[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Ćwiczenie z chłopakiem: Czy motywuje do częstszych treningów?

Jedna z redaktorek WH zaproponowała swojej drugiej połówce wspólne treningi. Co z tego wynikło?

Sala treningowa, ciężarki, posklejane włosy, przepocona koszulka i walka o kolejny przysiad – czy Twój chłopak naprawdę musi oglądać Cię w tym stanie? Nie jesteśmy pewne. Jednak z nowych badań wynika, że ćwiczenie w parze pomaga utrzymać regularność treningów. Postanowiłyśmy dać temu pomysłowi szansę.

Czy ćwiczenie w parze ma sens?

Może padać… Jakoś dziwnie swędzą mnie ręce… Dzisiaj umyłam włosy… Naprawdę KAŻDA wymówka jest dla mnie dobra, żeby wykręcić się od ćwiczeń. Mimo, że pracuje w redakcji pisma o zdrowym stylu życia i jestem otoczona supersprawnymi dziewczynami, które znają każdy klub fitness w promieniu 50 kilometrów, sama jestem po prostu leniwa. I jeśli mogę odwołać trening, wierzcie mi – na pewno to zrobię.

Rezultat jest taki, że nigdy nie wciągnęłam się na poważnie w żadne konkretne treningi – przez chwilę biegałam, ćwiczyłam barre, chodziłam na basen… Ale żadnego reżimu nie utrzymałam dłużej niż miesiąc.

Kiedy trafiłam na badania opublikowane w Health Education Research, zaczęłam więc uważnie czytać. Otóż naukowcy postanowili zbadać siłę wsparcia partnerów w leczeniu cukrzycy typu 2 i przy okazji odkryli, że wspólne ćwiczenie świetnie motywowało pary do konsekwentnego trzymania się treningowej rutyny.

ZOBACZ TEŻ: Trening na pupę rodem z Hollywood

To, że posiadanie partnera treningowego przynosi mnóstwo korzyści, nie jest oczywiście wielką nowością, jednak autorzy badania wskazują, że ćwiczenie z ukochaną osobą wywołuje najwięcej pozytywnych efektów.

Żeby wszystko było jasne – ja i mój facet nie jesteśmy gołąbeczkami, które wszystko chcą robić razem, a zdjęcia par biegających razem po lesie nie wzbudzają we mnie ani grama czułości czy tęsknoty. W naszym związku ćwiczenia w ogóle nie są dominującym tematem, chociaż staramy się zachować przyzwoity poziom aktywności fizycznej – on codziennie dojeżdża na rowerze do pracy, a ja staram się nie zapomnieć, że w 2016 przebiegłam (jakimś cudem) półmaraton.

Pewnego dnia, kiedy spojrzałam na Jego zakurzony rower („Padało…”), zaproponowałam mu wspólne treningi. Zgodził się.

REKLAMA

REKLAMA

Zapisaliśmy się do modnej, industrialnej siłowni z polerowanego betonu, gdzie klientela jest tak snobistyczna, że sama nigdy nie odważyłam się tam pójść. Ale razem poczuliśmy się raźniej, a poza tym, obojgu nam była po drodze z pracy do domu. Zapisaliśmy się więc na HIIT. A przynajmniej ja to zrobiłam.

Kiedy następnego ranka pakowałam sneakersy do torby treningowej, mój niewierny towarzysz przyznał ze skruszoną miną, że zapomniał zarezerwować sobie miejsce na zajęciach. Na początku się wściekłam, ale po chwili pomyślałam, że może to i lepiej – w końcu dzisiaj leci nasze ulubione reality-show…

ZOBACZ TEŻ: Biustonosz do ćwiczeń: jaki wybrać?

Następnego dnia spróbowaliśmy znowu. Tyle że w dwóch różnych punktach miasta. Nie dogadaliśmy się, w którym oddziale sieciówki będziemy ćwiczyć, więc wylądowaliśmy w dwóch innych, niewiele od siebie oddalonych. Ale do końca tygodnia udało nam się pojawić w tym samym miejscu, o tej samej godzinie – trzy razy.

Kiedy kolejnego ranka usłyszałam budzik wzywający mnie na jogę zaplanowaną na 7 rano, desperacko starałam się go nie słyszeć. Ale zgodnie z umową, miałam zapewnioną podwózkę do studia na Jego bagażniku. Kiedy zszedł na dół z trykotach Arsenalu i butach footballowych, pytając, czy może tak iść na jogę, wiedziałam, że warto było wstać. Jeszcze nigdy nie śmiałam się tak przed 6:30 rano.

W sobotę poczułam się trochę dziwnie, pozwalając mu wkroczyć w mój coweekendowy rytuał porannych ćwiczeń. Zgodziłam się jednak zastąpić swoje ulubione zajęcia ABS jego propozycją – boksem połączonym z treningiem ogólnorozwojowym.

On kocha boks, ja lubię ogólnorozwojówkę, więc było nienajgorzej. Po treningu poszliśmy na śniadanie. Zjadłam sałatkę, ale on zamówił kiełbaski. W każdym razie kolejny trening mamy zaliczony.

Ćwiczenie w parze: mój werdykt

Niedziela stała się naszym dniem planowania treningów na kolejny tydzień. Wpisujemy ćwiczenia do kalendarza w kuchni i naprawdę się go trzymamy. Jestem cholernie dumna z tego, że od miesiąca zaliczam po 3 zajęcia fitness w tygodniu. Wydaje mi się, że wspólny budzik i posiadanie towarzysza, który razem ze mną wychodzi z domu bladym świtem, ma sporo wspólnego z nagłą zmianą mojego nastawienia do systematyczności. Plus, spróbowałam zajęć, na które w życiu nie wybrałabym się sama.

I choć nie zaciągnęłabym mojego faceta na barre i wciąż odmawiam jeżdżenia z nim na rowerze, te dodatkowe samotne treningi są teraz tylko dodatkiem do najważniejszych, wspólnych zajęć.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij