[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Totalna przemiana [metamorfoza Sylwii]

Jeszcze 4 lata temu nie znosiłam ruchu. W szkole unikałam lekcji wuefu. Teraz jestem trenerem i dietetykiem. Pomagam innym otyłym i zagubionym, jak ja kiedyś.

Tak Sylwia wygląda dzisiaj...

Sylwia Pieńczewska

Wzrost: 159 cm

Waga przed: 95 kg

Waga po: 62 kg

...a tak wyglądała przed metamorfozą.

Początki

Od dziecka byłam „pulchniejsza” niż koleżanki, ale poważniejsze problemy zaczęły się, gdy w 2012 roku stwierdzono u mnie niedoczynność tarczycy. Strasznie tyłam od leków, a do tego zajadałam stres śmieciowym jedzeniem. Miałam silne bezdechy. Byłam więźniem własnego ciała. Miałam dosyć sapania, naśmiewania się ze mnie. Nie czułam się atrakcyjna, zamykałam się w sobie. W 2013 roku postanowiłam zmienić swoje życie.

Metoda

Po 2 nieudanych próbach przestałam wierzyć w diety, a zaczęłam się zdrowo odżywiać. Wyeliminowałam wszystkie niezdrowe posiłki. Zaczęłam jeść regularnie i odpowiednią liczbę kalorii. Biorę udział w szkoleniach, by być na bieżąco ze światem dietetyczno-treningowym.

Na początku wstydziłam się wyjść do ludzi: miałam strasznie słabą kondycję, dlatego ćwiczyłam w domu, na rowerku i macie, 5-6 razy w tygodniu po 1,5 h. Dużo spacerowałam, zaczęłam brać udział w zawodach nordic walking. Przełom nastąpił po tym, jak wzięłam udział w Runmageddonie. Zrozumiałam, że granice nie istnieją. Po roku wyszłam na siłownię. Teraz robię głównie treningi siłowe plus kardio i trening crossfitowy. Najważniejsze dla mnie jest, że zyskałam zdrowie. I nowe życie. Być może, gdyby nie otyłość, nigdy bym nie została trenerem personalnym ani dietetykiem.

Jej sposoby na wymówki

1. Nie rezygnuję ze słodyczy, tylko sama tworzę ich wersje „fit”, jak np. brownie z fasoli lub cukinii czy zdrowe batoniki Bounty

2. Każda aktywność jest dobra, by zmienić swoje ciało, ale my, kobiety, nie możemy bać się treningów siłowych i stawiać tylko na kardio.

3. Zachowuję równowagę. Bycie „fit” to nie choroba. Trzeba pamiętać, że granice między dotarciem do idealnej sylwetki a obsesją są cienkie.

ZOBACZ TEŻ: Nowa jakość życia [metamorfoza Moniki]

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij