Z tym trenerem nie podyskutujesz. Recenzja wirtualnego Programu Treningu Biegowego Polar

Moja trenerka ma na imię Anita. Nie istnieje w realu, więc mogę ją nazywać tak, jak chcę. To jedyny moment, kiedy wolno mi trochę się porządzić, bo od pierwszego gwizdka to Anita przejmuje stery i krok po kroku prowadzi mnie do życiowej formy. Z tej recenzji dowiesz się, czy Program Treningu Biegowego Polar to również rozwiązanie dla Ciebie.

Spis treści

  1. Czym jest Program Treningu Biegowego Polar?
  2. Jak wyglądają treningi w Programie biegowym?
  3. Czy Program biegowy faktycznie działa?
  4. Podsumowanie

Od kilku miesiący korzystam z pomocy personalnej trenerki, która mówi mi, kiedy biegać, jak biegać oraz jakie ćwiczenia uzupełniające wykonywać pomiędzy treningami na ścieżce. Na początku słuchałem jej, bo wzbudziła moje zaufanie profesjonalnym podejściem, dogłębnym wywiadem i programem treningowym, który zdawał się dokładnie dopasowany do moich możliwości i celów. Po pierwszych kilku tygodniach zacząłem jej słuchać także dlatego, bo kolejne treningi zaczęły sprawiać mi coraz większą frajdę. Zauważyłem też, że pod jej czujnym okiem z treningowej sesji na sesję jestem corasz szybszy i coraz mocniejszy. Czy Anita jest w stanie przygotować mnie do półmaratonu, dowiem się dopiero, gdy w biegu na 21 kilometrów wystartuję. Na razie, trenując do życiówki na 10 km, wiem jedno: jeszcze nigdy nie byłem tak zmotywowany do kolejnych wypadów na ścieżkę.

REKLAMA

Czym jest Program Treningu Biegowego Polar?

Program Treningu Biegowego Polar jest dokładnie tym, co sugeruje jego nazwa. To spersonalizowany plan, rozpisany na co najmniej tygodnie do przodu, który przygotować ma do formy w biegu na 5 i 10 km oraz do półmaratonu i maratonu. To cotygodniowy zestaw treningów o różnej długości i intensywności, opartych głównie na biegu w określonej strefie tętna, dzięki którym z każdą kolejną sesją forma powinna tylko rosnąć. Jedyna, powiedzmy, wada? Trzeba mieć urządzenie marki Polar, żeby w ogóle z tego wirtualnego trenera skorzystać (listę kompatybilnych sprzętów podaję na końcu tego tekstu). Czy to działa? A przede wszystkim: jak? Opowiem na własnym przykładzie. Zaczyna się od wybrania dystansu biegu, do którego Program biegowy ma nas poprowadzić. Dostępne są cztery: 5 km, 10 km, 21 km oraz 42 km. Po zaznaczeniu któregokolwiek z nich Program od razu informuje, ile przygotowania do danego startu mogą trwać najkrócej. I tak dla piątki będzie to minimum 9 tygodni, dla dyszki 10 tygodni, a dla półmaratonu i maratonu - 14 tygodni. To bardzo proste i fajne rozwiązanie, bo hamuje fantazję użytkownika i chroni go w najprostszy z możliwych sposobów przed przeszarżowaniem już na starcie. Można, a w zasdzie trzeba jeszcze nazwać program (stąd moja Anita z początku tego tekstu), wybrać datę wydarzenia/startu, ale nie wcześniej niż wynikałoby to z powyższych ograniczeń, oraz datę rozpoczęcia programu.

PolarFot. Piotr Makowski/MPP 
Wszystko zaczyna się od wybrania docelowego dystansu, daty rozpoczęcia programu, daty zawodów oraz określenia poziomu wytrenowania. 

Program biegowy próbuje również oszacować naszą obecną sprawność fizyczną poprzez odpowiedzi na trzy proste pytania: Średnio, ile razy w tygodniu trenujesz? Średnio, ile trwają Twoje treningi? Jak ocenisz intensywność Twojej aktywności fizycznej? Jak się czujesz po treningu? Po odpowiedzi (radzę zgodnie z prawdą i bez kozakowania) błyskawicznie generowany jest podgląd planu, podzielony na kilka etapów: trening bazowy, trening przygotowujący oraz tapering, czyli okres treningów krótkich i intensywnych, które ma nadać naszej formie ostatnich szlifów. Program zadaje jeszcze pytanie, czy dodać ma ćwiczenia wspomagające, tj. raczej proste sesje siłowe oraz rozciąganie. Jeśli biegasz, ale nigdy do tej pory nie trenowałaś w siłowni (albo nie wykonywałaś treningu oporowego w domu), warto tę opcję zaznaczyć. Niezbędne jest jeszcze zaakceptowanie regulaminu (wiadomo) - i gotowe. Można kliknąć "Rozpocznij program" i... cieszyć się wysiłkiem. Wielokrotnie.

PolarFot. Piotr Makowski/MPP 
Program biegowy można uzupełnić dedykowanymi treningami siłowymi oraz ćwiczeniami rozciągającymi.

Jak wyglądają treningi w Programie biegowym?

Treningi w Programie biegowym oparte są głównie o strefy tętna. W moim wypadku były to trzy, cztery (w zależności od stopnia realizacji programu) jednostki treningowe tygodniowo. W poniedziałki zazwyczaj czekał na mnie tzw. Spokojny bieg, w środy Interwał, a w niedziele Długi bieg. Po kolei tak wyglądały zazwyczaj moje sesje podczas pierwszej fazy programu (trening bazowy): - Spokojny bieg: rozgrzewka w 1-3. strefie tętna (10 minut), wysiłek w 3. strefie tętna (15 minut) oraz schłodzenie w 1-2. strefie tętna (5 minut). - Interwał: rozgrzewka w 1-3. strefie tętna (10 minut), wysiłek w 4-5. strefie tętna (5 minut) oraz w 3. strefie tętna (3 minuty) - razy 2, schłodzenie w 1-2. strefie tętna (4 minuty). - Długi bieg: rozgrzewka w 1-2 strefie tętna (10 minut), wysiłek w 1-2. strefie tętna (10 minut), wysiłek w 3. strefie tętna (15 minut), schłodzenie w 1-2. strefie tętna (5 minut).

Polarfot. Piotr Makowski/MPP 
Zaplanowane na dany tydzień sesje treningowe oraz informacje zebrane podczas biegu przez zegarek Polar Grit X.

Polarfot. Piotr Makowski/MPP 
Zaplanowane na dany tydzień sesje treningowe oraz informacje zebrane podczas biegu przez zegarek Polar Grit X.

To oznacza trzy zróżnicowane treningi w tygodniu, a to naprawdę robi różnicę. Czym innym jest po prostu wyjść na ścieżkę biegową i biec przed siebie, ile fabryka dała, a czym innym sensowny trening, podczas którego biegacz naprawdę się pilnuje i realizuje założone wcześniej cele. Nie będę ukrywał, że wcześniej trzymałem się zazywczaj tej pierwszej z taktyk, bo w zasadzie biegać po prostu nie lubiłem. Raz na jakiś czas decydowałem się na w miarę szybką piątkę czy dyszkę i wówczas mój trening wyglądał tak, że już po pierwszych kilkuset metrach moje tętno przyspieszało do czwartej albo i piątej strefy, co oznaczało, że do mety dobiegałem koszmarnie wycieńczony. Oznaczało to również brak jakiegkolwiek progresu; jedyne różnice w czasach kolejnych biegów wynikały z tzw. dyspozycji dnia. Dopiero gdy zacząłem biegać z Programem biegowym, moje sesje treningowe nabrały jakiegoś sensu. Wymóg utrzymania tempa właściwego dla danej strefy tętna skutkuje podziałem treningu na kilka etapów, ze schłodzeniem, o którym najczęściej się zapomina włącznie. To też więcej truchtu budującego podstawową wytrzymałość i biegi interwałowe, na które nikt nigdy nie ma ochoty - chyba że biegnie przy nim jakaś Anita właśnie, która głośno i wyraźnie zaznacza, że to jeszcze nie koniec 5-minutowego zrywu do piątej strefy. W normalnych warunkach przy tak solidnym wysiłku człowiek po prostu odpuszcza; gdy jednak trener (albo trenerka) motywuje do kolejnych szybkich kroków, biegnie po prostu dalej, aby móc na koniec zameldować wykonanie zadania.

REKLAMA

REKLAMA

Czy Program biegowy faktycznie działa?

 Po kilkudziesięciu biegach jestem pewien: tak. Po pierwsze, zaplanowane tak naprawdę na kilka miesiący do przodu treningi oznaczają wyrobienie w sobie dobrego nawyku. Już po kilku tygodniach w zasadzie nie wyobrażałem sobie odpuścić jakiejkolwiek jednostki treningowej. Przypomnienie w smartfonie w dniu kolejnego treningu nie musiało nawet wyskakiwać; wiedziałem, że mam trening do odhaczenia i po prostu wrzucałem go w plan dnia bez względu na wszystko. Po drugie, zróżnicowane treningi gwarantują zero nudy. To proste: jest zadanie do wykonania, więc się je wykonuje. A podział na biegi spokojne, interwały i długie wybiegania (który po jakimś czasie oczywiście trochę się komplikuje) jest w sumie wystarczający, by nie poczuć wszechogarniającej na treningu nudy. W tygodniu nigdy nie biegnie się tak samo - i to jest fajne. Wykonywanie takich samych treningów tydzień po tygodniu skutkuje z kolei tym, że tak łatwo obserwuje się postępy. O ile, oczywiście, biegnie się po tej samej, przynajmniej mniej więcej, ścieżce. Bo przecież trening trwa tyle samo i ułożony jest w taki sam sposób. Rosnąca forma powoduje jednak, że biegnąc przez taki sam czas w tych samych strefach tętna, pokonuje się coraz większy dystans. I to robi robotę. Po trzecie, bat w postaci choćby wirtualnego trenera pozwala wycisnąć z każdego treningu jeszcze więcej. Pisałem już o tym wyżej, teraz rozwinę. Przy drugim interwale, gdy trzecią minutę biegnie się w piątej strefie tętna, naprawdę ma się ochotę jednak trochę odpuścić i zwolnić. Trudniej zrezygnować i łatwiej biec mimo wszystko dalej, gdy ten ogromny wysiłek też jest częścią jakiegoś planu. To wszystko po prostu zebrane razem działa, więc ufa się temu programowi i łyka kilometry jeden po drugim, wiedząc, że na mecie czeka forma lepsza niż kiedykolwiek. Po czwarte, Running Index. To wskaźnik, który informuje o maksymalnej efektywności biegu, zestawiając ze sobą tętno, prędkość i dystans. Pozwala monitorować postępy oraz na bieżąco szacować czas, w którym na koniec programu biegacz zdolny będzie pokonać wybrany przez siebie dystans.

PolarFot. Piotr Makowski/MPP 
Wskaźnik Running Index pomaga określić treningowe postępy.

Czy biegając z Programem Polar można przygotować się do maratonu? Sądzę, że tak, choć nie mam (jeszcze) na to dowodów. Ja traktowałem go głównie jako uzupełnienie treningów bokserskich i siłowych podczas przygotowań do sezonu i w tej roli sprawdził się znakomicie. Polecam.

Dobra, to gdzie jest haczyk?

Żeby korzystać z dobrodziejstw tego Programu, trzeba mieć sprzęt marki Polar. Co dla mnie byłoby w sumie jedynie zachętą do kupna zegarka sportowego akurat tej marki, a nie argumentem przeciw. Oto lista kompatybilnych urządzeń: - Polar M430 - Polar Unite - Polar Ignite  - Polar Ignite 2 - Polar Vantage M - Polar Vantage M2 - Polar Grit X - Polar Vantage V - Polar Vantage V2

Podsumowanie

[tekst] Program Treningu Biegowego Polar to świetna opcja nie tylko dla początkujących biegaczy. Sprawdzi się jako motywator do treningu, podrzuci formę na wyższy poziom, a nawet przygotuje do najlepszego startu w życiu. I - o ile już masz zegarek sportowy tej marki - jest zupełnie za darmo. WH lubi to.

Zobacz również:
Sprzęty, które przypominają narzędzia tortur. Niezrozumiały żargon i więcej niepisanych zasad etykiety niż w spa. Uczciwie trzeba przyznać, że siłownia nie zawsze jest przyjaznym i zachęcającym do wstąpienia środowiskiem. Jednocześnie jest jednym z najbardziej wartych regularnego odwiedzania miejsc. Dlatego tym miniprzewodnikiem po siłowni wyposażymy Cię w wiedzę i pewność, która pozwoli Ci poczuć się w klubie jak u siebie i zrozumieć, dlaczego masa ludzi czekała na ich ponowne otwarcie jak dzieci na wymarzone wakacje.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA