaje.

Kamil Majdański
Dążymy do jakiejś upragnionej, niedostępnej doskonałości, nie pamiętając, że życie bywa różne, ale na pewno nie idealne.

W swojej książce „Ch...owa Pani Domu” pisałam: „Szósta trzydzieści. Idealny poranek to taki, w którym wstajesz przed budzikiem. Twoja chęć życia jest tak wielka, że nie możesz się powstrzymać, by nie zbudzić się o świcie. Choć spałaś tylko 5 godzin, czujesz się wypoczęta – przeciągasz się rześko w lekkim i zwiewnym peniuarze, Twoja twarz promienieje - właściwie mogłyby dla Ciebie w ogóle nie istnieć specyfiki do makijażu.

ZOBACZ TEŻ: 6 dietetycznych zasad, o których powinnaś zapomnieć

Niczym sarenka stąpasz bezszelestnie do kuchni, gdzie przygotowujesz sobie pyszne, pełnowartościowe śniadanie – w lodówce znajdujesz same zdrowe składniki. Rozsiadasz się wygodnie przy stole, rozmyślasz nad planem dnia. Delektujesz się aromatem świeżo mielonej kawy. Jest cicho i spokojnie. Masz czas tylko dla siebie. Nigdzie się nie spieszysz. Zen, harmonia, równowaga.

Nieidealny poranek to taki, w którym zaraz po przebudzeniu, spocona, uświadamiasz sobie, że przykleiłaś się piżamą do pościeli. Prawdopodobnie nie masz motywacji, by zerwać się z łóżka, niestety Twój pies ją ma. Poranek taki, że chandra łamane przez beznadzieja, wczorajsze włosy oraz nieprzespana noc – tak oto rodzi się zły dzień. W dodatku Irena Santor wkrada Ci się na głośniki i zaprasza na kawę, a Ty przecież nie pijesz. Mieć rano czas na ciepły napój? Nie w tym życiu.

Idziesz pod prysznic: trzeba przyznać, że matka Natura ma z Tobą przesrane – mianowicie tyle wody zmarnowanej na złe humory, niedomagania oraz rozterki. Taka nieoszczędność i rozpusta. Rozbój w biały dzień. Golisz sobie nogi jednorazową maszynką wielokrotnego użytku i tradycyjnie zacinasz się na kolanie – z tego się w ogóle wyrasta?

Nieidealny poranek. Taki, w którym masło jest zbyt twarde, nie możesz znaleźć suszarki, butów, kluczy. Zegarek bezczelnie i z zawrotną prędkością wytyka Ci marnotrawstwo czasu, a Twoje najbliższe 24 godziny zależą od tego, jak szybko znajdziesz w szafce szkła kontaktowe – bez tego poruszasz się jak we mgle, życiowym matriksie, choć obracając się w konwencji kinematograficznej, zdecydowanie bliżej Ci jednak do Świata Żywych Trupów.

„(...) na obraz Boga stworzono Cię”. To nie dziś

Prawdziwe życie dzieje się właśnie gdzieś między szóstą trzydzieści a siódmą, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy tylko ludźmi... Niedoskonałymi, z licznymi słabościami, własnymi barierami nie do przeskoczenia, za to z bardzo wyjątkowymi charakterami i osobowościami.

W tej pogoni za lepszym światem zapomniało nam się jednak, że w byciu nieperfekcyjnym, w tych drobnych słabościach dnia codziennego, nie ma nic złego. Dążymy do jakiejś upragnionej, niedostępnej doskonałości, nie pamiętając, że życie bywa różne, ale na pewno nie idealne. I my sami też nie jesteśmy i nie będziemy nigdy perfekcyjni ani modelowi. Im szybciej zrozumiemy i w pełni zaakceptujemy, że nasza autentyczność i prawdziwa natura to coś, co warto pielęgnować i wspierać, tym mniej czasu zmarnujemy na dążenie do rzeczy nieosiągalnych. I tym szybciej odkryjemy, że szczęście nie tkwi wcale w idealnie ułożonych włosach i nieskazitelnej cerze, ale trochę głębiej, gdzieś tam pod skórą.

REKLAMA

REKLAMA

Autentyczność = odwaga

Chodzenie do zwykłej pracy, spędzanie wolnego czasu na banalnych czynnościach, jak np. pójście do kina, jedzenie parówek na śniadanie, spacery z rodziną wokół osiedla... Nuda. W czasach Instagramu nikt z nas nie chce być zwyczajny i przewidywalny. Kusi możliwość zaprezentowania się od tej lepszej strony, z niszowym tytułem czasopisma na okładce, ze stylową jaglanką u boku... A prawda jest taka, że nie ma dzisiaj nic cenniejszego od bycia autentycznym, dalekim od udawania i pozbawionym kreacji.

Wszyscy w jakiś sposób udajemy, nakładamy sobie maski w zależności od okoliczności. I to jest OK, tak funkcjonujemy, tak zostaliśmy nauczeni, by obcować w społeczeństwie. Nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem że znajdujemy czas i przestrzeń na bycie w 100% sobą. We własnym M3 albo w gronie tych absolutnie najbliższych znajomych, z którymi i konie można kraść, i drogie alkohole zapijać wodą po ogórkach (nie powtarzajcie tego w domu).

Autentyczność to przyzwolenie na popełnianie błędów, zaakceptowanie własnych wad i zgoda na bycie niedoskonałym. To w dzisiejszych czasach przy okazji ogromna odwaga na pokazywanie siebie w nie zawsze korzystnym świetle. Albert Camus pytał: „Czy mam się zabić, czy wypić filiżankę kawy?” – jasno dając do zrozumienia, że wszystko w życiu jest wyborem i że zawsze istnieją jakieś alternatywy. A może zatem, zamiast wciąż dążyć do doskonałości, postawimy na pokazywanie innym, jacy jesteśmy naprawdę, bez obsypywania się brokatem. Może się przecież okazać, że nasze „nudne życie” okaże się dla kogoś fantastyczną inspiracją.

ZOBACZ TEŻ: Jak kupować i hodować zioła w domu?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA