Trener księżnej Diany: najczęściej stawialiśmy na ćwiczenia siłowe i wytrzymałościowe

Cameron Falloon ma za sobą długą i pełną sukcesów karierę trenerską. W CV Australijczyka znajdują się między innymi znane kluby piłkarskie, futbolowe (AFL) oraz… księżna Diana. Cameron był trenerem personalnym księżnej Walii przez ostatni rok jej życia. W rozmowie z redakcją australijskiego WH opowiedział między innymi o tym, z jakich ćwiczeń składał się trening Diany oraz jak wyglądała ich współpraca.

księżna Diana fot. East News

Czy mógłbyś nam zdradzić, jak wyglądał przykładowy trening lub plan treningowy księżnej Diany?

Diana dużo podróżowała, więc najczęściej stawialiśmy na ćwiczenia siłowe i wytrzymałościowe, a nie cardio, które mogła zaliczyć w formie joggingu. Nasz program koncentrował się na wzmacnianiu i budowaniu masy mięśniowej.

REKLAMA

Trenowaliśmy głównie nogi i mięśnie core. Diana wykonywała też sporo ćwiczeń na postawę. Na treningu nie mogło zabraknąć między innymi martwego ciągu, RDL’a (rumuński martwy ciąg – przyp. red.) oraz przysiadów lub wypadów – po 8-12 powtórzeń - z obciążeniami. To idealne ćwiczenia na masę.

Jakie to uczucie móc trenować u boku księżnej Diany?

Na początku trenowaliśmy w pustej siłowni, na której byłem tylko ja, Diana i jej fizjoterapeuta. To było surrealistyczne – przebywanie z nią w jednym pomieszczeniu i stopniowe budowanie zaufania. Ale, jak sama nazwa wskazuje, bycie trenerem personalnym właśnie na tym polega. Budujesz bliską relację z klientem, niezależnie od tego kim jest i skąd pochodzi.

Koniec końców wszyscy jesteśmy ludźmi. Kiedy poznałem Dianę bliżej, okazało się, że za statusem wielkiej gwiazdy stoi normalna, miła osoba, która interesuje się moim samopoczuciem, życiem i rodziną. Spędzanie z nią czasu było czystą przyjemnością, miała świetne poczucie humoru. Wiele naszych rozmów w siłowni dotyczyło jej dzieci. Była nimi absolutnie oczarowana. Dzieliła się ze mną dowcipami, które opowiadali jej Harry i William. Miała w sobie tę pierwotną, matczyną naturę.

Przypominałem sobie o jej statusie gwiazdy tylko wtedy, gdy opuszczała siłownię. Była ona dla niej niczym sanktuarium, w którym mogła uciec od całego chaosu. Chronienie i szanowanie jej prywatności było dla mnie niezmiernie ważne. O mojej pracy nie wiedzieli nawet rodzice. Wiedziałem, że jeśli się wygadam, to zaczną naciskać na spotkanie. Nie chciałem wykorzystywać relacji, którą stworzyliśmy z Dianą.

Czym różni się praca z profesjonalnymi sportowcami od pracy z kimś takim, jak księżna Diana?

Wierzę, że każdego trzeba traktować tak samo, czyli jako klienta. Zawsze są jakieś różnice w osobowości, poziomie zaawansowania i potrzebach treningowych, ale plan obowiązuje każdego – bez względu na to, czy jesteś celebrytą czy znanym sportowcem. Świat nauki pozostaje zawsze taki sam.

Jedyną różnicą był poziom zaufanie, jakim obdarzyła mnie Diana – wybrała mnie na swojego jedynego trenera. W przypadku sportowców często wygląda to tak, że trener personalny jest tylko częścią grupy, w której panuje określona hierarchia.

Diana była jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób na świecie i musiałem sobie zapracować na jej zaufanie. Zawsze stawiałem jej dobro na pierwszym miejscu.

Zobacz również:
Świetnie, jeśli znajdujesz na Instagramie motywację, ale nie rzucaj się od razu na głęboką wodę #fitspo. Inspiruj się, ale osiągaj cele po swojemu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA