Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.6

Adopcja psa - pierwsze dni w nowym domu [Dziennik ślepego Mańka]

Nasz redakcyjny kolega postanowił zaadoptować psa. Jego serce podbił ślepy i schorowany (ale za to bardzo towarzyski) mops - Maniek. Zobacz, jak wyglądały jego pierwsze dni w nowym domu.

adopcja psa Nie kupuj, adoptuj (fot. shutterstock.com).

Dzień 1: Porwany

Dziwna sprawa. Cały czas byłem grzeczny – ładnie chodziłem na dwór, nie szczekałem i słuchałem się, a mimo to wsadzili mnie do hałaśliwej, ciągle burczącej puszki i wywieźli. Chyba echaliśmy daleko. Sam nie jestem pewien, bo bardzo chciało mi się spać. Zresztą, co miałem robić? Wszyscy mnie głaskali i tak fajnie wiał wiatr. No to drzemałem. Budziłem się tylko, jak puszka przestawała brzęczeć i wtedy było picie i ciastka. Nawet smaczne.

Wydaje mi się, że pojechało ze mną jeszcze kilka mopsików. Te same głosy ciągle powtarzały „Słodziak”, „Perełka” i „Mistrz”. Ciekawe, co to za jedni?
Gdy puszka się zatrzymała, zanieśli mnie do nowego miejsca i dostałem jakieś pyszności do jedzenia. To chyba jednak nie za karę, bo kto dawałby mi takie smakołyki za karę? No i nadal byłem głaskany. Trochę się poobijałem o różne rzeczy, ale bywało gorzej! Wieczornego spaceru prawie nie pamiętam, tak bardzo chciało mi się spać. Nigdzie jednak nie czułem, ani nie słyszałem tych innych mopsików. Muszę się dowiedzieć, co się z nimi dzieje.

Dzień 2: Przebudzenie

Jak tylko się obudziłem, znowu było głaskanie. Dziwne, ale Ci nowi zachowują się podobnie do tamtej miłej Pani. Też chcą mi mokre rzeczy do oka wsadzać i dają mi niedobre tabletki w jedzeniu. Za każdym razem się na to nabieram – chyba jestem zbyt łakomy.

Poranny spacer już pamiętam. Sporo człowieków się kręci dookoła, ale nawet tu cicho. Trawnik inny, ale nie narzekam - ujdzie. Mopsików nadal ze mną nie ma, choć ciągle ktoś mówi „Słodziak” i „Perełka”. Jak wróciłem na górę, leciała fajna muzyka, więc znów trochę podrzemałem. Ten nowy siedział ze mną cały dzień. Ta nowa gdzieś poszła. Może z mopsikami? Okazuje się, że nie. Gdy wróciła wieczorem i mnie głaskała, nie było z nią mopsików. Schowały się czy coś? Sam nie wiem. Wspominałem Wam o mojej leżance? Jest spoko. Co prawda zdarza mi się usnąć gdzie indziej, ale jakimś cudem ciągle budzę się w niej. Dziwne, chyba czary.

Dzień 3: Zagadka wyjaśniona

Miałem nadzieję, że Ci nowi nie będą chcieli mi moczyć fafla. Niestety, chcieli. Co gorsza, zmoczyli mi dziwnym płynem uszyska. Ale przynajmniej ładnie pachniał. Chyba już wiem, co stało się z mopsikami. Ich tu w ogóle nie było! Wyobrażacie sobie? Oni cały czas mówili do mnie! Udało mi się też podsłuchać, że jutro jadę do doktora.

adopcja psa mops W każdym schronisku procedura adopcyjna może wyglądać nieco inaczej (fot. shutterstock.com).

Dzień 4: Doktory

Wszystko szło rutynowo: spacery, szamka, kropienie oczu, aż tu nagle znowu wsiedliśmy do puszki brzęczącej i pojechaliśmy. Tym razem krótko. Okazało się, że nowi nie kłamali – poznałem po zapachu, że jestem u doktorów. Przewrócili mnie na plecki i głaskali. Coś tam na brzuchu mi zrobili, te doktory, ale w sumie nie bolało. Na koniec jeszcze powiedzieli mi, że wyglądam, jakbym z wojny wrócił. Dostałem ciastka i odjechaliśmy.

Nawet fajnie było. W poczekalni spotkałem innego psiaka. Trochę dziwnie się zachowywał, ledwo na nogach stał. Później go wzięli tam, gdzie ja byłem chwilę wcześniej i mówili coś o jakiejś Kastracji. Dziwne imię. Chyba je już gdzieś słyszałem, ale nie pamiętam, gdzie. W domu czułem się coraz pewniej i mniej biłem się głową o wszystko. Dodatkowo Ci nowi mi pomagali i ostrzegali przed przeszkodami.

adopcja psa mops Mopsy, wbrew powszechnie krążącym opiniom, są bardzo ruchliwe (fot. shutterstock.com)

Dzień 5: Nawet, nawet

Zaczyna mi się tu podobać. Nikt mi nic nie wyżera z miski i ciągle mnie głaszczą. Na jedzenie też nie mogę narzekać, bardzo podobne do tego, co jadłem u tej sympatycznej Pani. Swoją drogą, ciekawe, co dzieje się u Elfinki, Binnie, Roxi i Ninki. Trochę za nimi tęsknię. 

Pokazałem też tym nowym, jak lubię być głaskany. Przewracam się na plecy i wystawiam brzuch, bo tam jest najfajniej. Szybko się nauczyli i teraz często się tak bawimy. Całe szczęście, że oni się tak szybką uczą. Bo z tymi człowiekami to bywa różnie.

pies maniek Pies Maniek w nowym domu.

Dzień 6: Znowu doktory

Znowu przyjechaliśmy do doktora. Chyba ten sam, poznaję po głosie. Tym razem wysmarowali mi czymś brzusia i masowali taką dziwną kulką. Leżałem grzecznie. Okazało się, że sprawdzali to, co mam w brzuchu – chyba jelita. Doktor mówi, że wszystko w porządku. Po powrocie do domu wsadzili mnie do takiego śmiesznego czegoś i polewali wodą, czochrali i szorowali. Podobało mi się. Oni się ze mnie śmiali, że mruczę, ale co ja poradzę, że lubię taką fajną, lecącą wodę?

pies maniek Maniek w nowym domu.

Dzień 7: Smakowite

Dzisiaj jest jakoś tak inaczej. Od rana nowa i nowy są w domu. Do tej pory ona gdzieś ciągle wychodziła i wracała, kiedy ja byłem na drugim spacerze, a on zostawał w domu i stukał coś na dziwnej maszynie, z której leci fajna muzyka. Mam nadzieję, że jej nie popsuje. Byłoby szkoda. 

Nowi krzątali się trochę po mieszkaniu. Nagle zacząłem czuć wspaniały zapach. Mówili na to grill. Musiałem się dopomnieć o swoje i cały czas pilnować. Trochę więc im mówiłem, żeby mi też dali. Dostałem tylko na spróbowanie. Mówili, że za dużo nie mogę , bo coś tam. Chociaż karmy nie żałowali. Później poszliśmy na trochę dłuższy spacer i dużo człowieków mówiło, że jestem fajny. Naprawdę zaczyna mi się tu podobać.

Powyższy dziennik opisuje pierwszy tydzień w nowym domu Mańka - ślepego mopsa zaadoptowanego przez naszego redakcyjnego kolegę. Więcej informacji znajdziesz na fanpejdżu fundacji Mopsy w potrzebie.

Też zastanawiasz się nad przygarnięciem pod swój dach czworonoga? W październikowym numerze Women's Health (od 22 września w sprzedaży) znajdziesz przewodnik krok po kroku, jak zaadoptować psa. 

{% mhimage id=216913 align=center x=300 y=0 %}

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij