[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Intensywne treningi a spadek libido [zbyt fit na seks?]

Twoje pośladki są jędrne, masz pięknie wyrzeźbiony brzuch, a nogi nigdy nie wyglądały lepiej. Czujesz się zadowolona ze swojego ciała. Ale coś się porobiło z Twoim libido – praktycznie go nie ma. Co się dzieje?

zbyt fit na seks

Jaką cenę płacimy za zdrowy styl życia? No, policzmy – karnet do klubu, karnet na basen, plus fajne sportowe ciuchy, plus buty do biegania, buty na fitness, plus zdrowe jedzenie (dieta pudełkowa?). Coś pominęłyśmy? Owszem - seks, a to w dalszej perspektywie może zagrozić Twojemu związkowi. Dlaczego seks? Spójrzmy prawdzie w oczy: która z was po wieczornym treningu ma jeszcze siły na wygłupy w łóżku? Uczeni z uniwersytetu w Północnej Karolinie przebadali 1077 mężczyzn pod kątem ich stylu życia i zauważyli zależność: im więcej godzin spędzanych na treningach, tym mniej czasu poświęconego na seks. Nic nie wskazuje na to, aby u kobiet ta zależność miała wyglądać inaczej.

Libido sportsmenki

Spróbujmy zebrać tu wszystko, co wiemy, na temat zależności między aktywnością fizyczną a pożądaniem. W odróżnieniu od badań cytowanych powyżej, większość znanych nam raportów na temat sportu i kobiecego podniecenia mówi o tym, że bezpośrednio po ćwiczeniach u kobiet obserwuje się zwiększenie ukrwienia w okolicach miednicy, a konkretnie genitaliów (ten rumieniec, który widzisz w lustrze, przebierając się po zajęciach, występuje nie tylko na twarzy). A, jak twierdzą seksuolodzy, stopień podniecenia jest zależny od stopnia ukrwienia genitaliów. Czyli wszystko, co zwiększa przepływ krwi w tych okolicach, jednocześnie wzmaga libido.

Mniej więcej 20 lat temu dr Cindy Meston, obecna dyrektorka laboratorium psychofizjologii seksualnej na uniwersytecie w Austin, przeprowadziła badania, podczas których grupa kobiet miała za zadanie pedałować co sił przez 20 minut na rowerach stacjonarnych, a następnie puszczano im film erotyczny. Ten krótki wysiłek wystarczy, aby podczas oglądania erotycznego filmu naukowcy odnotowali u badanych wzrost amplitudy tętna pochwy, co jest miarą podniecenia. W 2012 r. przeprowadzono podobne badania, zamieniając tylko rowery stacjonarne na bieżnie. Okazało się, że aktywność o średnim natężeniu wywołuje u kobiet większe ukrwienie pochwy niż aktywność bardzo wysoka albo bardzo niska. Autorka badań, dr Lorenz, twierdzi, że to właśnie otworzyło jej oczy na zagadnienie tłumienia pożądania przez zbyt intensywny wysiłek.

ZOBACZ: 7 drobnych rzeczy, które możesz zrobić podczas seksu, aby wzmocnić wasz związek

REKLAMA

REKLAMA

Zbyt wielki wysiłek

20 minut ćwiczeń wykonywanych na 70% maksymalnego tętna (HRmax) w dzisiejszych czasach trudno nazwać ambitnym planem treningowym. Dla wielu kobiet krótkie, intensywne treningi interwałowe czy treningi siłowe to zwykła rutyna, nic nadzwyczajnego. Jednak nie jest tak łatwo zaobserwować zależność między tym a naszym życiem seksualnym, jak w przypadku eksperymentu z bieżnią. Dr Anthony Hackney, ekspert w dziedzinie fizjologii sportu, tłumaczy, że zależność tę możemy przedstawić na wykresie w kształcie odwróconej litery U.

Do pewnego momentu sport poprawia nasze życie seksualne, dzięki pobudzaniu współczulnego układu nerwowego. Ale powyżej tego poziomu obserwujemy zależność odwrotną między intensywnością treningów a ilością i jakością seksu. Często obserwuje się ten efekt u kobiet podczas treningu wytrzymałościowego. Harkirat Mahal, szef MotivatePT, firmy łączącej klientów z najlepiej dobranymi do ich potrzeb trenerami personalnymi, mówi: „Jedna z naszych klientek w ciągu jednego roku trenowała do maratonu, półmaratonu oraz triathlonu. Wysiłek oraz psychologiczna presja, jakiej się poddała, sprawiły, że jej popęd seksualny zniknął. Ale gdy po zawodach jej aktywność fizyczna ograniczyła się do trenowania dwa razy w tygodniu, jej libido wróciło do normy. W ciągu tego wyczerpującego roku nasza klientka przeżyła coś w rodzaju huśtawki libido: od zaniku do wyraźnie silniejszego niż przeciętnie”. Coraz więcej dookoła takich przypadków.

Seksuolodzy i terapeuci związków mówią o prawdziwej pladze problemów z libido u wysportowanych kobiet w przedziale wiekowym od 20 do 40 lat. Wydawałoby się, że są okazami zdrowia fizycznego i psychicznego, wyglądają świetnie, nie mają też większych problemów w związku, a jednak nie odczuwają pożądania. Tak jakby wystarczyły im emocje sportowe, ta fala endorfin, jakiej dostarcza przebiegnięcie maratonu. Niektórzy specjaliści mówią nawet o uzależnieniu od tego endorfinowego kopa, które każe im startować w maratonie za maratonem, albo sukcesywnie podnosić sobie poprzeczkę podczas treningów.

Inny czynnik, który sprawia, że nasza sytuacja jest szczególna, to nasza fizjologia. Wydaje się, że kobiecy organizm reaguje silniej na nadmierny wysiłek, niż to się dzieje w przypadku naszych partnerów. „Kiedy kobiety trenują na ekstremalnym poziomie, może się u nich rozwinąć niedoczynność przysadki mózgowej, która z kolei odpowiada za niski poziom testosteronu i estrogenów – mówi profesor endokrynologii Peter Sönksen z uniwersytetu w Southampton, członek Towarzystwa Endokrynologicznego. – Kobiety potrzebują pewnej ilości tkanki tłuszczowej, aby ich układ rozrodczy działał prawidłowo”. Nadmiernie intensywne ćwiczenia prowadzą do radykalnego zmniejszenia ilości tłuszczu, co w wielu przypadkach po prostu uniemożliwia zajście w ciążę. Może się to też wiązać z obniżeniem libido (organizm po prostu odpuszcza sobie aktywności, które według niego są stratą energii, skoro i tak dzieci z tego nie będzie). I tak aktywna kobieta, dla której osiągnięcie celu treningowego oznacza poranne pobudki, rezygnację ze słodyczy oraz innych przyjemności, może uważać, że seks jest kolejną z czynności, które spokojnie można sobie odpuścić.

SPRAWDŹ: Z iloma facetami spałaś przede mną? [dlaczego faceci o to pytają]

REKLAMA

Mięśnie dna miednicy

Kolejnym czynnikiem, który odgrywa istotną rolę w tej całej układance, są mięśnie dna miednicy. Powszechnie uważa się, że ich osłabienie po porodzie powoduje problemy w życiu seksualnym. Każda z nas zetknęła się pewnie z ćwiczeniami Kegla, mającymi na celu wzmocnienie mięśni dna miednicy i tym samym poprawę jakości życia seksualnego. Ale mało kto wie, że u współczesnych wysportowanych kobiet często właśnie te mięśnie są zbyt napięte, co powoduje problemy przy stosunku. Czasem wręcz uniemożliwia go, bo każda próba penetracji powoduje ból. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić, że dno miednicy jest odpowiednikiem dobrego stanika sportowego. Musi pełnić funkcję amortyzującą i dobrze podtrzymywać organy wewnętrzne podczas ruchu. Świetna ochrona w sporcie może jednak być kłopotem w łóżku.

Jak mówi Kamila Raczyńska, instruktorka treningu mięśni dna miednicy: „Mięśnie dna miednicy składają się w większości z włókien posturalnych (70%), ponieważ ich zadaniem w ciele jest utrzymywanie pozycji. Taki mięsień jest przygotowany do długotrwałej pracy, kurczy się wolniej i wolniej ulega zmęczeniu. W mięśniach dna miednicy zdecydowanie mniej (30%) jest włókien drugiego typu – włókien fazowych, czyli takich, które wykonują szybkie ruchy, szybciej też ulegają zmęczeniu, ale też szybciej się regenerują. Włókna posturalne mają także to do siebie, że powstałe napięcie może w nich pozostawać długo. Prowadzi to wówczas do stanu chronicznego napięcia mięśniowego – hipertonii właśnie”. To dlatego kobiety powinny nauczyć się rozluźniać te mięśnie. 

Ile ćwiczeń wystarczy?

Czy wobec tego istnieje jakiś optymalny poziom wysiłku, jaki kobieta może podejmować bez ryzyka, że to zagrozi jej życiu seksualnemu? Pete McCall, specjalista fizjologii fitnessu z National Academy of Sports Medicine, sugeruje ograniczenie się do 45-minutowych sesji o wysokiej intensywności dwa, trzy razy w tygodniu. Warto też wziąć pod uwagę nie tylko biologię, ale też i psychologię. Efekt „rozjeżdżania” się stylów życia partnerów. Kiedy Ty „zaprzedałaś duszę” treningom i diecie do triathlonu albo do maratonu, to Twój facet, który siedzi na kanapie i pije piwo, zwyczajnie zaczyna Cię wkurzać. Wkurzać do tego stopnia, że nie masz ochoty chodzić z nim do łóżka. To jest też taka forma karania go – Ty zaczynasz wyglądać coraz lepiej, masz pięknie wyrzeźbione ramiona i nawet coś w rodzaju szyszki na brzuchu, a jemu się nie chce starać. Dlatego zmiana nawyków powinna dotyczyć was obojga. Wspólny wysiłek fizyczny może poprawić nie tylko wasze sylwetki, ale i wzajemne relacje. Ostatnie badania wykazały, że 85% par, które rozpoczęły uprawianie wspólnie jakiejś aktywności, twierdzi, że dzięki temu ich związek zyskał nową jakość. Poprawiło się też ich życie seksualne. Nie od dziś wiadomo, że to, co scala związki, to realizowanie wspólnych pasji.

ZOBACZ TEŻ: Seks po porodzie - co się zmienia?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij