[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Body neutrality: Czy powinnaś bezwarunkowo kochać swoje ciało?

Czujesz się trochę nieswojo, kiedy słyszysz, że powinnaś bezwarunkowo akceptować, a nawet kochać swoje ciało? Witaj w klubie.

Body neutrality

Od najmłodszych lat my, kobiety, mamy jakiś problem z ciałem. Za grube, za chude, za małe piersi, za duże piersi. Ani chwili spokoju. W miarę dorastania sprawy komplikują się jeszcze bardziej. Wciąż coś jest nie tak. Katujemy się dietami i ćwiczeniami, na przemian z odpuszczaniem sobie, żeby chwilę później przytłoczyły nas wyrzuty sumienia i fala złości na siebie. W dodatku przecież mamy oczy oraz Instagram i widzimy, jak wyglądają inne dziewczyny. Lepiej. A jeszcze teraz pojawił się trend na akceptację siebie taką jaką się jest – bez photoshopa i makijażu. Ktoś to ogarnia? A może są jakieś bardziej realistyczne cele do osiągnięcia?

Sprawdź: Dzięki tym poradom odnajdziesz swoje szczęście w życiu

Aby zrozumieć sytuację, w której się obecnie znajdujemy, warto wiedzieć, skąd wyszliśmy. Termin „body positivity” został najprawdo-podobnej po raz pierwszy użyty w 1990 roku przez aktywistki ruchu feministycznego: Connie Sobczak i Deb Burgard. W krótkim czasie – wraz z rozwojem internetu – powstały platformy internetowe, które służyły kobietom do wymiany myśli, uczuć, nadziei, lęków i traumatycznych przeżyć związanych z ciałem. Uczyły, że powinnyśmy pokochać siebie takie, jakie jesteśmy. Ale dla wielu sam pomysł, żeby pokochać, ba, nawet polubić własne ciało, był trudny do przyjęcia. W ostatnich latach zaczęło się upowszechniać inne sformułowanie – „body neutrality”, czyli neutralny stosunek do własnego ciała. To alternatywa dla tych, których poczucie własnej wartości jest bliskie zera.

Osoby, które propagują ten nurt, zwracają uwagę, że proponowanie zakompleksionym kobietom, aby nagle zaczęły zachwycać się sobą, jest nierealistyczne. Często wywołuje skutki wręcz przeciwne od zamierzonego, bo kobiety nie dość, że czują się źle z powodu własnego wyglądu, to jeszcze czują się winne, że nie potrafią, zgodnie z no-wym trendem, kochać i afirmować własnego ciała, a przecież powinny. Znowu coś jest z nimi nie tak?

Z jednej skrajności w drugą

„Chodzi tu o akceptację siebie mimo wszyst-kich niedostatków” – wyjaśnia dr Bryony Bam-ford, dyrektorka Centrum Zaburzeń Odżywiania w Londynie. Tak by myślenie o własnych rzeczywistych czy wyobrażonych wadach nie zakłócało codziennego funkcjo-nowania czy samopoczucia – jak to się dzieje w przypadku osób bardzo samokrytycznych. Dla takich kobiet przejście od nienawiści do swoich ud, brzucha czy piersi do miłości jest praktycznie nierealne. Megan Jayne Crabbe (@bodyposipanda) jest aktywistką i autorką „Body Positive Power”. „Dla mnie bycie body pozytywną oznacza cholernie silną wiarę w siebie, ale to jest niesamowicie trudne do osiągnięcia – pisze Crabbe. – Przecież nie zaczniesz nagle w czarodziejski sposób myśleć: »Ej, ludzie, mam gdzieś to, co o mnie myślicie i jak mnie postrzegacie. Od dzisiaj liczy się tylko to, co ja myślę o sobie«. A ja myślę o sobie, że jestem świetna”.

To nierealistyczne oczekiwać od kobiet, że po latach zadręczania się tym, że nie wyglądają jak modelki, zaczną się z dnia na dzień sobą zachwycać. Posłuchajcie Patrycji – 24-letniej modelki, która ma za sobą lata nieustannego lęku, czy wciąż jeszcze pasuje do cudzych wyobrażeń na temat tego, jak kobieta prezentująca ciuchy powinna wyglądać. I żeby było jasne: Patrycja jest piękna. „Zawsze czułam się niekomfortowo we własnej skórze. Cały czas coś było nie tak: wystarczy że przybyło mi pół kilo, a już włączały się wyrzuty sumienia, że nie powinnam jeść tamtej czekoladki, że powinnam ciężej ćwiczyć na siłowni. Wszystkie inne dziewczyny wydawały mi się szczuplejsze i lepiej wyrzeźbione. Przed każdym castingiem umierałam ze strachu, jak mnie ocenią: czy nie będę za gruba, czy klient nie poczuje się rozczarowany, czy nie usłyszę czegoś nieprzyjemnego na swój temat (chociaż zdarzało się to bardzo rzadko)”.

Patrycja od pewnego czasu próbuje odbudować swoje kruche poczucie własnej wartości. Pewnie dlatego bardzo jej się spodobało pojęcie „neutralne podejście do ciała”. „Czytałam sporo na ten temat i zgadzam się z każdym zdaniem. Dla mnie to krok w kierunku normalności: przejście od etapu, na którym ciało było w centrum mojego świata, do etapu, w którym uż się na nim tak nie koncentruję i nie przeżywam w związku z nim silnych i negatywnych emocji. Ale oczywiście do kochania każdego fragmentu ciała jeszcze długa droga” – mówi. Neutralność to taki stan, kiedy mówisz sobie: „Jestem zdrowa, mam sprawne ciało, naprawdę nie ma się co czepiać i sobie dowalać”.

Zobacz: Samoakceptacja - jak pokochać siebie?

Realistyczny cel

Pojęcie neutralności ma w sobie jeden bardzo ważny aspekt: stanowi zaprzeczenie czarno-białego myślenia. Terapeuci zwracają uwagę, że takie uskrajnione postawy często przeja-wiają osoby z zaburzeniami odżywiania czy z zaburzonym wizerunkiem własnej osoby. One albo uwielbiają, albo nienawidzą, jest fantastycznie albo strasznie, można być albo pięknym, albo koszmarnym. Żadnych półśrodków. To jest naturalnie niedojrzała postawa i w którymś momencie trzeba przyjąć do wiadomości i zaakceptować, że między skrajnościami mieści się cała reszta świata. Oczekiwanie, że jeżeli będziesz bardzo intensywnie ćwiczyć i odżywiać się zgodnie z dietetyczną tabelką, to staniesz się w końcu posiadaczką idealnego ciała, jest naiwne. Jeżeli masz problem z samoakceptacją, to nawet mając figurę modelki, zawsze znajdziesz w sobie wady (patrz opowieść Patrycji).

I zawsze gdzieś będą dziewczyny o dłuższych nogach (na to naprawdę nie masz wpływu, choćbyś pękła z wysiłku) albo krąglejszych pośladkach, z którymi porównanie wypada na Twoją niekorzyść. Nierealistyczne jest też oczekiwanie od świata, że będzie Cię nieustannie wspierał w budowie lepszej samooceny. A to między innymi dlatego, że świat, czyli inni ludzie, mają swoje problemy i Twoja figura do nich nie należy. Nie zastanawiają się nad Twoimi fałdkami, nie oceniają, czy przytyłaś czy schudłaś, czy to coś na Twoich udach to cellulit czy tylko tak światło się ułożyło. Mają to w nosie. No chyba że jesteś celebrytką i Twoje zarobki zależą od tego, czy wrzucisz na Insta odpowiednio wylizane foto swojego boskiego ciała. Ale przecież to nie Twój przypadek, prawda?

Ciało to ja

Wyobraź sobie, że Twoje ciało umie mówić. Co by Ci powiedziało? Może: „Weź się odczep ode mnie. Staram się jak potrafię, a Tobie ciągle coś nie pasuje. Traktuj mnie dobrze, dawaj mi dobre jedzenie i trochę ruchu. Smaruj mnie balsamem, lubię też peeling i masaż. Ale przestań wreszcie przyglądać mi się z takim obrzydzeniem, przestań się tak na mnie koncentrować, przestań demonstrować mnie koleżankom, mówiąc, jakie masz grube uda. Przecież od tego się nie zmienię. Raczej zacznij mnie doceniać za to, co potrafię. Potrafię przecież służyć Ci w najdrobniejszych czynnościach. Oprócz wszystkich innych funkcji życiowych potrafię biegać, skakać, kochać się, wspinać się, jeździć na rowerze, tańczyć, podnieść butlę z wodą. Czy to nie jest cudowne? Mało Ci? To wyobraź sobie, że zostajesz nagle sparaliżowana. Rozumiesz teraz, jakim jestem skarbem?”.

Kobiety bardzo krytyczne wobec siebie mają skłonność do traktowania ciała jak obcego elementu. Jak obciachowego samochodu, którym zmuszone są się poruszać, mimo tego, że się go wstydzą i nie lubią. No więc, niestety, mamy złą wiadomość. Twoje ciało to jesteś Ty – bez względu na to, czy jest grube, chude, młode, stare, sprawne czy nie.

Trudna przyjaźń

Czy osiągniemy kiedyś taki stan, że stojąc nago przed lustrem, będziemy w zachwycie wykrzykiwać: „Jestem piękna, jestem fanta-styczna, mam cudowne piersi, brzuch, uda! Ach, kocham swoje ciało!”? Mam nadzieję, że nie, bo to by chyba nie świadczyło dobrze o stanie naszego zdrowia psychiczne-go. Myślę, że rozsądnym celem jest zmiana priorytetów i przywrócenie sprawom ciała właściwego miejsca. Nie w centrum naszego świata, ale też nie na szarym końcu. Życzliwość – oto słowo klucz. Traktując ciało z życzliwością, masz największą szansę przeprowadzić jakieś pozytywne zmiany w swoim trybie życia. Masz świadomość, że niektóre elementy ciała są warte eksponowania, inne mniej, ale nie robisz tragedii z tego powodu. Dobrze je odżywiasz, bo przecież nie zapychałabyś śmieciowym jedzeniem nikogo, kogo traktujesz życzliwie, ani też nie głodzisz – z tego samego powodu. Ćwiczysz, bo wiesz, że Twoje ciało lubi być sprawne, ale nie katujesz się morderczymi treningami. Tylko na bazie przyjaźni z ciałem można sprawić, że wyglądamy jak najlepsza wersja siebie.

ZOBACZ TEŻ: „Musiałam dowiedzieć się, co kryje się głębiej” [historia Jenny Dewan].

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij