Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]

Womenshealth.PL

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Udany związek: kobiety vs. mężczyźni

Na czym polega udany związek? Zapytajcie kobietę, a potem faceta. To mogą być zupełnie różne opowieści. Nasz kolega z Men's Health pomaga zrozumieć męski punkt widzenia na seks, kłótnie w związku, różnice między partnerami i parę innych spraw. Sprawdź, czy poglądy facetów bardzo różnią się od naszych.

Joanna Górecka, Marek Szecht 2015-12-21
związek fot. shutterstock.com

Psychologia radzi sobie jako tako z ludzkimi problemami, natomiast okazuje się bezradna, jeżeli chodzi o przepis na szczęśliwe życie. Podobnie jest ze szczęśliwymi związkami. One jednak istnieją i trwają mimo emocjonalnych burz i zawirowań. Jak to się dzieje? Redaktorka WH i redaktor MH szukają w dialogu odpowiedzi.

...o uczuciach

Ona: gdyby nie my, faceci w ogóle nie używaliby swoich emocji.

Pamiętam czas, kiedy byłam bardzo, ale to bardzo zakochana i wydawało mi się, że tak będzie już zawsze. Że oto trafiłam na swoją drugą połowę, na swojego astralnego brata bliźniaka i teraz już moje życie będzie kompletne i oczywiście szczęśliwe. Być może innym się nie udało, ale nam się uda na pewno, bo trafiliśmy na siebie po wielu wcieleniach poszukiwań.

Będziemy razem podróżować, zajmować się wspaniałymi rzeczami, wyjedziemy gdzieś daleko, założymy schronisko dla bezdomnych słoników, czy jakoś tak. Spokojnie. Jestem zdrowa na umyśle. Osoby przebywające aktualnie w innym stanie uczuciowym informuję uprzejmie, że ja wiem, jak to brzmi.

Pamiętam taki wywiad w jakimś kolorowym piśmie, którego udzielili świeżo zakochani: Agnieszka Włodarczyk i Mikołaj Krawczyk (aktorzy serialowi – dodaję dla porządku, chociaż na pewno wiecie). Mówili, że czują się jak jedno ciało astralne, za co spadła na nich straszliwa fala szydery. 

Troszkę niesprawiedliwa, bo przecież takie głupoty wygaduje prawie każda zakochana para w fazie euforii, tylko rzadko się zdarza, żeby jakaś gazeta była tego ciekawa. Niestety, w ich przypadku była. Ja to doskonale rozumiem. Dokładnie pamiętam również, że będąc w takim stanie ducha, przeczytałam (w ramach studiów najprawdopodobniej, bo na pewno nie z własnej woli) artykuł znanego psychologa, prof. Bogdana Woyciszke, na temat miłości.

Konkluzja była taka, że ta burza neurohormonów, którą ludzie nazywają zakochaniem, a która specjalistom od mózgu przypomina psychozę albo stan ciężkiego uzależnienia od amfetaminy, trwa nie dłużej niż dwa lata. Do dzisiaj pamiętam, jak mi się zrobiło przeraźliwie smutno: z jednej strony nie chciałam w to uwierzyć, a z drugiej jednak podejrzewałam, że wszystko, co dobre, musi się skończyć.

I faktycznie: to się kończy. Teraz dopiero zaczyna się czas świadomych wyborów, bo te wszystkie neurohormony już nie odcinają nas od rozumu. Można szukać następnego haju w kolejnym zakochaniu. Ale to oznacza, że spędzimy życie jako uczuciowa ćpunka, w miarę upływu lat coraz bardziej żałosna.

Możemy się pogodzić z tym, że temperatura uczuć spada – w końcu kto by wytrzymał taką ilość emocji i seksu na co dzień. Ja jestem jednak zwolenniczką nieodpuszczania – trzeba partnera wciąż wkręcać w swoje emocje: opowiadać mu historie, denerwować go, kazać mu się przejmować różnymi rzeczami.

Może się mylę, ale uważam facetów za trochę „nieruchawych” emocjonalnie. To znaczy – jeżeli tylko mają możliwość nieużywania swoich emocji, to z pewnością to zrobią. A to emocje nadają temperaturę związkowi, uzależniają od siebie, wiążą bardzo mocno. I obawiam się, że to do nas należy podkręcanie ich.

On: robienie z facetów emocjonalnych troglodytów do niczego dobrego nie prowadzi.

Nieśmiało chciałbym zwrócić uwagę, że to właśnie ci rzekomo „nieruchawi emocjonalnie” faceci od początków naszej cywilizacji stworzyli najpiękniejsze dzieła literatury i poezji, tak przepełnione miłością i milionem różnych emocji, że od wieków z nich czerpiemy i końca nie widać.

Jesteśmy zapewne mniej afektowani niż wy, ale o żadnej uczuciowej oziębłości mowy, moim zdaniem, nie ma. Zrozumienie przez was faktu, że nie tylko bramki Lewandowskiego potrafią wyzwalać w nas emocje, może być dla związku kluczowe. Oto słowo nasze.

Zobacz także, co faceci myślą o depilacji bikini oraz pornografii.

seks fot. shutterstock.com

...o poglądach

Ona: musimy się zgadzać w istotnych sprawach na 50%. Więcej naprawdę byłoby nudno.

Znam taką parę, małżeństwo – on lewak, ona z tradycyjnej rodziny, on veggie, ona mięsolubna, on pracuje w NGO, ona we własnej kancelarii prawniczej, on głosował na partię X, ona całym sercem była za partią Y. Wydawało mi się, że różni ich wszystko, a jednak wyglądali na szczęśliwych.

Jak to robili? Być może mieli płaszczyznę, na której panowała pełna zgoda (BDSM? Troska o studnie w Sudanie?). A być może właśnie byli dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Psycholodzy mówią, że wbrew temu staremu porzekadłu to jednak podobieństwa stanowią bazę dla dobrego związku. Ale czy nie brzmi to jakoś dziwnie nudno?

Jasne, kiedy masz przy sobie partnera, który ma takie same poglądy na większość spraw, to jest miłe. Nie musisz daleko szukać potwierdzenia, że jesteś mądra i wyznajesz jedynie słuszne poglądy. Ale prawdziwie intrygująca jest odmienność – sama różnica płci nie wystarcza na długo. Inteligentny facet, który patrzy inaczej na różne sprawy, jest nieustającym wyzwaniem. Przy takich możemy się rozwijać, taki szybko nam się nie znudzi.

On: wszystko jedno, czy jadasz mięso, czy nie, ale zgodność w poczuciu humoru musi być 100%.

Oczywiście, możemy się pięknie różnić w tysiącu codziennych spraw, możemy mieć różne pasje, odmienne zainteresowania, lubić schabowe albo sushi, piwo lub wino – to są drobiazgi. Jeżeli jednak nie śmiejemy się z tych samych rzeczy, to czarno widzę ten związek.

Wybierajmy sobie partnerów, którzy potrafią nas rozśmieszyć przy śniadaniu, przy oglądaniu wiadomości telewizyjnych, przy czytaniu gazet i w nocy w sypialni. Nie chodzi o to, by wiązać się z Jasiem Fasolą (a ten podobno jest prywatnie śmiertelnie poważny), ale bardziej o wspólnotę inteligencji niż rechotu. Poczucie humoru powinno być wspólne.

seks fot. shutterstock.com

...o seksie

Ona: czasem się zastanawiam, dlaczego to jest dla facetów aż tak istotne.

Być może to jest tylko moje doświadczenie i nie mam prawa uogólniać, ale badania też to potwierdzają w ten czy inny sposób. Dla mężczyzn seks jest ważniejszy niż dla kobiet. To znaczy – dla kobiet seks jest istotny ze względu na tego konkretnego faceta, którego kochają, a dla facetów seks jest istotny tak w ogóle.

Gdyby mnie ktoś tyle razy odrzucał, ile razy ja mówiłam: „Nie, nie dzisiaj, śpiąca jestem, mam okres, właśnie pomalowałam paznokcie etc.”, to bym się naprawdę mogła nie podnieść. Na pewno moja samoocena mocno by ucierpiała. Czułabym się niekochana i odrzucona.

A faceci jakoś sobie dają z tym radę, pod warunkiem że nie przeginamy. Bo dla kobiet w seksie najważniejsza jest bliskość, przytulanie, poczucie, że on nas pożąda, że jesteśmy dla niego megaatrakcyjne. Jeżeli facet nam zapewni taki komfort, to już nas ma. Jaki seks lubią kobiety? Na okoliczność tego tekstu przeprowadziłam małą sondę wśród znajomych kobiet na temat urozmaiceń w seksie w długich związkach.

Tak jak przypuszczałam, kobiety okazały sie sceptyczne. Pan Grey nadaje się może na romans (i to najlepiej taki pielęgnowany w wyobraźni), ale długi związek raczej tego nie wytrzyma. Kobiety zdecydowanie wolą miły, przyjacielski seks z sympatycznym, niegroźnym, życzliwym facetem.

On: czasem się zastanawiam, dlaczego tak świetna sprawa jak seks jest przez was lekceważona.

Nieprawda, że faceci myślą tylko o jednym. Myślą także o drugim, trzecim, czwartym i piątym - zwłaszcza gdy mają po dwadzieścia kilka lat, a związek jest na początku drogi. Seks jest kapitalną formą wzajemnej adoracji i niedocenianie jego roli jest błędem.

Kolejnym jest przekonanie, że, wiadomo, facet musi od czasu do czasu, więc trudno – pańszczyznę w sypialni czasem trzeba odrobić. Ale już największym błędem jest robienie z seksu karty przetargowej i wpuszczanie faceta do łóżka niejako w nagrodę za dobre zachowanie. To się nie może udać na dłuższą metę, tym bardziej że niewymagających entuzjastek nie brakuje.  

seks fot. shutterstock.com

...o konfliktach

Ona: kłótnia oczyszcza. Nie wiem, czemu faceci nie mogą albo nie chcą tego zrozumieć.

Lubię kłótnie. Może to dlatego, że jak jest długo miło, to zaczynam tęsknić za jakimś „dramatem”? Ale prawda chyba wygląda trochę inaczej. Otóż w każdym związku, w którym byłam, zawsze istniało jakieś tarcie na granicy „moje – twoje”.

Mam wrażenie, że wiele kobiet tak ma, że dłuższe okresy spokoju okupuje tym, że się wycofuje ze swojego terytorium, trochę kurczy w sobie, gryząc się w język zbyt często, godząc się na rzeczy, które nie są po jej myśli. Trwa to do momentu, w którym czujemy, że zaraz go zamordujemy, jeżeli znowu włoży niespłukany talerz do zmywarki. I następuje eksplozja. Burza z piorunami.

Gniew dodaje energii, dzięki której lepiej nam się wyraża nasze żale i pretensje. Mężczyźni niestety przeważnie nie umieją się kłócić. Nie czują konwencji – biorą wszystko nazbyt poważnie, łamią zasady. Nie rozumieją, że pewne konfliktowe sprawy trzeba od czasu do czasu głośno wyartykułować.

Najgorsze jest, kiedy się wycofują i wychodzą albo milczą. Moim zdaniem takie przemilczane konflikty to gwoździe do trumny związku, bo prędzej czy później urosną do nieproporcjonalnych rozmiarów. W dobrym związku regularnie trzeba upuszczać pary.

On: nigdy nie rozumiałem, jaki jest sens kłócenia się o głupstwa. Szkoda na to czasu.

Podoba mi się zdanie Marii Czubaszek (notabene od trzydziestu kilku lat w jednym związku z jazzmanem, Wojciechem Karolakiem): „Mężczyzna jest, jaki jest, i nie ma co przy nim majstrować. Im szybciej kobieta to zrozumie, tym lepiej dla niej. I dla niego”.

Jestem szczerze przekonany, że skoro związek trwa szczęśliwie i się rozwija – co oznacza, że pryncypia zostały ustalone i są przestrzegane – to kłócenie się o pierdoły jest stratą czasu. Spędzanie życia (tu z naciskiem podkreślę, że działa to w obie strony, bo facetów też menda często dopada) z wiecznie gderającą, niezadowoloną, czepialską, małostkową, drobiazgową osobą jest koszmarem.

Zdecydowaną większość codziennych problemów i konfliktów rozwiązuje zwyczajne dobre wychowanie i znana skądinąd zasada: „Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe”.

kobieta na plaży fot. shutterstock.com

...o czasie wolnym

Ona: co to za kretyński pomysł – wakacje osobno.

W poradnictwie psychologicznym, jak wszędzie, istnieją mody, które trwają dłużej lub krócej, a potem mijają. Parę lat temu przez kobiece magazyny przetoczyła się fala wakacyjnych porad dla par, z których wynikało, że wakacje osobno bardzo cementują nowoczesne związki. Ta, jasne. Chyba związki z kimś innym niż partner.

Wmawiano nieszczęsnym kobietom, że jeżeli lubią, dajmy na to, góry, a partner nurkuje, to absolutnie nie powinny dawać się tłamsić i wlec się za nim do Hurghady, tylko pozwolić mu jechać tam z kolegami, a samej udać się do Zakopanego. Najważniejsze, według autorów porad (o co zakład, że byli nimi faceci?), to realizować własne pasje.

Ja spędzam z moimi współpracownikami znacznie więcej czasu w tygodniu niż z moim partnerem. Gdybym jeszcze chciała ten drogocenny urlop spędzać osobno, to obawiam się, że wkrótce przestalibyśmy mieć o czym gadać. Bo moim zdaniem w dobrym układzie musi być miejsce na kompromis, bez kalkulacji.

Ja tam chętnie pojadę z partnerem popatrzeć, jak on nurkuje (sama nie umiem nawet pływać). Nie żeby się poświęcać, ale by z nim pobyć i popatrzeć, jak realizuje swoją pasję. To mnie kręci, kiedy widzę, jaki jest dobry w tym, co robi.

On: co to za kretyński pomysł – wakacje osobno.

Tu zgoda, że to kretyński pomysł, i że głównie faceci za nim optują. Sam znam kilku takich myślicieli i, nawiasem mówiąc, każdy z nich już jest po rozwodzie. W tle takiego rozumowania jest oczywiście przekonanie o swojej wyjątkowości: „Ciężko pracuję i porządny urlop należy mi się jak psu buda – z Tobą albo bez Ciebie”.

To wyklucza wszelkie partnerstwo i porozumienie, ale jak człowiek wiąże się z samolubnym palantem, to później tak ma. Skądinąd każdy z nich ma już następną żonę, co nie wystawia najlepszego świadectwa waszej inteligencji.

...o przykrych rzeczach

Ona: dopiero kiedy trafiłam do szpitala, zrozumiałam, o co chodzi w tym wszystkim.

Czytałam kiedyś pamiętniki Agaty Christie, w których opisywała swoje małżeństwo i rozwód. Otóż według niej miała bardzo szczęśliwe małżeństwo, dopóki wszystko układało się dobrze. W którymś momencie ukochana matka Agaty zmarła, a ona sama wpadła w coś, co dzisiaj nazwalibyśmy depresją. Tego już jej sympatyczny mąż nie wytrzymał i odszedł. 

Na pożegnanie powiedział coś w rodzaju: „Ostrzegałem cię, że nie znoszę smutku”. Jasne. Uczciwie gość postawił sprawę. Ale znam wielu ludzi, którym się wydaje, że należy im się jakaś luksusowa opcja życiowa i luksusowa opcja związku. Bardzo trudno sprawdzić, czy facet, z którym się jest, da radę w trudnych chwilach. Ale gdy taka chwila przychodzi i wiesz, że masz w nim oparcie, to sekret dobrego związku objawia się w całej okazałości.

On: nikt nigdy nikomu nie obiecywał, że życie będzie pasmem szczęścia i beztroski.

Dżentelmen, jak wiadomo, potrafi grać na trąbie, ale nigdy tego nie robi. Nie robi też paru innych rzeczy, a nieudzielenie wsparcia osobie, która go potrzebuje, jest na czele tej listy. Trudno powiedzieć, jak tego gościa rozpoznać, ale gdy sama potrafisz grać na trąbie, ale tego nie robisz – dasz radę. I o ten związek jestem spokojny, bo przetrwa wszystko.

WH 10/2015

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij