[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Bierne marudzenie jest jak bierne palenie

Nawet jeśli jesteś super pozytywną osobą, to i tak możesz się stać ofiarą narzekania. Co robić? Po prostu lepiej dobieraj sobie towarzystwo.

bierne marudzenie

Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda odkryli, że wysłuchiwanie marudzenia może wywołać niekorzystne zmiany w mózgu słuchającego. Ma to związek z wredną robotą, jaką robią w naszym organizmie glikokortykosteroidy, które wydziela w stresie kora nadnerczy. Kiedy więc uczestniczymy, nawet biernie, w seansie zbiorowego narzekania, w jakie często przeradzają się towarzyskie imprezy, nie jesteśmy bezpieczni. Bierne marudzenie może mieć równie zgubne skutki, jak bierne palenie.

SPRAWDŹ: Jaki wpływ na nasz związek mają nasi znajomi?

Bez względu na to, jak prywatnie czujemy się szczęśliwe i spełnione w życiu, to słuchając rozmów o tym, jakie przechlapane mają życie inni ludzie, albo jak jest ogólnie źle na świecie łatwo zarażamy się nastrojem. Odpowiedzialne za to są tzw. neurony lustrzane, które pomagają nam rozumieć emocje innych ludzi, ale ubocznym skutkiem jest też "podłapywanie" negatywnych emocji od innych ludzi. Nasz mózg interpretuje docierające do nas treści jako sygnały zagrożenia i wysyła do organizmu komunikaty, że trzeba się jakoś do kataklizmu przygotować. Uruchamia się oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, co powoduje wzrost stężenia kortyzolu we krwi. Klasyczne przygotowanie do reakcji: "walcz, albo uciekaj". Ale my nie mamy zamiaru robić nic z tych czynności, tylko po prostu siedzimy, słuchamy, kiwając współczująco głową i ewentualnie pijemy wino. Psycholog, dr Travis Bradberry, autor książki „Inteligencja Emocjonalna 2.0”, że jednym ze skutków braku działania w sytuacji odbieranej jako zagrożenie, jest obumieranie neuronów. Najbardziej zagrożonymi częściami mózgu jest odpowiedzialna za kontrolę emocji kora przedczołowa oraz odpowiedzialny z uczenie się hipokamp.

Szczególnie narażone na skutki wysłuchiwania narzekania są oczywiście kobiety. To skutek naszej empatii i wyuczonego sposobu, w jaki reagujemy na wynurzenia innych. Czyli wsłuchujemy się, współczujemy i rewanżujemy opowieścią o własnych problemach. To, co nas tak denerwuje u mężczyzn, czyli ich gotowość do udzielenia "dobrej rady", zamiast po prostu wysłuchania, jest dla nich zdrową strategią.

Ale przecież żadna z nas nie chce być egoistką, która ma w nosie cudze problemy, prawda? Dlatego trzeba odróżniać sytuacje, w których mamy do czynienia z prawdziwym problemem przyjaciółki, od takich w których jesteśmy po prostu zalewane czyimś nieuleczalnym czarnowidztwem. Zaoferowanie pomocy przyjacielowi w potrzebie też jest zdrową reakcją, bo nie wpadamy w poczucie beznadziei, w której to bezrobotny kortyzol szaleje w naszym organizmie, tylko przygotowujemy się do konkretnego działania. OK., sytuacja jest taka, więc mogę dla Ciebie zrobić to i to.

Dr Travis Bradberry w swojej książce pisze, że narzekanie na wszystko jest rodzajem wyuczonej reakcji na niekomfortowe, chociaż na ogół błahe, zdarzenia w życiu. I jak każdy wyuczony nawyk może zostać zastąpiony innym. Równie dobrze możemy nauczyć się postawy wdzięczności: czyli na każde pojawiające się (i w naszej głowie, i w ustach drugiej osoby) przymarudzenie, np. "O, jak gorąco", odpowiadamy sobie (albo w myślach, albo głośno): "Będziemy za tym tęsknić w listopadzie".

ZOBACZ TEŻ: Przemoc ekonomiczna – rzeczywisty problem setek kobiet? oraz Czy powinnaś opowiadać przyjaciółce o seksie z chłopakiem?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij