[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Wellbeing za biurkiem, czyli co powinien zapewniać pracodawca przyszłości

Kiedy kilka lat temu Google otwierał biuro we Wrocławiu, siłownia dla pracowników, pomieszczenie do masażu oraz pokój do relaksu z hamakami i pufami były ewenementem, o którym pisały nie tylko lokalne media. Dziś coraz więcej pracodawców inwestuje w psychofizyczną kondycję swoich pracowników.

Są wśród nich nie tylko globalne korporacje, ale i mniejsze przedsiębiorstwa. Kiedy przeglądamy ogłoszenia o pracy, co i rusz kuszą nas bonusami – bez pakietu darmowych karnetów do centrów fitnessu i basenów właściwie nie wypada rozglądać się za personelem, mile widziana jest codzienna dostawa świeżych owoców, jeszcze lepiej, jeśli możesz pracować w duecie ze swoim psem, nie stresując się, że pozostawiony bez opieki będzie cierpiał i rozrabiał w domu.

Ping-pong, jogging i piraci

W dużych światowych koncernach wszystko zaczyna się od projektu przestrzeni biurowej, która coraz częściej biura wcale nie przypomina. Wszystko po to, żeby pracownik zrelaksowany, nieodczuwający presji, przebywający w przyjaznym otoczeniu, wykorzystał w godzinach pracy maksimum koncentracji i kreatywności.

W siedzibie Red Bulla w Londynie gości przyjmuje recepcja umieszczona na dachu z widokiem na West End. Tuż obok mieszczą się bar i kawiarnia. Do przestrzeni, które odrobinę bardziej przypominają biurowe, można zjechać po zjeżdżalni, nawiązującej do sportów ekstremalnych, z którymi kojarzy się marka. Nawet jednak na dole trudno o skojarzenia z tradycyjnym biurem, sale, w których prowadzi się negocjacje z kontrahentami, zostały wyposażone w stoły do gry w ping-ponga. Trudno to przebić?

Zajrzyjmy do madryckiej siedziby firmy projektowej Selgas Cano, której pracownicy codziennie mają szansę w godzinach pracy dosłownie uciec od miejskiej dżungli. Biuro położone w lesie jest dosłownie zatopione w otaczającej je zieleni, a budynek, który je mieści, do połowy jest ukryty w ziemi – ponad jej powierzchnię wyrastają jedynie przeszklone przestrzenie, co sprawia, że wewnątrz jest mnóstwo naturalnego światła i zieleni zarazem.

ZOBACZ TEŻ: Prezent pod choinkę dla faceta

Mało? Przyjrzyjmy się siedzibie Technogym we włoskiej Cesenie. Przeszklony budynek w zielonym otoczeniu uchodzi za najbardziej przyjazne miejsce pracy na świecie. Cóż, byłoby co najmniej dziwne, gdyby pracownicy firmy zajmującej się projektowaniem i produkcją urządzeń do fitnessu nie mieli własnej siłowni. Ale mają też – na terenie przedsiębiorstwa – centrum medyczne i spa, a w południe, zamiast wyciskania siódmych potów na sztucznej bieżni, mogą wybrać trening na tej prawdziwej, na świeżym powietrzu. Przy czym do biegania nikt nikogo nie przymusza – do wyboru są jeszcze m.in. rowery i gra w koszykówkę. Sporo opcji jak na dwugodzinną sjestę w porze lunchu, który oczywiście też jedzą na miejscu, w firmowej stołówce. Trzydaniowy obiad, oparty na tradycjach lokalnej kuchni, kosztuje ich zaledwie 1 euro, a latem pracę kończą o godzinę wcześniej niż w innych porach roku - żeby mogli zdążyć na plażę.

Z kolei pracownicy amerykańskiej firmy Inventionland, która jest fabryką rozmaitych wynalazków, spędzają pół życia w budynku, który kryje w sobie krainę bajek – są tu wrak pirackiego statku rodem z opowieści o Piotrusiu Panu, ze stanowiskami komputerowymi umieszczonymi na pokładzie, jest zamek, w którym ani chybi śpi jakaś piękna księżniczka, ogromny robot i sztuczna jaskinia. Szemrzą wodospady, śpiewają ptaki, szumią drzewa, a nad ekranem laptopa fruwają kolorowe motyle. Mityngi odbywają się w sali, z której – wydawałoby się – dopiero co wyszli rycerze okrągłego stołu. A może wcale nie wyszli? Może to współcześni rycerze – naukowcy i odkrywcy – naradzają się, jak uczynić nasz świat lepszym i bardziej kolorowym?

REKLAMA

REKLAMA

Rusz się zza biurka

Co stoi za tymi pomysłami? Czy idea corporate wellness lub wellbeing (to drugie pojęcie ma szersze znaczenie, obejmujące całe spektrum samopoczucia pracownika, nie tylko to związane z kondycją fizyczną) to tylko kosztowny sposób zużytkowania finansowych nadwyżek i uzasadnienie dla powiększających się działów HR? A może przemyślana strategia pracodawców, zdających sobie sprawę, że dużo większe zyski przyniosą im pracownicy, którzy nie będą narzekać na monotonię, powtarzalność zadań i zmęczenie wywołane pracą?

Nie ma się co oszukiwać – człowiek, który spędza w biurze osiem godzin dziennie, nie będzie jednakowo produktywny przez cały ten czas. Musi mieć czas na odpoczynek. I ten odpoczynek nie może się sprowadzać do klikania w śmieszne koty w internecie (zwłaszcza jeśli szef zablokował już tę przyjemną opcję). Relaks musi mieć swoją jakość – dzięki niej pracownik po przerwie wróci do zajęć z nową energią. Właściciele firm, którzy jeszcze dekadę temu najchętniej przykuliby swoje załogi do biurek, dziś zabiegają o to, żeby ich członkowie jak najwięcej się ruszali, zdrowo odżywiali i potrafili radzić sobie ze stresem. I nie robią tego całkowicie bezinteresownie – zdają sobie sprawę, że kondycja fizyczna i psychiczna ma konkretne przełożenie na jakość pracy.

ZOBACZ TEŻ: Błyskawiczny trening na jędrne pośladki

Po dekadach, podczas których korporacje traktowały swoich pracowników niemalże jak niewolników, wymuszając kilkunastogodzinny dzień pracy i fundując w weekendy wątpliwej jakości prezenty w postaci wyjazdów integracyjnych, rujnujących sprowadzone już i tak do skromnego marginesu życie rodzinne, przyszedł czas na otrzeźwienie. Na konstatację, że bez pięciu filarów (sport, odpowiednia dieta, zdrowie psychofizyczne, relaks i odpowiedni balans między pracą a życiem prywatnym), zamiast wzrastającej efektywności, fundują swoim załogom zbiorowy syndrom wypalenia zawodowego. Że dobry pracownik to pracownik zadowolony – taki będzie zaangażowany w wykonywanie zadań o ponad 30% bardziej niż ten, który traktuje pracę wyłącznie jako obowiązek. I że ilość godzin spędzonych w pracy nie przekłada się na produktywność, wręcz przeciwnie – bywa jej wrogiem. Bo co z tego, że przeciętny Brytyjczyk pracuje średnio 42 godziny tygodniowo, więcej niż Niemiec czy Francuz, skoro przez pięć dni jest w stanie zrobić tyle, na ile mniej obciążony roboczogodzinami pracownik potrzebuje dni zaledwie czterech?

Edyta Nowicka, Marketing Manager w OK System, tłumaczy: „Zdrowie jest jedną z najważniejszych wartości dla Polaków i to przekonanie coraz bardziej znajduje odzwierciedlenie w ich stylu życia. Pracodawcy, którzy są świadomi tych trendów, coraz częściej inwestują w świadczenia pozapłacowe i programy wellbeingowe, dostrzegając w nich ważny argument dla rekrutacji i retencji, czyli zatrzymywania pracowników w firmie na dłużej. Mamy dziś rynek pracownika, więc pracodawcy doceniają wartość i rozumieją rolę benefitów skrojonych na miarę potrzeb i oczekiwań pracowników”. Nowicka dodaje, że w czołówce świadczeń najbardziej docenianych i oczekiwanych przez pracowników znajdują się prywatna opieka medyczna i pakiet sportowy. Na rynku pracy mają zatem szansę wyróżnić się te firmy, które do tematu zdrowia pracowników podejdą holistyczne.

„Wielu pracodawców wdraża programy wellbeingowe, gdzie pakiety sportowe i medyczne to elementy całościowego spojrzenia na kondycję pracownika. Opiera się ono na rozumieniu, że na nasze zdrowie wpływa wiele różnych czynników: odpowiednie żywienie, aktywność fizyczna, ergonomia pracy i odpoczynek, a także sposób radzenia sobie ze stresem i presją. Kluczowa jest zasada: lepiej zapobiegać niż leczyć” – mówi Nowicka.

REKLAMA

Jest życie po pracy

Znaczące, że trend corporate wellness przywędrował do nas ze Stanów Zjednoczonych, gdzie ubezpieczenia zdrowotne są wyjątkowo kosztowne – tam właśnie pracodawcy jako pierwsi skalkulowali, że finansowe obciążenia związane z chorobami pracowników obciążają nie tylko ich samych, ale – chociażby z powodu absencji – firmy, które ich zatrudniają. A absencje z powodów zdrowotnych często mają swoje źródło w pracy. Przykład szybko dotarł do Europy – pracodawcy policzyli, że jednego na trzech pracowników dotykają długotrwałe problemy zdrowotne, które mają wpływ na jego pracę.

„Dbanie o dobre samopoczucie pracowników przekłada się na realne oszczędności - podkreśla Edyta Nowicka z OK System. – Z raportu »Zdrowie. Praca. Ekonomia«, przygotowywanego cyklicznie przez naszą firmę, wynika, że koordynowana opieka medyczna może obniżyć koszty o 1004 zł na pracownika rocznie. Dokładając do tego dbałość o aktywność fizyczną oraz odpowiednie żywienie, można uzyskać jeszcze lepszy efekt. Odpowiednie benefity sprawiają, że pracownicy na dłużej wiążą się z firmą, a rekrutacja jest skuteczniejsza, co wpływa na zmniejszenie kosztów pracy działów HR”.

Poza poważniejszymi schorzeniami, wśród powszechnych zjawisk jest wypalenie zawodowe. Ale też syndrom pozornej, biernej obecności w miejscu pracy. Ręka w górę, kto tego nie doświadczył? Nie widzę! I trudno się dziwić – ileż to razy ciałem byliśmy w pracy, a myślami całkiem gdzie indziej. Zaprzątała nas poranna kłótnia z partnerem, obejrzany wczoraj film, dyskusja z przyjaciółką, zbliżające się wakacje, wynik wyborów – wszystko, tylko nie praca.

Taki stan jest dla pracodawców kłopotliwy do tego stopnia, że poświęcono mu wiele badań. Wynika z nich, że stoją za nim przede wszystkim osobiste problemy i inne mentalne przyczyny. Ale na kolejnych miejscach pojawiają się kłopoty zdrowotne. I trudno się dziwić, że mamy kłopot ze skupieniem się na zadaniach, kiedy boli nas kręgosłup (przyczyna nr 2), łupie głowa (nr 3) czy muli w żołądku (nr 4). A bierna obecność sprawia, że nasza wydajność spada o 40% (rekordzistki, którym udało się spędzić całe osiem godzin w pracy na scrollowaniu Facebooka i lekturze kulinarnych blogów, bo NAPRAWDĘ nie były w stanie skupić się na pracy, wiedzą doskonale, jak bardzo zaniżony jest ten wynik).

Równie niebezpieczny jest prezenteizm – wynikający z lęku przed utratą pracy syndrom, który sprawia, że przesiadujemy w pracy po godzinach, a także wtedy, kiedy powinniśmy z grypą, zawalonym gardłem i cieknącym nosem leżeć w łóżku. I jeśli komuś wydaje się, że tak oddany pracownik przysparza firmie korzyści, jest w głębokim błędzie – przynosi więcej strat niż gdyby wziął wolne.

REKLAMA

REKLAMA

Szanuj pracownika

Co może zrobić pracodawca, którego nie stać na wyburzenie windy, zastąpienie jej gigantyczną zjeżdżalnią, urządzenie biura w lesie i budowę statku z widokiem na rajską wyspę, na którego pokładzie staną stanowiska pracy? Wciąż bardzo wiele, bo tak naprawdę w tym działaniu chodzi o to, żeby uczynić firmę bardziej przyjazną dla pracowników. A wiadomo przecież, że miliony włożone w rozmaite udogodnienia nie pomogą, jeśli atmosfera jest zła.

Corporate wellbeing opiera się na kilku filarach – dbałość o kondycję fizyczną pracowników jest tylko jednym z nich. Równie ważne są psychika i emocje, które mieszczą w sobie szerokie spektrum, w którym niebagatelną rolę odgrywa umiejętność radzenia sobie ze stresem obecnym we wszystkich obszarach życia, także w pracy. To też środowisko pracy – i nie zawsze niezbędne są kosztowne inwestycje. Czasem wystarczy większa otwartość na potrzeby pracowników, którzy chcą oswoić anonimowe biurowe boksy, wieszając na ścianach zdjęcia czy przynosząc do biura kwiaty. Zamiast osobnego gabinetu dla kierownika zespołu warto zadbać o pokój do relaksu, w którym można odpocząć od biurowego gwaru i informacyjnego szumu wylewającego się z internetu.

To także wyważenie odpowiednich proporcji między życiem zawodowym a prywatnym, co jest problemem przede wszystkich tych ciut starszych, wchodzących na rynek w latach 90. pracowników, gotowych oddać pracodawcy całe swoje życie. Ci młodsi są już zdecydowanie bardziej asertywni i potrafią twardo negocjować rozmiar prywatnej przestrzeni.

Firmy odpowiadają na to zapotrzebowanie – Volkswagen wyłącza służbową pocztę w nocy, żeby nikogo nie kusiło odpisywanie na pilne wiadomości od szefa. Problem dostrzegają też władze niektórych krajów. We Francji od dwóch lat działa przepis określający „prawo do wylogowania”, zgodnie z którym pracodawcy muszą ustalić ramy czasowe, w których pracownicy będą zwolnieni z obowiązku dostępności za pomocą mediów elektronicznych.

Wreszcie relacje społeczne, nad których jakością również warto popracować. Mieszczą się tu m.in. wszelkiego rodzaju kompetencje komunikacyjne. I finanse – przez dekady temat tabu w relacjach pracodawca – pracownik. O nich, ale też o podnoszeniu kompetencji i zawodowym awansie długo (zbyt długo) napomykałyśmy z pewną taką nieśmiałością.

Corporate wellness/wellbeing pozostanie pustym pojęciem, jeśli będzie wdrażany jedynie jako trend w zarządzaniu. Nie można zapomnieć, że takie podejście służy rozwiązaniu problemów w miejscu pracy, jest narzędziem, które sprawi, że pracownik będzie szczęśliwy. Każdy szef powinien wbić sobie do głowy, że w rachunku zysków i strat „szczęśliwy” równa się „produktywny”. I tego się trzymać.

ZOBACZ TEŻ: Ch**owa Pani Domu: Wszystkie kobiety, którymi nie jestem

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij